Ogromna tragedia ludzka, której dokładne przyczyny wciąż są wyjaśniane. Dziś mija rok od katastrofy malezyjskiego samolotu MH17, który rozbił się nad wschodnią Ukrainą w drodze z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Zginęło wtedy prawie 300 osób. Większość z nich to Holendrzy.
To co dokładnie stało się 17 lipca ubiegłego roku mają ustalić eksperci z Holenderskiej Rady ds. Bezpieczeństwa. Zgodnie ze wstępnym raportem przedstawionym kilka miesięcy temu maszyna malezyjskich linii lotniczych została uderzona przez dużą liczbę obiektów z zewnątrz. Ostateczne sprawozdanie w tej sprawie ma się pojawić jesienią.
Z informacji CNN wynika, że śledczy chcą w nim wskazać, że samolot został trafiony przez rosyjską rakietę wystrzeloną przez prorosyjskich separatystów. Oskarżenia pod adresem rebeliantów pojawiają się właściwie od początku ze strony krajów zachodnich i Ukrainy, ale Rosja temu konsekwentnie zaprzecza.
Holenderski rząd zwrócił się ostatnio z prośbą do ONZ o utworzenie międzynarodowego trybunału, który osądziłby winnych katastrofy. Spotkało się to jednak z dużym sprzeciwem Moskwy.
Rodziny ofiar także domagają się sprawiedliwości. Część z nich postanowiła sama o nią zawalczyć składając w amerykańskim sądzie pozew przeciwko Igorowi Striełkowowi - dowódcy prorosyjskich separatystów - który według skarżących ponosi odpowiedzialność za tragedię.
Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/kry


























































