REKLAMA

Robotyzacja może znacząco wpłynąć na polski rynek pracy w 2021 r.

2020-12-21 15:10
publikacja
2020-12-21 15:10
Robotyzacja może znacząco wpłynąć na polski rynek pracy w 2021 r.
Robotyzacja może znacząco wpłynąć na polski rynek pracy w 2021 r.
fot. August Phunitiphat / / Shutterstock

Proces robotyzacji i automatyzacji przedsiębiorstw może stać się w 2021 r. jednym z czynników znacząco wpływających na rynek pracy w Polsce - powiedział PAP Biznes prezes Instytutu Analiz Rynku Pracy, Łukasz Sienkiewicz. Ekonomista wskazał, że w Polsce tym procesem może być dotknięte 20-30 proc. miejsc pracy. Sądzi, że przedłużające się restrykcje mogą spowodować wzrost stopy bezrobocia. Po pandemii nie nastąpi także aktywizacja biernych zawodowo, potrzebna będzie również długofalowa polityka migracyjna.

„Czynnikiem, który jest dosyć dużym zagrożeniem jeżeli chodzi o potencjalny wzrost stopy bezrobocia w Polsce już w 2021 r., szczególnie w sektorze produkcyjnym, może być przyspieszenie procesów automatyzacji i robotyzacji, których oddziaływanie na rynek pracy jest coraz większe w ostatnich latach. Polska jest rynkiem, który ma stosunkowo duży potencjał do automatyzacji i robotyzacji. Do tej pory te procesy były dosyć powolne, ponieważ mieliśmy relatywnie niskie koszty pracy. Przedsiębiorcom bardzo często zwyczajnie nie opłacało się dokonywać dużych inwestycji w maszyny, roboty i inne urządzenia, które pozwalałyby na automatyzację produkcji. Po prostu im się to nie kalkulowało” – powiedział Sienkiewicz.

Prezes IARP zauważył, że proces automatyzacji i robotyzacji zaczyna być wymuszany przez partnerów z łańcuchów dostaw, jak w sektorze produkcyjnym, na przykład w branży automotive.

Według Sienkiewicza, już teraz widać, że część zagranicznych dużych firm motoryzacyjnych zaczęła istotne zmiany restrukturyzacyjne u siebie. Jako przykłady takich działań ekspert wskazał redukcję zatrudnienia podjętą w I poł. 2020 r. w Niemczech przez Audi i Volkswagena.

„Mówimy o zmianach głównie na terytorium Niemiec i przenoszeniu części produkcji, do Europy Wschodniej w większości do Czech i Węgier, ale również do Polski. Większa integracja w łańcuchu dostaw powoduje wzrost inwestycji w automatyzację procesów produkcyjnych. Co wiąże się z tym, że nawet duże inwestycje nie prowadzą do tworzenia wielu miejsc pracy” – powiedział Sienkiewicz.

„Wpływ pandemii na przyspieszenie automatyzacji widzimy już na zachodzie, a pamiętajmy, że nasza gospodarka jest silnie związana z gospodarkami krajów Europy Zachodniej. Dlatego spodziewałbym się, że z pewnym opóźnieniem te procesy zajdą również u nas” – dodał.

Ekonomista wskazał, że na tę kwestię w swojej prognozie zwrócił też uwagę CEDEFOP (Europejskie Centrum Rozwoju Kształcenia Zawodowego). Według instytucji, automatyzacja i robotyzacja będą, obok inwestycji w ‘zielone’ miejsca pracy, kluczowymi czynnikami wpływającymi na zmiany popytu na rynku pracy i w 2021 r. trendy te zaczną się wyraźnie zaznaczać.

W rozmowie z PAP Biznes Sienkiewicz zwrócił uwagę na dużą rozpiętość prognoz dotyczącą zasięgu zmian, jakie czekają rynek pracy.

„Ciężko jest prognozować, ile procent rynku pracy w Europie zostanie dotknięte tymi procesami automatyzacji i robotyzacji, rozpiętość w dostępnych prognozach jest bardzo duża - od 10 do nawet 50 proc. miejsc pracy. Nie oznacza to oczywiście, że tyle miejsc pracy zniknie, ponieważ zmiany będą dotyczyć też treści i sposobów wykonywania pracy” – powiedział.

Ekonomista podkreślił, że zgodnie z przewidywaniami, zlikwidowana zostanie mniej więcej 1/3 dotkniętych tymi procesami stanowisk, a w przypadku reszty nastąpią znaczące zmiany w sposobie wykonywania zadań czy wykorzystywanych narzędziach. Już teraz widać to w odniesieniu do pracy zdalnej w pandemii.

„Szacuje się, że w przypadku Polski dotkniętych automatyzacją może być ok. 20-30 proc. miejsc pracy – łącznie w obu powyższych formach” - dodał.

POWRÓT DO ‘NORMALNOŚCI’ CIĘŻKI DO PROGNOZOWANIA

Zapytany o ewentualny wpływ rozpoczęcia szczepień na koronawirusa Prezes Instytutu Rynku Pracy zaznaczył, że wciąż brak odpowiednich danych, które pozwoliłyby prognozować, w jakim tempie gospodarka będzie mogła wracać do normalności.

„Brakuje nam danych o tempie i skali w jakiej rzeczywiście zostaną w Polsce przeprowadzone szczepienia. Uważam, że kluczowy jest czas – jak najszybsze luzowanie ograniczeń funkcjonowania przedsiębiorstw. Dlatego jak największą liczbę osób pracujących trzeba zaszczepić w następnym półroczu. Dyskusja na ten temat powinna być prowadzona nie tylko pod względem czysto społecznym i tych grup, które są najbardziej zagrożone zakażeniem, ale też tych, które należałoby jak najszybciej uwolnić do normalnego funkcjonowania, tak by ograniczyć straty na rynku pracy” – powiedział.

Łukasz Sienkiewicz wskazał, że w kontekście akcji szczepień, warto dyskutować na temat grup, które powinny być traktowane priorytetowo.

„Wśród ekonomistów pracy w Stanach Zjednoczonych prowadzona jest obecnie dyskusja na temat tego, kogo z perspektywy ekonomicznej - poza pracownikami służby zdrowia, osobami najbardziej zagrożonymi - należałoby najpierw zaszczepić. Czy na przykład, powinniśmy szczepić przede wszystkim osoby pracujące w kluczowych dla gospodarki sektorach? Założenie jest takie, że jeżeli udałoby się szybko zaszczepić tych, którzy z dużym prawdopodobieństwem będą mieli kontakt z wieloma osobami, to łatwiej będzie można przywrócić gospodarkę do normalnego funkcjonowania” - powiedział.

BRAKUJE CZYNNIKÓW, KTÓRE ZWIĘKSZAŁYBY AKTYWNOŚĆ ZAWODOWĄ PO PANDEMII; GOSPODARKA POTRZEBUJE POLITYKI MIGRACYJNEJ

Według ekonomisty, w polskiej gospodarce brakuje czynników, które po powrocie ożywienia gospodarczego mogłyby sprzyjać wzrostowi aktywności gospodarczej w Polsce.

„Na razie nie widzę czynników instytucjonalnych czy polityk rynku pracy, które miałyby zachęcać osoby bierne zawodowo do wchodzenia na rynek pracy. Dlatego, wydaje mi się, że (po odmrożeniu gospodarki - PAP) wrócimy przynajmniej do punktu zero sprzed pandemii. Część tych osób, które zasiliły grupę biernych zawodowo podejmie wcześniej zarzuconą pracę. Te osoby, które nie będą mogły wrócić do dotychczasowej pracy albo pozostaną w grupie biernych zawodowo, albo będą przechodzić do grupy bezrobotnych, żeby uzyskać ubezpieczenie chorobowe i jednocześnie będą wchodzić do szarej strefy” – powiedział ekonomista.

Sienkiewicz podkreślił, że duża część biernych zawodowo jest nieaktywna ze względu na obowiązki opiekuńcze nad dziećmi, osobami starszymi, czy nad osobami wymagającymi stałej opieki i z ich punktu widzenia po pandemii nic się nie zmieni.

„Instytucjonalna opieka nad dziećmi nie poprawi się nagle, nie zwiększy się dostępność instytucjonalnej opieki nad osobami starszymi. Póki nie wyeliminujemy przyczyn, osoby bierne zawodowo nie staną się aktywne, tylko dlatego, że praca będzie łatwiej dostępna” – powiedział.

„Druga kwestia, na jaką zwraca się uwagę za granicą, a w Polsce bardzo mało, to konieczność zmian lub uzupełniania kwalifikacji u osób ze względu na okres przestoju związany z pandemią, ale też zmiany, które w pandemii zaszły. Może być tak, że ci ludzie będą mieli problem z wejściem na rynek pracy ze względu na to, że na przykład brakuje im podstawowych kompetencji cyfrowych. Oni sami tego nie nadrobią, a firmy są stosunkowo mało skłonne do znaczących inwestycji w szkolenia czy zdobywanie nowych kompetencji. Powinniśmy więc tworzyć, tak jak to ma miejsce w Szwecji, Danii czy w Holandii, programy pozwalające osobom bezrobotnym i nieaktywnym zdobyć kompetencje, które będą potrzebne na rynku pracy po pandemii. Jeżeli tego nie będzie, liczba biernych zawodowo znacząco się nie zmieni” – dodał.

Ekonomista wskazał także, że wyjazd pracowników zagranicznych na początku pandemii pozwolił rynkowi pracy na wchłonięcie polskich obywateli, którzy pracowali w innych państwach UE.

„Nie mamy pełnego obrazu w statystykach, ale na początku kryzysu część z nich (obywateli Polski - PAP) wróciła i zasiliła niedobory wynikające z tego, że liczba migrantów z Ukrainy znacząco się zmniejszyła z powodu ograniczenia mobilności międzynarodowej. Z tego powodu też nie mieliśmy skoku rejestracji bezrobotnych nawet po tych powrotach, bo rynek pracy w Polsce w dużej części jest zależny od migrantów, więc szybko wchłonął nadwyżki wynikające z powrotów do kraju” – powiedział.

Jak podsumował, pracownicy zza granicy stanowili w Polsce swoisty bufor bezpieczeństwa na rynku pracy, a ograniczenie ich zatrudnienia nie wpłynęło na zwiększenie liczby bezrobotnych rejestrowanych.

Sienkiewicz podkreślił, że polska gospodarka potrzebuje długofalowej polityki migracyjnej, która ułatwiałaby ludziom osiedlanie się na stałe oraz adaptację językową i kulturową.

„To jest największy problem w długim okresie dlatego, że będziemy potrzebować rąk do pracy i to nie tylko na najniższych, najprostszych stanowiskach. Zdecydowanie powinniśmy rozwinąć strategię przyciągania osób o najwyższych kwalifikacjach, specjalistów, w tym w nowoczesnych dziedzinach gospodarki. Pozostajemy atrakcyjni ze względu na bliskość kulturową, łatwość przyswojenia języka przez pracowników z Białorusi i Ukrainy. Jednak kraje takie jak Niemcy czy państwa skandynawskie mają politykę migracyjną określoną nie tylko z perspektywy ilościowej, ich głównym założeniem jest coraz częściej przyciąganie osób, które mają specjalistyczne kwalifikacje, w tym lekarzy, informatyków itd.” – powiedział.

Łukasz Olender (PAP Biznes)

luk/ asa/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Advertisement

Powiązane: Nowe technologie

Komentarze (1)

dodaj komentarz
itso_media_to_kibel
''potrzebna będzie również długofalowa polityka migracyjna.''
ZAKAZ SPROWADZANIA NIEWOLNIKÓW od taka polityka.

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki