Miniony rok na arenie europejskiej zdecydowanie był okresem świetności futbolu angielskiego. Wygrana Liverpoolu w finale Ligi Mistrzów oraz solidna piłka Chelsea Londyn zostanie w pamięci wielu kibiców na długo. W Pucharze UEFA reprezentantem Premiership na szczeblu ćwierćfinałowym było jedynie Newcastle. Wspaniały sukces w minionym sezonie na boiskach Champions League odniosły drużyny z Półwyspu Apenińskiego. W ćwierćfinale tych rozgrywek znalazło się miejsce dla całej czołówki Serie A (AC Milan, Juventus i Inter), natomiast do samego półfinału Pucharu UEFA dotarła Parma, niedoszły spadkowicz włoskiej ekstraklasy. Miniony rok był również okresem dobrych gier zespołów Erdyvisie. Drużyna Philipsa (PSV) dotarła do półfinału walk o cenny Puchar Europy, podobnie jak AZ Alkmaar w Pucharze UEFA.
Fatalnie za to zapisał się ubiegły rok na kartach drużyn Primera Division. Najlepsza ekipa na Półwyspie Iberyjskich, FC Barcelona odpadła po fantastycznym boju z Chelsea w 1/8 Ligi Mistrzów (przez niektórych nazwany przedwczesnym finałem), a o szczebel wyżej w rozgrywkach pucharu tej niższej kategorii dotarł zespół Villarrealu.
Uznaliśmy, że ocena rozgrywek z perspektywy ubiegłego roku na scenie europejskiej byłaby nie do końca sprawiedliwa. Gdy bowiem spojrzymy daleko w przeszłość, zauważymy blask drużyny Realu Madryt, która najczęściej sięgała po Puchar Europy. Minione lata, trzeba to przyznać uczciwie, to jednak okres świetności włoskiej i angielskiej piłki.
Często bywało tak, że zmagania o krajowy puchar były rozgrywkami drugiej kategorii, w których najmocniejsze zespoły wystawiały rezerwowe składy, dając najlepszym zawodnikom odpocząć przed ważnymi spotkaniami ligowymi, bądź też w europejskich pucharach. Ta sytuacja nie dotyczyła jednak wszystkich europejskich krajów, np. na Wyspach Brytyjskich Puchar Anglii zawsze był ważnym elementem sportowej rywalizacji, co zresztą nie zmieniło się do dziś. Poprzez traktowanie krajowego pucharu z przymrużeniem oka często zdarzało się, że do finału dochodziły drużyny drugo- trzecio-, a nawet czwartoligowe. W tym sezonie w najmocniejszych ligach taka sytuacja miała miejsce tylko we Francji, gdzie do finału doszedł zespół CS Sedan (który zresztą finałową potyczkę z Auxerre przegrał). W dwóch przypadkach mistrzowie kraju zdobyli również krajowy puchar - w Niemczech Bayern Monachium i w Holandii - PSV Eindhoven. Dla dwóch innych pozostał lekkim ukojeniem za porażkę w walce o prymat w lidze. Tak było we Włoszech, gdzie po puchar sięgnął Inter oraz Anglii, gdzie puchar trafił do drugiego w ligowej tabeli Arsenalu.
W niedawno opublikowanym rankingu UEFA za minionych 5 lat liderem pozostaje hiszpańska Primera Division, która przez kilka lat była uważana za najlepszą ligę Europy. Na drugim stopniu podium plasuje się Premiership, a Włosi są dopiero na 3. miejscu. Zastanawia wysoka pozycja francuskiej Ligue 1, której przedstawiciel tylko raz w ostatnich dwunastu latach dotarł do finału Ligi Mistrzów. Ranking sporządzony przez IFFHS (Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu) za miniony sezon wydaje się być znacznie bardziej obiektywny. Hiszpanie plasują się dopiero na 3. pozycji, a liderem zostają Włosi.
Poziom ligowych rozgrywek, zdaje się, u najlepszych iść w parze z poziomem reprezentacji. Bo tak się składa, że kraje, które mają najmocniejsze ligi na Starym Kontynencie, rządzą również w reprezentacyjnym wydaniu. Oczywiście nie ma w tym gronie ligi greckiej, która jest wyjątkiem, a te, jak każdy wie, potwierdzają regułę. Zresztą nikt nie ma wątpliwości, że grecki sukces na Euro 2004 był jednorazowym "wybrykiem", czego najlepszy przykład mogliśmy zaobserwować na zakończonym niedawno Pucharze Konfederacji. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że większość piłkarzy najmocniejszych reprezentacji gra na codzień w klubach ze swojego kraju. Oczywiście im niżej w klasyfikacji reprezentacyjnej, tym więcej zawodników poza granicami, jak np. Francja czy Portugalia.
Z wielką przykrością trzeba jednak stwierdzić, że niewiele wspólnych cech można znaleźć między naszą rodzimą ligą, a najlepszymi ligami na Starym Kontynencie. A jeżeli już znajdujemy takie elementy, to nie są one dla nas wcale powodem do dumy. Bo, niestety, poziomem sportowym, organizacyjnym czy też zapleczem nie możemy się równać nawet z europejskimi średniakami, nie mówiąc o ścisłej czołówce.
Jednak można znaleźć kilka elementów. Z Serie A na przykład łączy nas skłonność do korupcji i skandali piłkarskich. I kto wie, czy bezczelność naszych sędziów i działaczy nie przewyższa tej z Półwyspu Apenińskiego? Nasi pseudokibice również starają się dorównać kolegom z zachodu. Co prawda, troszkę im jeszcze brakuje, ale mozolnie pracują nad dogonieniem czołówki. Smutna to rzeczywistość, ale jej niestety nie da się oszukać i trudno będzie nadrobić zaległości w najbliższych latach.
Dyskusja na temat jakości największych lig Europy rozgorzała na internetowym forum @-Sportu (forum.a-sport.pl). W głosowaniu Internautów najlepszą ligą Europy jest Premiership, na drugim miejscu plasują się exequo Premiera Division i Serie A.
Rankingi najlepszych lig Europy
UEFA 2000-05
1. Hiszpania
2. Anglia
3. Włochy
4. Francja
5. Niemcy
6. Portugalia
7. Holandia
8. Grecja
9. Belgia
10. Szkocja
IFFHS 2004/05 (świat):
1. Włochy
2. Anglia
3. Hiszpania
4. Argentyna
5. Francja
6. Brazylia
7. Holandia
8. Meksyk
9. Kolumbia
10. Niemcy
@-Sport
1. Anglia
2. Hiszpania
3. Włochy
4. Holandia
5. Niemcy
6. Portugalia
7. Francja
8. Rosja
9. Grecja
10. Ukraina
Uznaliśmy, że dobra forma Olympique Lyon to stanowczo za mało, aby uplasować ligę francuską w ścisłej czołówce. Fakt zdominowania ligi francuskiej przez Olimpijczyków nie świadczy dobrze o Ligue 1. Portugalska Superliga swoją pozycję może zawdzięczać wspaniałej rywalizacji. W minionym sezonie po tytuł sięgnęła drużyna Benfici Lizbona, chociaż na europejskiej arenie prym wiódł inny stołeczny klub, Storting. O sukcesach FC Porto w dwóch ostatnich latach nawet nie trzeba nadmieniać… Niemiecka Bundesliga powoli podnosi się z marazmu i problemów finansowych, dlatego miniony sezon wyglądał bardzo ciekawie. Wszystko wskazuje jednak na to, że do dominacji wśród naszych zachodnich sąsiadów po raz kolejny zabiera się bawarski Bayern. Holendrzy od lat grają solidną piłkę, a przecież kraj obszarowo nie jest za duży. Sukcesy Ajaxu, a ostatnio PSV i AZ Alkmaar zostały przez nas dostrzeżone.
Włoska Serie A plasuje się dopiero na 3. miejscu, co, biorąc pod uwagę minione rozstrzygnięcia w Lidze Mistrzów, może dziwić. Na niekorzyść „makaroniarzy” podziałały fatalne stosunki kibiców, jak również spora ilość afer na tle korupcyjnym. Hiszpanie dzierżą srebrny krążek trochę na wyrost. Uznaliśmy jednak, że miniony sezon w europejskich pucharach to wypadek przy pracy, co piękny futbol katalońskiej Barcy w znacznym stopniu rekompensuje. Synowie Albionu niechaj podziękują Abramowiczowi, bo wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie zejdą z piedestału europejskiej piłki.
Miron Machnicki
Marek Iwaniszyn



























































