Polska jest krajem frontowym i jednym z głównych celów rosyjskich wrogich działań pod progiem wojny - powiedział w czwartek w Waszyngtonie szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Kowal. Oświadczył, że amerykańska obecność wojskowa w Polsce jest kwestią fundamentalną.


- Skala zagrożeń ze strony Rosji jest największa od zimnej wojny. Te (rosyjskie) działania osłabiają stabilność całego regionu i są sprawdzianem dla jedności NATO i UE - alarmował Kowal podczas konferencji zorganizowanej przez think tanki American Enterprise Institute i Warsaw Freedom Institute.
Kowal, który składa wizytę w USA w ramach dwupartyjnej delegacji polskiego parlamentu, zwrócił uwagę na konieczność wzmocnienia możliwości militarnych Europy. Opowiedział się też za rozwojem współpracy z krajami regionu Morza Bałtyckiego.
Podkreślił, że „w dowolnym scenariuszu geopolitycznym amerykańska obecność (wojskowa) w Polsce w najbliższych latach jest fundamentalna”. Jest istotna dla polskiego bezpieczeństwa, wysyła ona Rosji jasny sygnał odstraszający oraz legitymizuje i stabilizuje politykę względem Ukrainy - powiedział Kowal.
Poseł Radosław Fogiel powiedział na konferencji poświęconej roli Polski i północno-wschodniej flanki NATO, że nasz kraj powinien zacieśniać więzi w kwestii bezpieczeństwa z państwami podobnie myślącymi, rozumiejącymi zagrożenie ze strony Rosji. - Takie samo myślenie często wynika z podobnych zagrożeń, które dzielimy z Rumunią, krajami bałtyckimi i nordyckimi - dodał. Wśród krajów podobnie myślących o zagrożeniu ze strony Rosji wymienił też Wielką Brytanię.
Prof. Andrew Michta z University of Florida zwrócił z kolei uwagę na „zregionalizowaną optykę bezpieczeństwa” w NATO: w Sojuszu panują podziały na tle tego, co dany kraj postrzega za główne zagrożenie. Ocenił to za jedno z największych wyzwań dla Sojuszu.
- Mamy więc podział w sprawie tego, jak postrzegamy zagrożenia i główne wyzwania, a osiągnięcie pewnego konsensusu co do tego, jak Sojusz faktycznie postąpi w przypadku zagrożenia dla jego interesów lub bezpieczeństwa, wymaga przywództwa. (...) Nie ma potrzeby, by USA obrażały sojuszników, jeśli próbują coś osiągnąć. Jestem przekonany, że Europejczycy wynegocjowaliby wszelkie niezbędne ustalenia - powiedział ekspert. Przyznał, że „Europejczycy mają pracę do wykonania”. - Zaniedbywali to. Ale powinniśmy reagować jak sojusznicy (...), a nie tworząc pęknięcia (w Sojuszu) - przekonywał.
Ekspert Atlantic Council Ian Brzezinski wskazał natomiast na „nowe głosy wpływu w Waszyngtonie” płynące z naszego regionu. Ocenił, że tradycyjne głosy z Niemiec, Francji, czy w pewnym stopniu z Wielkiej Brytanii, „nie wybrzmiewają teraz tak racjonalnie, nie mają takiego wpływu jak głos prezydenta Finlandii czy głos z Polski - z obu partii”. Zauważył, że obie strony sceny politycznej w Polsce, które w kraju nawzajem się zwalczają, mają pewien wpływ i cieszą się szacunkiem w Waszyngtonie, i należy to wykorzystać. Wyraził też przekonanie, że kwestia bezpieczeństwa narodowego powinna być wyłączona z międzypartyjnych wewnętrznych konfliktów. - To osłabia wpływ głosu (Polski) tutaj i w całej Europie, a głos Polski jest niezwykle ważny, szczególnie tutaj, w Waszyngtonie - dodał.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ kar/ mhr/




























































