REKLAMA
MADE IN WROCLAW

ANALIZAPolska bieda, bieda w Polsce. Czy wzrost ubóstwa faktycznie jest tak alarmujący? No nie do końca...

Krzysztof Kolany2024-11-05 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2024-11-05 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

W październiku polską opinią publiczną wstrząsnął raport o skokowym wzroście ubóstwa w 2023 roku. Postanowiłem sprawdzić, czy tak faktycznie było i czy sytuacja Polski jest aż tak zła, jak alarmowano.

Polska bieda, bieda w Polsce. Czy wzrost ubóstwa faktycznie jest tak alarmujący? No nie do końca...
Polska bieda, bieda w Polsce. Czy wzrost ubóstwa faktycznie jest tak alarmujący? No nie do końca...
fot. Jakub Bessarab / / FORUM

"Alarmujący wzrost ubóstwa: Polska na krawędzi kryzysu społecznego" – tymi słowami rozpoczyna się streszczenie tegorocznego raportu Poverty Watch autorstwa dr. hab. Ryszarda Szarfenberga. 

– Dramatyczny skok ubóstwa skrajnego do 6,6 proc. populacji, obejmujący 2,5 miliona Polaków – czytamy linijkę niżej. Strefa wykluczenia społecznego dotykająca 46 proc. Polaków, czyli 17,3 miliona osób. „Drastyczny wzrost ubóstwa skrajnego wśród dzieci z 5,7 proc. do 7,6 proc. (czyli ponad pół miliona dzieci) i seniorów z 3,9 proc. do 5,7 proc. (czyli 430 tys. osób) – to „headline’y”, które szybko przeciekły do mediów głównego nurtu.

I trudno się dziwić, że przeciekły. Cały raport jest wręcz skrojony do publikacji przez mediaworkerów. Jest jednoznaczna i sensacyjna teza. Dodatkowo to zła wiadomość, a takie rozchodzą się przecież najlepiej. Po trzecie raport jest bardzo ładnie napisany i złożony. Nic tylko przekopiować eleganckie streszczenie, dorzucić obrazek strapionego Pana Stockowskiego i news na "jedynkę" gotowy. Kwadrans roboty i kliki wpadają same.

- Te szokujące statystyki pokazują, że prawie co piętnasty Polak żyje w skrajnej biedzie, a niemal połowa społeczeństwa boryka się z różnymi formami wykluczenia. Szczególnie niepokojący jest wzrost ubóstwa wśród najbardziej wrażliwych zbiorowości społecznych, co wskazuje na systemowe problemy w polityce społecznej – czytamy w streszczeniu raportu Poverty Watch.

Scammingout

Dane nie kłamią. Ale kontekst też ma znaczenie

Z danymi nie sposób polemizować i wszystko się tu zgadza. Dodatkową wartością tego opracowania jest to, że zostało ono poszerzone o osoby znajdujące się poza radarami oficjalnej statystyki państwowej: bezdomnych, migrantów czy osoby przebywające np. w domach samotnej matki czy domach pomocy społecznej. Dołączono także indywidualne obserwacje i wypowiedzi osób ubogich.

Za raportem stoi Polski Komitet EAPN, w którego skład wchodzi 15 organizacji pozarządowych zajmujących się szeroko pojętą działalnością charytatywną i pomocy ubogim. Są to m.in. Armia Zbawienia, Caritas Diecezji Kieleckiej, MONAR czy Stowarzyszenie Wiosna. Wszystko w ramach europejskiej sieci podobnych organizacji. To z jednej strony zaleta – gdyż pozwala uzupełnić dane statystyczne i urzędowe bezpośrednimi doświadczeniami z pomocy ubogim. To zarazem też pewna wada – trudniej o zachowanie bezstronność, gdy na co dzień widzi się głównie ubóstwo.

Mnie jednak w całym tym raporcie zaskoczył brak umieszczenia danych w szerszym kontekście. W 99% przypadków mamy zestawienie rok 2022 kontra 2023. Nic o tym, co działo się wcześniej i jak te dwie wartości mają się do historycznych trendów. Dlatego postanowiłem nanieść czarny obraz rysujący się z danych za rok 2023 na szerszą panoramę statystyk ubóstwa w Polsce.

Sięgnąłem za to po opublikowany 28 czerwca raport Głównego Urzędu Statystycznego zatytułowanego „Zasięg ubóstwa ekonomicznego w Polsce w 2023 r.”. Opracowanie to liczy sobie już cztery miesiące, ale jakoś nie wzbudziło tak silnego medialnego rezonansu. A w pierwszym zdaniu GUS-owskiego raportu czytamy dokładnie to samo:

- Rok 2023 przyniósł wyraźny wzrost zasięgu ubóstwa skrajnego (o 2 p. proc. do 6,6% osób w gospodarstwach domowych).

Ale już zdanie dalej jest napisane, że „zasięg ubóstwa relatywnego pozostał na podobnym poziomie co rok wcześniej, a spadł za to zasięg ubóstwa ustawowego”. Poniżej wrzucam wykres, który mówi w zasadzie wszystko i pokazuje kształtowanie się podstawowych wskaźników ubóstwa w Polsce w latach 2010-23.

GUS

Jakie wnioski można z tych danych wyciągnąć? Po pierwsze, że w latach 2010-22 obowiązywał spadkowy trend ubóstwa relatywnego. To w zasadzie nie tyle wskaźnik biedy co (re)dystrybucji dochodu pokazujący, jaki odsetek społeczeństwa musi utrzymać się za kwotą niższą od połowy średniego dochodu gospodarstw domowych w Polsce. Owszem, są to ludzie raczej ubodzy, ale tylko relatywnie, gdyż realne dochody Polaków - ogólnie rzecz biorąc - z roku na rok rosły.

Dlatego preferuję bardziej konkretną miarę, jaką jest zasięg ubóstwa skrajnego. Czyli odsetek populacji muszący przetrwać za kwoty niższe od minimum egzystencji. Kwota ta w roku 2023 została oszacowana na 913 zł miesięcznie na osobę. Czyli faktycznie niewiele i bezdyskusyjnie tacy ludzie klepią biedę. W latach 2016-22 odsetek skrajnie biednych utrzymywał się w okolicy 5% - był zatem stosunkowo niski i stabilny. I faktycznie w roku 2023 wzrósł on o dwa punkty procentowe, sięgając 6,6%.

W tym miejscu zaczynamy bawić się matematyką. Prawdą jest, że to wzrost o 43,5% - czyli prawie o połowę. Ale jak często informujemy o dynamice udziałów (procentów?). Też prawdą jest, że to najwyższy odczyt od 2014 roku – czyli od dekady. Ale czy jest to odczyt dramatycznie wysoki? Albo taki, z którym nigdy nie mieliśmy do czynienia? Raczej nie. I dlatego nie uważam, aby z tego powodu ogłaszać „kryzys społeczny” w Polsce.

Po trzecie bardzo pocieszne jest przy tym zachowanie wskaźnika ubóstwa ustawowego, który spadł z 6,2% do 4,1% (czyli o jedną trzecią) i osiągnął najniższą wartość w historii tej statystyki. Jak się tego udało dokonać? W bardzo prosty sposób: władza zamroziła poziom ubóstwa ustawowego na wysokości 776 zł/m-c na osobę, nie waloryzując go o galopującą inflację (która w 2023 roku wyniosła średniorocznie 11,4% wobec 14,4% rok wcześniej). Muszę przyznać, że urzędowa statystyka ma swoje niezaprzeczalne uroki.

Inflacja czyni biednych jeszcze biedniejszymi

Główna przyczyna wzrostu wskaźników ubóstwa w Polsce jest jednoznaczna i oczywista. Jest nią inflacja, która przez 5 ostatnich lat wymykała się z 2,5-procentowego celu NBP i która w latach 2022-23 regularnie przekraczała 10%. Inflacja jest procesem spadku siły nabywczej pieniądza, w efekcie którego za to samo sto złotych możemy kupić mniej niż kiedyś. Dla ludzi utrzymujących się ze stałych dochodów (praca, emerytura, zasiłki) wysoka inflacja przekłada się na konieczność ograniczenia konsumpcji i spadek poziomu życia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ktoś nie ma oszczędności. Dlatego to najbiedniejsi najmocniej cierpią na inflacji i raport „Poverty Watch” znakomicie to ilustruje.

W tym momencie trzeba jednak dodać pewien istotny szczegół. Otóż w Polsce w okresie bardzo wysokiej inflacji mieliśmy do czynienia z niemal równie silnym nominalnym wzrostem płac w gospodarce. Według danych GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2023 r. wyniosło 7155,48 zł. Oznacza to, że było o 12,75% wyższe niż rok wcześniej. Owszem, mam świadomość, że nie każdy pracujący podwyżkę otrzymał i że nie każdemu zrekompensowała ona wzrost kosztów życia. Niemniej jednak pracujący jako grupa byli w stanie „dogonić” inflację CPI. To samo – tyle że z pewnym opóźnieniem – dotyczyło też emerytów, którzy otrzymali gwarantowane ustawowo hojne podwyżki świadczeń. Szybciej od inflacji rosła też płaca minimalna, która w 6 lat uległa podwojeniu i to w warunkach rekordowo niskiego bezrobocia. Zatem jeśli ktoś chciał pracować (nawet gdy nie miał kwalifikacji), to jego dochody z pracy co rok nominalnie szybko rosły.

Nie waloryzowano za to wielu zasiłków socjalnych. Autorzy raportu „Poverty Watch” wskazują na brak podniesienia kryteriów i poziomu zasiłków rodzinnych oraz tylko jednorazową waloryzację świadczenia wychowawczego (z 500 zł na 800 zł). Ponadto zwracają uwagę, że kryteria dochodowe w pomocy społecznej są niższe niż granica ubóstwa skrajnego. Szkoda tylko, że nie dodali, że od trzech lat nie są podnoszone progi w podatku PIT. Chodzi tu zarówno o kwotę wolną, jak i drugi, i trzeci próg podatkowy. Od kilkunastu lat bez zmian pozostaje też kwota „ulgi na dziecko”, zamrożona na poziomie 1112,04 zł rocznie.

Za to władza nie ma żadnego problemu z corocznym podnoszeniem danin i podatków. Co roku podnoszone są składki na ZUS dla przedsiębiorców i samozatrudnionych, rośnie akcyza, opłata paliwowa, podatek od nieruchomości itp. Rządy się zmieniają, ale stawki tych podatków nigdy nie maleją.

Zasiłki nie wyciągną ludzi z ubóstwa

Według autorów raportu „Poverty Watch” rozwiązaniem problemu ubóstwa w Polsce jest… podniesienie zasiłków socjalnych. Proponuje się tu automatyczną i coroczną waloryzację zasiłków, podniesienie kryteriów dochodowych do nich uprawniających oraz jeszcze większe wsparcie biednych pieniędzmi podatników. To tak w dużym skrócie.

Moim zdaniem wnioski płynące z wyżej przytoczonych danych są całkowicie odmienne. Gołym okiem widać, że wprowadzanie nowych transferów socjalnych na dłuższą metę nie rozwiązuje problemu ubóstwa. Rachunkiem za taką politykę jest wyższa inflacja i wyższe podatki, uderzające najmocniej w najbiedniejszych. Tak samo jak lada moment uderzy w nich unijna polityka klimatyczna, narzucająca wymuszone remonty domów oraz zakazująca kolejnych tanich i wydajnych źródeł energii. To też najmocniej dotnie ludzi ubogich.  

Po drugie nie zapominajmy, że bieda jest stanem naturalnym. To ludzkie działanie poparte kapitałem, pracą i technologią buduje dobrobyt i pozwala kolejnym frakcjom populacji wyrwać się z biedy. Ten trend obserwowaliśmy przez poprzednie 200 lat – od początków kapitalizmu i rewolucji przemysłowej. Same zasiłki nie wyrwą ludzi z biedy, lecz jedynie ją utrwalą.

Ludzie potrzebują swobody działania, jak najniższego opodatkowania pracy i prostych przepisów, aby móc się bogacić i poprawiać jakość życia. I tego wszystkiego w Polsce dramatycznie brakuje. Można konia zaprowadzić do wodopoju, ale nie można go zmusić, aby zaczął pić. Tak samo jest z ludźmi – można oferować im jakiś rodzaj wsparcia, ale to oni sami muszą móc (i chcieć!) wydostać się z pułapki ubóstwa. Wyższe zasiłki pozwalające w miarę dobrze egzystować bez konieczności podejmowania pracy są tu kontrproduktywne.

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Ostatnie dni promocji Banku Millennium. Do zdobycia nawet 900 zł premii!
Ostatnie dni promocji Banku Millennium. Do zdobycia nawet 900 zł premii!

Komentarze (34)

dodaj komentarz
soulraver1984
Przecież według polityków "da się zjeść smacznie bułkę bez masła" czyli wynika z tego że to nie bieda a styl życia hahaha
jesus_rentier
Bajka o koziołku matołku z Pierdziszewa Dolnego, który zapragnął doświadczać w PO/PiSdowie na zmianę, Bonanzę i Eldorado ....
W PO/PiSdowie kozy kują, a matołek - mądra głowa, rusza dziś do PO/PiSdowa.
vacarius
Powinniśmy przestać nazywać ekologiczne życie ubóstwem albo biedą! A nazwać je jakoś zaszczytniej. Może eko życie? I promować takie życia w telewizji. Zamiast lecieć na wakacje samolotem pojedz rowerem w jakieś ciekawe miejsce w twojej okolicy. Wspieraj lokalną turystyke a nie obcych poza granicami Polaku!
vacarius
A gdy zaczesz porowadzić eko życie to pieniądze same ci zaczną się gromadzić na koncie a nie rozchodzić przed wypłatą!
minus90procent
O jezusku brodaty... "bieda jest stanem naturalnym" jutro wytatuuję sobie to na plecach. Pan autor chyba spełnił wszystkie warunki "wszystkowiedzącego" (czyt.: https://www.sciencefocus.com/comment/know-it-all-psychology ). Mamy tu naiwny optymizm, iluzję adekwatności posiadanej wiedzy i efekt Dunninga-Krugera.O jezusku brodaty... "bieda jest stanem naturalnym" jutro wytatuuję sobie to na plecach. Pan autor chyba spełnił wszystkie warunki "wszystkowiedzącego" (czyt.: https://www.sciencefocus.com/comment/know-it-all-psychology ). Mamy tu naiwny optymizm, iluzję adekwatności posiadanej wiedzy i efekt Dunninga-Krugera. Pan główny analityk musi wyjść z bańki tabelek, trochę głowę przewietrzyć.
harrytracz
Ostatni akapit, a w zasadzie nawet ostatnie zdanie artykułu streszcza wszystko :)
harrytracz
Tutaj widać "prorodzinne" i "prodemograficzne" działania obu rządów:

"Od kilkunastu lat bez zmian pozostaje też kwota „ulgi na dziecko”, zamrożona na poziomie 1112,04 zł rocznie."
derper
W miejsce ulgi na dziecko jest 500/800+. Ciężko, żeby jeszcze tą starą waloryzowali. W rzeczywistości powinna zostać zlikwidowana, żeby nie płacić kosztów administracyjnych, ale to by się dopiero pokazały nagłówki w gazetkach...
sammler
Ogólnie podobają mi się wnioski, szczególnie ABSOLUTNIE PODSTAWOWY, że "bieda jest stanem naturalnym", bo wszyscy rodzimy się - dosłownie i w przenośni - goli... I że późniejsze "bogactwo" buduje się własną pracą (co najmniej dopóki nie zaczną na nas pracować inni, bo bywa i tak), a nie transferami, które NIGDY Ogólnie podobają mi się wnioski, szczególnie ABSOLUTNIE PODSTAWOWY, że "bieda jest stanem naturalnym", bo wszyscy rodzimy się - dosłownie i w przenośni - goli... I że późniejsze "bogactwo" buduje się własną pracą (co najmniej dopóki nie zaczną na nas pracować inni, bo bywa i tak), a nie transferami, które NIGDY nie będą szanowane tak jak pieniądze zarobione własnoręcznie... Więcej, wypaczają ideę pracy (choć to temat rzeka, bo wypaczają ją w pewnym sensie również np. podatki dochodowe... zamiast obciążające w większym stopniu konsumpcję, a nie dochody).

Pomoc państwa tak - ale dla obiektywnie potrzebujących (niepełnosprawnych bez możliwości zarobku, bezdomnych itd. - niekoniecznie od razu finansowa, przede wszystkim zaś ukierunkowana na zmianę tego stanu, o ile się da). Bo to jest emanacją cywilizacji ludzkiej, która słabsze/nie w pełni sprawne jednostki jednak chroni zamiast - jak w naturze - skazywać je na pewną śmierć. A państwo nie wydaje swoich pieniędzy, tylko nasze (społeczeństwa).

Do całej analizy miałbym tylko jedno zastrzeżenie (nie wiem, czy wpłynie na wnioski): w analizowanym czasie ubyło nas pewnie z 1-1,5 mln. Gdy operuje się na procentach, łatwo zapomnieć o bazie, do której się je przykłada.

Powiązane: Bieda w Polsce

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki