Co będzie dalej?
Unia Europejska nie ma wspólnej polityki energetycznej. Najlepszym tego przykładem jest kontynuowanie budowy ropociągu Nord Stream po dnie Bałtyku, przez Niemcy, Holandię oraz przychylność dla tego projektu kilku innych krajów, takich jak choćby Włochy, czy Grecja. Często mówi się o kontynuowaniu gazociągu Nabucco, który ma na początku kosztować 8 mld EUR, a jego przepustowość ma osiągnąć docelowo 31 mld3 gazu. Gazociąg ten miał być budowany przez Gruzję, Austrię, Turcję, Węgry, Bułgarię i Niemcy. Czy jednak zostanie zrealizowany, w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej na Kaukazie? Nie wiadomo. Budowa małych szlaków, którymi kaspijska ropa i gaz mogłaby popłynąć do UE i uniezależnić zarówno Unię i Polskę od dostaw Rosji, będzie jeżeli wręcz niemożliwa, to na pewno o wiele trudniejsza.
Plany, plany...
Miał rację Aleksander Gudzowaty, gdy wiele lat temu co mądrzejszym polskim politykom tłumaczył, że warto zabezpieczyć się za stosunkowo niewielkie pieniądze, idące zaledwie w setki milionów złotych, i zbudować 28-kilometrowy łącznik gazowy między Bernau a Szczecinem. Był to w pełni realny pomysł dywersyfikacji dostaw gazu i wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Było już wiadomo, że wcześniej czy później będziemy w Unii Europejskiej. Wyśmiewano i sabotowano bardzo skutecznie ten projekt. Zdecydowano się natomiast na bardzo mgławicowy, drogi i nie do końca realny projekt połączeń gazowych z Norwegią i Danią, zbojkotowany przez rząd Leszka Millera. Koniec końców nie mamy żadnego z nich. Mamy za to zerową dywersyfikację.
Kto poniesie koszty?
Wkrótce możemy mieć zupełnie niechciany gazociąg, budowany przez prywatną niemiecką firmę Concord Power Nordal, prowadzący do polskiej granicy, o przepustowości 20 mld m3. To z kolei może podważyć sens ekonomiczny budowy terminalu gazowego LNG w Świnoujściu, który może kosztować nas aż miliard euro. Dotychczasowy inwestor, PGNiG, obecnie stara się uniknąć obowiązku i próbuje przerzucić inwestycję i koszty na państwowy Gaz System, który również ma budować gazociąg z Danii do Polski, tzw. Baltic Pipe. Czy udźwignie te koszty? Czy jest w stanie to logistycznie zorganizować? Inwestycje miałyby powstać do 2016 r., ale dziś wydaje się to mało realne, ze względu na koszty i znaczące opóźnienia.
Nowe umowy, nowe ceny
Jeśli jednak Rosja, po wybudowaniu Nord Stream (możliwości przesyłowe maksymalne to aż 60 mld m3), przy wydatnej pomocy Niemiec i innych krajów UE zdecydowałaby się zamknąć gazociąg jamalski, biegnący przez Polskę, to musielibyśmy wybudować coś przy granicy – w okolicach Szczecina, by mieć łącznik dla zakontraktowanego rosyjskiego gazu. Polska ma umowę z Gazpromem, która ostatecznie wygasa w 2023 r. Do końca 2009 r. musimy uzgodnić nowe warunki – nowe ceny dostaw gazu przez RosUkrEnergo, którego udziałowcem jest Gazprom. Te negocjacje nie będą ani łatwe ani przyjemne. I wcale nie muszą się zakończyć kompromisem.
Kolejne Niderlandy
Między bajki można włożyć pomysły eksploatowania ropy i gazu przez polskich oligarchów, czy to w Libii i Iraku (przez Jana Kulczyka), czy w Kazachstanie (przez Ryszarda Krauzego i jego Pertolinvest). Spółka ta może w każdej chwili utracić dotychczasowe koncesje wydobywcze. Tamtejsze władze idą w ślady Rosji. Udział Ryszarda Krauzego w Petrolinveście spadnie już wkrótce tylko do 25 proc., a udział inwestorów kazachskich wzrośnie. Obiecanej ropy z tych złóż jak nie było tak nie ma. Brakuje pieniędzy na nowe wiercenia, a nawet gdyby ropa była, to w jaki sposób miałaby być przesyłana do Polski. Oby to przedsięwzięcie nie okazało się kolejnymi Niderlandami.
Poszukiwania w Norwegii
Nasz monopolista PGNiG zamierza wspólnie z Lotosem poszukiwać złóż gazu w Norwegii. Choć już wcześniej zainwestowaliśmy tam kilkaset milionów dolarów, na razie bez żadnego konkretnego efektu. Według PGNiG nakłady na złoża na Morzu Północnym wyniosą w perspektywie kilku lat aż pięć miliardów dolarów, a szacowane zasoby, zabezpieczone tam dla naszych potrzeb to ok. 35 mld m3 gazu. To bardzo kosztowny sposób wydobycia na trudnym terenie. Gdyby te pięć miliardów zainwestowano w poszukiwanie i wydobycie surowca z polskich złóż, miałoby to szybki i wymierny efekt ekonomiczny.
Stawiamy na węgiel
Podobno nasz kraj, dzięki Ministerstwu Gospodarki i premierowi Waldemarowi Pawlakowi, ma strategię energetyczną aż do 2030 r. Strategia ta niezbyt odkrywczo zakłada, że podstawowym paliwem dla polskiej energetyki będzie węgiel. Jednak złoża węgla kamiennego wyraźnie się wyczerpują. Ministerstwo Finansów w budżecie na 2008 r. pożałowało ok. 400 mln zł na poszukiwania nowych złóż węgla kamiennego, mimo obietnicy wicepremiera Pawlaka i wstępnej akceptacji tego projektu przez UE. A mniej węgla to droższy węgiel, droższy węgiel to droższy prąd, a więc droższa produkcja, usługi i wyższa inflacja.
Potrzebna ekoenergia
Strategia ta zakłada większe wykorzystanie źródeł odnawialnych i energetyki jądrowej, co w przypadku tej pierwszej części jest oczywiste, bo wynika ze zobowiązań przyjętych przez Polskę wobec UE i tzw. pakietu klimatycznego. Jednak energetyka jądrowa może wzbudzać mieszane uczucia wśród opinii publicznej w Polsce. Szkoda tylko, że tak bezmyślnie i bez ekonomicznego uzasadnienia na samym początku storpedowano i próbowano ośmieszyć inicjatywy geotermalne. Mógł być to dowód, że kolejne geotermiczne przedsięwzięcia mogą być i sensowne i ekonomicznie – opłacalne w wielu miejscach – bo Polska leży na gorących źródłach. Przed ekoenergią i gazem z własnych zasobów, przed geotermią stosowaną na wielką skalę nie uciekniemy, bo tradycyjnych źródeł wkrótce zacznie brakować.
Spanie na gazie
Czy możemy być przysłowiowym gazowym Kuwejtem Europy? Dlaczego Amerykanom, Anglikom czy Niemcom opłaca się ubiegać o koncesję na poszukiwanie w Polsce nowych złóż gazu ziemnego. A niektóre zagraniczne firmy, takie jak FX Energy, Aurelian Oil&Gas już to skutecznie robią w przeciwieństwie do PGNiG, które woli szukać gazu na trudnodostępnych terenach mórz Norwegii za owe pięć miliardów dolarów. Wielu wybitnych geologów – przedstawicieli Państwowego Instytutu Geologicznego, specjalistów z krakowskiego AGH – twierdzi, że Polska wręcz leży na gazie. A realne zasoby szacowane na złożach już odkrytych, to co najmniej 600 mld m3. Rocznie zużywamy tylko 14 mld m3. Szacuje się, że złożą w Polsce mogą zawierać zasoby rzędu 1 bln 300 mld m3 i są to złoża bardzo dobrej jakości. Dotychczas przebadano i potwierdzono zaledwie 10 – 20 proc. pokładów gazu ziemnego w Polsce, często wiercąc jeszcze w latach 70. i to bardzo płytko, na poziomie 2 – 3 km. Krajowe wydobycie nie tylko nie rośnie, ale nawet, jak zapowiada PGNiG, nastąpi obniżenie prognozy wydobycia. Rzekomy powód spadku rodzimego wydobycia gazu ziemnego to kłopoty techniczne, awarie gazociągów przesyłowych, brak środków na inwestycje czy zmiana strategii. Może to dziwić w sytuacji, gdy zagraniczne koncerny wręcz szturmują Ministerstwo Środowiska, ubiegając się o kolejne koncesje.
Mamy skarb?
W Polsce jest jeszcze dużo złóż, które nie były ani badane, ani eksploatowane, bo gaz był tani. Rosjanie nie podnosili drastycznie cen, a lobby gazowo-importowe było bardzo silne również politycznie. Prawdziwym gazowym polskim eldorado mogą okazać się tereny od Zielonej Góry przez Gorzów i Lubiatów, gdzie już odkryto złoże 5 mld m3, Międzychód, Puszcza Notecka, Środa Wielkopolska, Wielkopolska, a nawet sam Poznań, leżący na gazie może być samowystarczalny energetycznie, aż po tereny Szczecina. Równe ciekawe złoża mogą znajdować się na Podkarpaciu, w okolicach Przemyśla. Zasoby gazu znajdują się nawet w podwarszawskiej Wildze i są tam już eksploatowane. Te kopaliny mogą się okazać prawdziwym polskim skarbem.
Kto ma rację?
W 2007 r. Ministerstwo Środowiska udzieliło ok. 30 koncesji na poszukiwanie gazu. Łącznie takich koncesji jest już kilkaset. Blisko połowę otrzymały PGNiG i Petrobaltic. Jednak brak strategii obliczonej na własne źródła. Zawsze łatwiej podnieść ceny gazu polskim konsumentom. Zagraniczne firmy pamiętają, by nie zasypiać gruszek w popiele. Prą do przodu, inwestują w Polsce, nie żałują wysiłku logistycznego. Jak zwykle ockniemy się, gdy zagraniczne firmy trafią na polskiej ziemi na bogate złoża. Wtedy będzie i przychylność polskich władz i znajdzie się ojciec tego sukcesu. Problem tylko w tym, że zyski, jak zwykle, popłyną za granicę. Jeśli zagraniczne firmy zamierzają zainwestować już nie setki a miliardy złotych w poszukiwanie i wydobycie gazu w Polsce, oznacza to, że śpimy na gazie, który dziś gwarantuje sukces i bogactwo.
Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym

























































