Pisanie #Tylkomobile - głos zamiast klawiatury?

analityk Bankier.pl

Jednym z zadań, z którym muszę się zmierzyć podczas eksperymentu #Tylkomobile jest przygotowywanie tekstów na smartfonie. Przyznam od razu - pisanie na małym ekranie dotykowym to mordęga. Na szczęście jest mechanizm, który upraszcza pracę nad szkicem ostatecznego dzieła.

W ramach eksperymentu #TylkoMobile sprawdzam, czy smartfon może być jedynym towarzyszem w codziennym życiu, zastępując portfel, komputer, notatnik i inne niezbędne narzędzia.

Na co dzień przy pisaniu na smartfonie korzystam z klawiatury SwiftKey. Ma ona kilka ciekawych funkcji. Pozwala uzupełnić wyraz po wpisaniu pierwszych kilku liter i oszczędza w ten sposób czas oraz dotknięcia. Przewidywania są zaskakująco trafne, aczkolwiek zdarzają się wpadki, co doprowadziło mnie wczoraj na przykład do opublikowania wpisu na Twitterze z błędem ortograficznym. Klawiatura SwiftKey pozwala także pisać “maźnięciami” po ekranie. Przykład, jak to może wyglądać, znajdziecie w filmie, który zamieszczam pod tym wpisem.

(Bankier.pl)

Jednak w ramach eksperymentu #TylkoMobile postanowiłem sprawdzić, jak radzi sobie mechanizm rozpoznawania mowy i zamiany go na tekst. Taka opcja dostępna jest w klawiaturze zainstalowanej w telefonach z Androidem. Trzeba przyznać, że aplikacja Google'a całkiem nieźle rozpoznaje polski język i zamienia go na tekst. Ma ona jednak kilka dość poważnych ograniczeń.

Pierwszym z nich jest konieczność posiadania łączności z internetem. Jeśli jesteśmy offline, przycisk mikrofonu w klawiaturze jest po prostu nieaktywny. Przetwarzanie mówionego tekstu na pisany odbywa się po stronie serwera. Oznacza to, że wszystko co mówię, trafia na maszyny Google'a. Ciekaw byłem, czy pozostaje po tym jakiś ślad. Na koncie użytkownika Google zapisane są w historii jednak tylko komendy głosowe wydawane w Google Now. Mam nadzieję, że oznacza to, iż pisany przeze mnie w tej chwili tekst, nie pozostawi po sobie śladu.

Drugim ograniczeniem funkcji Google jest brak możliwości wstawiania znaków przestankowych. Co ciekawe, taką możliwość mają Rosjanie, Niemcy czy Anglicy. Być może oznacza to, że w przyszłości wstawianie znaków interpunkcyjnych będzie możliwe także w polskich tekstach. Na razie, gdy mówię “kropka”, w tekście pojawia się po prostu słowo “kropka”.

Ułomności mechanizmu rozpoznawania mowy powodują, że teksty trzeba ręcznie edytować. Wstawianie znaków interpunkcyjnych, poprawianie błędów i literówek, dzielenie na akapity i tak zajmuje jednak mniej czasu, niż pisanie tekstu od zera za pomocą klawiatury. Poniżej próbka moich zmagań, w czterokrotnym przyspieszeniu.

Na telefonie da się pisać, ale na razie jest to zadanie niewdzięczne i dość czasochłonne. Funkcja dyktowania tekstu to droga na skróty, ale nie do zastosowania w każdych okolicznościach. Być może sprawdzi się np. przy spisywaniu wywiadów. Jako podstawowe narzędzie ma jeszcze przed sobą długą drogę - oczyma wyobraźni widzę redakcję, w której kilkadziesiąt osób spróbowałoby na raz tej sztuki. Chaos i harmider. Znacznie lepiej brzmi jednak staromodny stukot klawiszy.

Michał Kisiel

Źródło:
Firmy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne