Pazerność producentów gier zaczyna zbierać żniwo. Skutków boi się nawet giełda

redaktor Bankier.pl

Branża gier komputerowych się zmienia. I nie chodzi tu bynajmniej o coraz lepszą technologię, fotorealistyczną grafikę czy nowoczesne systemy kontroli ruchu. Łasi na pieniądze producenci zaczynają psuć graczom zabawę własnymi produktami, bo sama cena gry nie wystarcza już do zaspokojenia ich apetytu.

Na początku tygodnia Ubisoft chwalił się, że przychody z mikrotransakcji przebiły te uzyskane ze sprzedaży cyfrowej gier, a ogień wokół Electronic Arts po ich ostatnich premierach nie gaśnie. Żeby było ciekawiej, oliwy do ognia dolewa jeszcze belgijska komisja ds. gier i hazardu, które nie bardzo wierzy w to, że w grach EA i Blizzarda nie ma rozwiązań niepokojąco bliskich hazardowi.

EA naraziła się graczom drugą częścią gry Star Wars Battlefront
EA naraziła się graczom drugą częścią gry Star Wars Battlefront (fot. REUTERS/Noah Berger / FORUM)

Ubisoft się chwali, EA zbiera baty

Świat finansów szerzej zainteresował się praktykami producentów gier w tym tygodniu, kiedy Ubisoft, francuski przedstawiciel branży, pochwalił się wynikami finansowymi. Na prezentowanym podczas konferencji wykresie szczycono się tym, że więcej niż połowa przychodów została wygenerowana przez część „usługową”, czyli pakiety zawartości rozszerzonej (DLC – downloadable content, pakiety urozmaicające produkt i dodające nową zawartość, pobierane bezpośrednio z internetu, najczęściej dodatkowo płatne), season passy („abonament” na wszystkie nadchodzące pakiety rozszerzeń) oraz największego diabła w oczach graczy – mikrotransakcje. Chodzi w tym przypadku o zakupy w sklepach z dodatkowym wyposażeniem, ułatwieniami czy fanowskimi gadżetami do wykorzystania w grze – oczywiście opłacane prawdziwą walutą, a nie monetami, kredytami czy innymi jednostkami kolekcjonowanymi w samej grze.

O ile Ubisoft i jego akcjonariusze mogą się cieszyć, to coraz więcej wątpliwości budzi sytuacja EA. Wall Street już obawia się, że skandal z ostatnich dni związany właśnie z monetyzacją usług w nowej grze amerykańskiego producenta poszedł na tyle daleko i tak rozwścieczył graczy, że może się to poważnie odbić na zyskach spółki i jej pozycji na amerykańskiej giełdzie. Nie brakowało nawet doniesień, według których twórcom nowego "Star Wars Battlefront II" grożono śmiercią – pisał o tym m.in. serwis CNBC. Powodem aż tak mocnej reakcji było zablokowanie paywallem dodatkowych bohaterów znanych z uniwersum Gwiezdnych Wojen – żeby móc zagrać m.in. Darthem Vaderem, trzeba było poświęcić grze ponad 40 godzin gry (i wykorzystać zebrane punkty, które jednocześnie są wykorzystywane na ulepszanie swoich postaci) – oczywiście można było zapewnić sobie dostęp do takich opcji szybciej, zwyczajnie je kupując. Klienci stwierdzili, że dopłacanie za takie funkcje w grze, która kosztuje ponad 200 zł, jest przesadą. Post, w którym EA tłumaczyło się z takiej decyzji, w ciągu dnia stał się najbardziej zminusowanym wpisem w historii serwisu społecznościowego Reddit. Gracze w buncie oceniają grę wyjątkowo nisko – średnia ocen w branżowym serwisie Metacritic wynosi „oszałamiające” 0,8 pkt.

Praktyki EA nie przyniosły ich grze dobrej sławy
Praktyki EA nie przyniosły ich grze dobrej sławy (fot. RedditMetacritic / )

Żeby załagodzić konflikt interesów, producent szybko obniżył ceny dodatkowej zawartości o 75 proc., ale to wciąż nie rozwiązywało głównego problemu – tego, że taki mechanizm w ogóle się w grze pojawił. Sytuacja jest rozwojowa i w czwartek, na kilka godzin przed piątkową premierą gry (do dziś można było uzyskać do niej dostęp wcześniej m.in. w ramach przedsprzedaży i abonamentów EA i Origin Access), wycofał mikrotransakcje. Zapowiedziano jednak, że tak gra została zaprojektowana i z pewnością one wrócą – nie podano jednak kiedy i czy w takiej samej formie.

Mikrotransakcje to nie nowy wymysł

Prawda jest jednak taka, że branża gier nie od dziś stosuje takie zabiegi, żeby zwiększyć dochodowość swoich gier. Sam pomysł zaczerpnięto z darmowych gier online i gier mobilnych – w tym segmencie branży, w którym za same gry się nie płaci. Darmowość kończy się jednak w momencie, kiedy gra bez wydawania złotówek staje się uciążliwa, a czasem nawet niemożliwa.

Komentarz firmy EA w sprawie mikrotransakcji w grze Star Wars Battlefront II

Naszą intencją jest zapewnienie graczom poczucia dumy i osiągnięcia celu przez odblokowywanie różnych bohaterów. 

Ich koszt został oszacowany na podstawie wyników graczy uzyskiwanych podczas gry w wersję beta i był dopracowywany przed uruchomieniem ostatecznej wersji gry. Wycenę głównie opracowujemy na podstawie średniej dziennej liczby kredytów zdobywanych przez graczy i ciągle ją dopracowujemy tak, żeby zapewnić użytkownikom wyzwania, które są angażujące, satysfakcjonujące i oczywiście osiągalne.

Źródło: Reddit.com

Taki układ wydaje się sprawiedliwy – każdy może zagrać za darmo, ale kiedy ktoś chce grę ukończyć, to może skorzystać z płatnej zawartości. Problem jednak pojawia się wtedy – i to pokazuje już praktyka – kiedy taki model próbuje się zaimplementować w grach AAA (produkcjach wysokobudżetowych, często najdroższych). Może to doprowadzić do sytuacji, w której coraz trudniej będzie można kupić grę, która będzie skończonym produktem i nie będzie wymagała dodatkowych zakupów, żeby nacieszyć się nią w pełni.

W przypadku ostatnich gier EA – "Star Wars Battlefront II" i "Need For Speed Payback" taka sytuacja smuci tym bardziej, że recenzenci są zgodni (przynajmniej ci, którzy recenzowali grę po jej premierze) – to bardzo dobre gry, które oferują rozrywkę na wysokim poziomie, ale niestety wszystko to blednie wskutek zastosowanych mikrotransakcji.

Do tego dochodzi problem hazardu

Kupowanie dodatkowych przedmiotów czy wirtualnej waluty w grze za realne pieniądze to jedno – gracz nie kupuje kota w worku. Abstrahując od tego, czy to praktyka moralna z perspektywy użytkowników czy nie, jest to transakcja pewna. W ramach mikrotransakcji spopularyzowały się dodatkowo tzw. „loot-boxy”, czyli skrzynki z fantami do wykorzystania w grze, których zawartość jest nieznana.

EA w materiałach promocyjnych nie chwali się tym, że reklamowana zawartość jest dodatkowo płatna
EA w materiałach promocyjnych nie chwali się tym, że reklamowana zawartość jest dodatkowo płatna (fot. ea.com / )

O ile PEGI czy ESRB, czyli organizacje zajmujące się oceną zawartości w grze i klasyfikowaniem grup wiekowych adekwatnych dla danego tytułu, nie widzą w tym nic złego, to sprawą zainteresowała się belgijska komisja ds. gier losowych i hazardu. Wczoraj poinformowano o rozpoczęciu śledztwa, które ma dowieść, że ten mechanizm nie ma znamion hazardu właśnie w "Star Wars Battlefront II" i hitowej grze online "Overwatch" produkcji Blizzarda. Zabawne wydaje się zawężenie badania do tych dwóch tytułów, kiedy takie systemy funkcjonują od lat w innych grach sieciowych.

Quo vadis, branżo gier?

Gracze już dają upust swojemu rozgoryczeniu – najbardziej dostało się EA, ale mikrotransakcje to żadna nowość i wychodzi na to, że to wszystko kwestia umiaru. Jeśli zastosowanie takiej metody na zwiększenie przychodów z tytułu nie wypacza idei zdrowej rywalizacji pomiędzy graczami, to żaden bunt producentowi nie grozi. Gorzej, kiedy pazerność przekroczy granice.

Spot Blizzarda wyśmiewający kupowanie przewagi nad przeciwnikami

Niemal każdy większy producent ma swoje za uszami w kwestii mikrotransakcji, a mimo to wciąż chętnie wbijają sobie nawzajem marketingowe szpilki. Blizzard już zamieścił na YouTube spot reklamujący darmowego "StarCrafta II", wyśmiewając przy tym praktyki zmuszające do płacenia za zwycięstwo w grze EA.

Z tych mechanizmów rynek już nie zrezygnuje – szczególnie, że jak widać na przykładzie Ubisoftu, jest to spory kawałek przychodowego tortu. Przypadek EA może jednak zwrócić uwagę branży na to, że nie warto się zapędzać w takiej polityce sprzedażowej za daleko.

Mateusz Gawin

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
40 10 bankierkomentuje

ZNOWU BELGIA i BRUKSELA: urzedasy z EU wiedza ze Polska to dobre zaglebie producentow gier i ze mamy tu duzo sukcesow oraz dobrych programistow to juz sie zaczeli DOP---------ier----dalac.

Wczesniej do kierowcow i min ich pensji zeby zniszczyc nasza galaz gospodarki i podciac im skrzydla bo francuscy kierowcy to niedojdy i nieedukowalni fleje, teraz do gier sie dobieraja bo nagle jakas tam Polska wbila sie do swiatowej czolowki i im zagraża.

Niedlugo nam moze kozy dekretem skaza hodowac bo ich bracia przybywajacy obficie z zagranicy nie maja wystarczajaco towaru do rypania. Ryp ryp meeee, beeee koziol powiadasz......

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 schymtzor

Jesteś idiotą. Pójdź sobie na odpowiedni do swego poziomu portal i tam zaśmiecaj internet.

! Odpowiedz
15 4 bezprym

W grach się odblokowuje co najwyżej wirtualną zawartość i nawet gdy są to lootboxy to gracz zawsze dostaje min. wartości tego ile kosztowało otwarcie. Wszystko jest tu opodatkowane na normalnych zasadach coś o czym najwyrażniej zapominacie. Do tego wszystkiego gry hazardowe są zwolnione z VAT a mikrotransakcje w grach komputerowych nie są.

Problem jest taki ,że są chciwe firmy jak choćby EA ustawiają istotne elementy wpływające na rozgrywkę za paywallem do stopnia gdzie zasady po prostu nie są równe dla wszystkich. Na marginesie to nie jest znienawidzone tylko przez graczy też przed każdego szanującego się producenta ale tak to wygląda gdy o elementach gry decydują smutni panowie w garniturach ,którzy jedyne co w temacie wiedzą to tyle ,że można zarobić więcej pieniędzy :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 59 pytek21

Mam baaaardzo niskie mniemanie o ludziach którzy dają się przerobić na krowy fajne i jeszcze za to placą

! Odpowiedz
20 48 bionikjaga

...'Naszą intencją jest zapewnienie graczom poczucia dumy i osiągnięcia celu przez odblokowywanie różnych bohaterów. '
Czyli nic się nie zmieniło od dawien dawna ,skoro są tacy dumni z siebie niektórzy gracze.
Pewna znana organizacja też ma globalne doświadczenie w mikrotransakcjach i osiąganiu celu przez odblokowywanie dostępu do wieczności niebiańskiej.Trzeba przyznać ,że gadżety były realne /spisane na papierze z pieczęciami/ ,nie to co wirtualne pixele.I jak do tej pory nic nie słychać o żadnej reklamacji.A może znów zawojować świat odpustami ? Klientów nie zabraknie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
17 54 go_ral

dziwne ze polscy urzednicy nie zabrali sie za walke z hazardem w grach. takie gry jak League of Legends, Counter strike, overwatch, czy battlefront powinny zostac przeswietlone

! Odpowiedz
4 51 pdzikus

Pewnie dlatego, że nikt tam niczego tak naprawdę nie wygrywa - po prostu kupuje za pieniądze jakieś pixelowe losowe przedmioty. Ale zgadzam się, że te gry powinny mieć ostrzeżenie o hazardzie i podniesioną kategorię wiekową z tego powodu. Bo zarówno producenci, prasa i część konsumentów jednak zwracają na to uwagę.

! Odpowiedz
6 61 bmiara

Z hazardem mamy do czynienia, jeżeli włożone pieniądze, można zamienić na mniej lub więcej też pieniędzy. Jeżeli gracz gotówkę zamienia na np. losowe, bezużyteczne poza grą efekty, to wtedy nie jest to hazard, tylko strzyżenie owieczek ;)

! Odpowiedz
7 45 janusz26904029 odpowiada bmiara

Jednak sam mechanizm uzależnienia jest czysto hazardowy. Często gry oferują również możliwość sprzedaży przedmiotów, lub istnieje zewnętrzny rynek. Dlatego przyciągają tych samych ludzi, co kasyno.

Jako hazard powinni być odpowiednio opodatkowani, nie tylko dlatego, że często faktycznie są kasynem (np. Planet Calypso - chyba powinna być pierwszym kandydatem do prześwietlenia dla urzędów), ale też dlatego, że może to być korzyść dla większości graczy. Dryfowanie rynku w tę stronę powoduje, że gry stają się słabe.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl