- Jeśli ktoś raz zrobi rzecz, która budzi kontrowersje i spory, to nie może odpowiadać za to do końca życia - twierdzi Rastawicki. Dodaje, że po emisji "Dramatu..." Nawrocki prowadził cykliczny program "Tylko u nas" (Krasucki jest wydawcą tego programu). - Do tego programu przychodzili goście i nikt żadnych zarzutów nie stawiał, a więc coś się zmieniło - dodaje.
Mimo druzgocącej opinii Komisji Etyki TVP, autorzy filmu nie zostali ukarani.
- Wystarczająco dotkliwą konsekwencją było to wszystko, co się działo po emisji tego filmu. Poza tym sprawa cały czas toczy się w sądzie, trudno więc skazywać kogoś, skoro wyrok jeszcze nie zapadł - dodaje. W 2001 r. Rastawicki (były dziennikarz "Trybuny"), jako szef publicystyki TVP1 zdecydował o skierowaniu "Dramatu..." do emisji. Miesiąc później awansował na wiceszefa anteny.
Tymczasem rzecznik PiS Adam Bielan nawołuje do bojkotu dziennikarza TVP Grzegorza Nawrockiego. Z takim apelem wystąpił do rzeczników innych partii.
Bielan powiedział w czwartek PAP, że w środę Nawrocki zaprosił do rozmowy szefa klubu PiS Ludwika Dorna, który jednak na znak protestu przeciwko prowadzącemu odmówił udziału w programie. Według Bielana, Dorn będzie gościem programu "Woronicza 17" w poniedziałek, kiedy rozmowę będzie prowadzić kto inny.
B
Sam film wywołał liczne protesty przedstawicieli mediów, wskazujących na jego nierzetelność; SDP przyznało nawet autorowi programu Witoldowi Krasuckiemu tytuł "Hieny roku 2001".
We wrześniu 2001 r. wewnętrzna komisja etyki TVP uznała, że film jest wadliwie skonstruowany i narusza zasady etyki obowiązujące w tej telewizji. Według komisji, autorzy filmu nie dochowali obowiązku bezstronności, rzetelności i dokładnego zweryfikowania informacji w różnych źródłach. Ponadto manipulowali zebranymi materiałami. Komisja zwracała uwagę, że film został oparty "wyłącznie na jednostronnych i trudnych do uznania za obiektywne wypowiedziach Pineiry i Klemby".


























































