Od Tokio na wschodzie po Santiago na zachodzie na światowe rynki akcji opadła czerwona kurtyna, przynosząca silne spadki indeksów. Jeśli rok 2016 ma wyglądać tak, jak noworoczna sesja, będzie to najgorszy giełdowy rok od pamiętnego 2008 roku.


Panika zaczęła się w Chinach, gdzie przy 7-procentowym spadku indeksu SCI300 władze zdecydowały się na administracyjne wstrzymanie notowań na 90 minut przed regularnym zamknięciem sesji. Jest bardzo prawdopodobne, że inwestorzy wyprzedawali akcje, wyprzedzając wygasające za kilka dni ograniczenia w zbywaniu dużych pakietów akcji. Rynek wykazał się sporą dawką „złośliwości”, panikując dokładnie pierwszego dnia obowiązywania nowych „bezpieczników” pozwalających władzy wstrzymać handel akcjami w razie silnych spadków.
Rok 2016 wzorem swojego poprzednika może zostać rokiem Chin. Podobnie jak przez sporą część 2015 r. także noworoczna sesja była determinowana przez wydarzenia w Państwie Środka. W reakcji na panikę w Szanghaju indeksy w Hongkongu i Tokio straciły odpowiednio 2,68% i 3,06%. W Europie najmocniej ucierpiał DAX, który spadł o 4,28%. To nie przypadek, ponieważ Niemcy są najmocniej powiązaną z Chinami gospodarką UE. Ponad 3% straciły indeksy w Sztokholmie i Mediolanie, a „standardowa” przecena na Starym Kontynencie przekroczyła 2%. Na zielono dzień zakończyły jedynie giełdy w Reykjaviku i Rydze.
Przeczytaj także
Pod kreską znalazły się wszystkie główne indeksy na zachodniej półkuli. Dow Jones osunął się o 1,58%, S&P500 o 1,51%, a Nasdaq o 2,09%. O ponad 1% zniżkowały indeksy w Chile i Argentynie. Ponad 2% straciły giełdy w Brazylii i Meksyku. Inwestorom z pewnością nie pomogły bardzo słabe dane z amerykańskiego przemysłu. Indeks ISM osunął się w grudniu do 48,2 pkt. wobec 48,6 pkt. odnotowanych w listopadzie. Analitycy oczekiwali poprawy do 49 pkt.
ReklamaZobacz także
Malejące odczyty ISM poniżej 50 punktów świadczą o pogłębionej recesji w amerykańskim przemyśle. Tak samo jak spadek chińskiego wskaźnika PMI z 48,6 pkt. do 48,2 pkt. Oznacza to, że dwie największe potęgi przemysłowe globu znalazły się w fazie recesji sektora wytwórczego, co raczej nie świadczy dobrze o stanie światowej gospodarki.
Jakby tego było mało, inwestorów straszyły doniesienia na Bliskim Wschodzie, gdzie po incydencie w saudyjskiej ambasadzie w Teheranie wzrosło napięcie pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem – czyli dwoma najważniejszymi graczami w regionie i kluczowymi eksporterami ropy naftowej. Mimo to notowania ropy poszły w dół wraz z całym sektorem surowców, gdzie górę wzięła niepewna sytuacja w Chinach.
Na Wall Street była to najgorsza noworoczna sesja od 2008 roku,
gdy ceny akcji znalazły się w spadku swobodnym w obliczu eskalacji kryzysu
finansowego i recesji w Stanach Zjednoczonych. Teraz zarówno otoczenie
makroekonomiczne jak i finansowe zdaje się wyglądać lepiej niż 7 lat
temu, ale to mogą być tylko złudzenia. Istnieje jedna zasadnicza różnica: w styczniu 2008 roku Fed zaczął gwałtownie
ciąć wynoszące wówczas ponad 5% stopy procentowe. Teraz Rezerwa
Federalna rozpoczęła pierwszy od ponad dekady cykl podwyżek stóp, mając praktycznie zerowe pole manewru po
stronie polityki monetarnej.



























































