Zanim Błękitny 24 – śmigłowiec stacji TVN 24 – wystartuje, pilot otwiera przeglądarkę internetową, by sprawdzić prognozę pogody. Zagląda np. na stronę Dlapilota.pl, na której znajduje metary – krótkie komunikaty pogodowe przygotowywane przez każde lotnisko na świecie na temat warunków panujących nad danym portem. Do mieszczącej się w tym samym budynku co TVN 24 redakcji TVN Meteo jakoś nikt z ekipy odpowiadającej za pracę Błękitnego 24 nie zagląda. – Korzystamy oczywiście z wiedzy naszych meteorologów z TVN Meteo, jednak podstawowe informacje o pogodzie pochodzą z lotnisk – przyznaje Tomasz Twardowski, producent TVN 24 czuwający nad zadaniami dla śmigłowca. Tłumaczy to procedurami lotniczymi. Jednak prawda jest też taka, że prognozy telewizyjne się nie sprawdzają. Wygrywa Internet.
Dane z sieci pewniejsze
Na norweskiej stronie Yr.no warunki pogodowe sprawdza Piotr Kruczek, wiceprezes ds. sportu Ludowego Klubu Sportowego Klimczok Bystra. – To źródło dostałem z Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. W zeszłym roku przez dwa tygodnie testowałem tę stronę – zapisywałem ich prognozy i sprawdzałem prawdziwość informacji. Nie zawiodłem się – opowiada Kruczek. Od tamtej pory korzysta wyłącznie z tego serwisu. – Telewizje i radia podają prognozy dla zbyt dużych obszarów. To mnie nie interesuje – tłumaczy.
Również dziennikarka i podróżniczka Beata Pawlikowska w ogóle nie ogląda telewizyjnych prognoz. Uważa, że w podróżowaniu pogoda nie jest najważniejsza, bo i tak w danym miejscu zawsze trzeba ją zaakceptować. Kiedy jednak Pawlikowska jest w Polsce i czeka ją służbowy wyjazd, sprawdza pogodę na stronie Weather.yahoo.com. – Tam znajduję prognozę na dziesięć dni, na której zazwyczaj mogę polegać – mówi.
Strona internetowa „Żagli” poleca amatorom sportów wodnych przede wszystkim profesjonalne witryny internetowe: polski serwis New.meteo.pl, brytyjski Weatheronline.co.uk, niemiecki Dwd.de, grecki Poseidon.hcmr.gr i polską wersję założonego w Czechach Windguru.com.
Z kolei z brytyjskiego serwisu Snow-forecast.com korzystają zapaleni narciarze: dziennikarze Bertold Kittel z TVN-u i Filip Gawryś z „Newsweek Polska”. – Można tam znaleźć wiadomości o warunkach pogodowych od Mount Everestu po Kilimandżaro. Dane podawane są odnośnie do różnych pór dnia, na przykład że rano może wiać silny wiatr, ale już po południu będzie się można wybrać na narty, bo się rozpogodzi. Nigdy się tam nie mylą – tłumaczy Gawryś. – To świetny serwis, podaje informacje z różnych kurortów na świecie, również polskich – wtóruje Kittel, który ostatnie dni minionego roku spędził na nartach w Zakopanem. – To były jedne z najgorszych świąt, jeśli chodzi o śnieg, tymczasem przed wyjazdem nasze media informowały, że warunki narciarskie będą świetne – opowiada.
Dlaczego się mylą?
Mimo że nietrafne, prognozy telewizyjne należą do najchętniej oglądanych programów, np. w grudniu ub.r. pogodę po głównym wydaniu „Wiadomości” w TVP 1 oglądało średnio ponad 4 mln widzów, po „Wydarzeniach” o 18.50 w Polsacie – ponad 2,3 mln, a po wieczornych „Faktach” TVN-u – ponad 2,6 mln widzów (dane AGB Nielsen Media Research).
– Pogoda jest żywym organizmem. Prognozowanie jest wprawdzie nauką ścisłą i rzeczywiście można ją jakoś opisać, lecz gdy właśnie ją opiszemy, pogoda już się zmienia – tłumaczy filozoficznie Marek Horczyczak, szef redakcji pogody w Polsacie.
– Polskie telewizje nie wykorzystują nowoczesnych narzędzi do prognoz pogody, choć mogłyby. Nie widzę powodu, by na przykład nie pokazywać ludziom pewnych informacji online – mówi anonimowo jeden z twórców internetowych serwisów meteorologicznych.
Według niego telewizyjne prognozy pogody są robione przedpotopowo. – Prognoza powinna być przede wszystkim aktualna. A w TVP, choć program nie jest nagrywany wcześniej, tylko idzie na żywo, dane w nim wykorzystywane pochodzą sprzed paru godzin – podaje przykład.
Juliusz Orlikowski, wykładowca Politechniki Gdańskiej, pasjonat matematyki i meteorologii, jeden z wykładowców Internetowego Kursu Meteorologicznego organizowanego przez Centrum Otwartej i Multimedialnej Edukacji UW, nie zostawia suchej nitki na telewizyjnych i radiowych prognozach pogody. – Są bardzo nieprecyzyjne. Często występują w nich błędy w interpretacji danych widocznych na prezentowanych obrazach! – oburza się. – Polegają na prezentacji schematycznej mapki Polski i ikonek: chmurek ze śniegiem lub słoneczkiem i cyframi temperatury. Przyzwyczajamy się do tych ogólnych prognoz, wypływamy jachtami, idziemy w góry i nagle jesteśmy zaskoczeni załamaniem pogody. A przecież, gdyby chcieć, można to przewidzieć dwie lub trzy godziny wcześniej – mówi Orlikowski.
Krytykuje też przedstawianie danych o temperaturze, bo ta pokazywana jest ekstremalnie – minimalna w nocy i maksymalna w ciągu dnia. – Temperatura nie jest stale taka sama. Gdybym chciał wiedzieć, jak ciepło lub zimno będzie jutro o godzinie 15 albo o której godzinie spadnie w moim mieście zapowiadany śnieg lub deszcz, nie dowiem się tego z telewizji. A są narzędzia, które na to pozwalają. Takie możliwości daje Internet – przekonuje Orlikowski.
Co sześć godzin jest taniej
Jak tłumaczy Janusz Nemec, główny synoptyk TVP, prognozowanie pogody polega na rozwiązywaniu układów równań w modelach hydrodynamicznych. W TVP od kilku lat polegają na modelu niemieckim, kupowanym bezpośrednio od odpowiednika polskiego IMiGW – Deutscher Wetterdienst (na podobnym modelu pracuje IMiGW). – Prawie wszystkie modele działające w służbach prognoz karmią się danymi co sześć godzin. Co godzina, ze względów finansowych i technicznych, nie da się podawać wyników. Lepiej co trzy, sześć lub 12 godzin. TVP korzysta z danych z godziny zero czasu UTC – tłumaczy Nemec. W TVN-ie i TVN Meteo odmówiono rozmowy na temat prognoz pogody. Natomiast pracownik firmy Albedo przygotowującej dane do prognoz dla Polsatu uważa, że dane ze stron w sieci nie bardzo przydają się w telewizji. – Internet jest nam potrzebny jako weryfikacja danych z naszych podstawowych źródeł – mówi. Których – nie zdradza.
Marek Horczyczak, przygotowując prognozę pogody dla Polsatu, zagląda jednak do sieci: na amerykańskie serwisy pogodowe, m.in. Weather.cnn.com, Accuweather.com, do angielskiego serwisu Bbc.co.uk/weather, niemieckiego Wetterzentrale.de, szwajcarskiego serwisu uniwersytetu w Lozannie www.unil.ch. Z polskich Horczyczak wymienia serwis Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego przy Uniwersytecie Warszawskim – New.meteo.pl. – ICM przyzwoicie prognozuje dla Polski, dopóki mamy cyrkulację zachodnią, to znaczy dopóki zjawiska klasycznie wędrują z zachodu na wschód. Ale jeśli front zafaluje albo się cofnie i zaczynają się zjawiska ze wschodu, temperatura już zaczyna się rozjeżdżać – mówi Horczyczak.
Dodaje, że w Internecie jest ogromna ilość informacji, a wśród nich także nieprawdziwe. – Trzeba umieć ocenić, posegregować to, co można znaleźć na stronach internetowych o pogodzie. Panuje powszechne zamiłowanie do zagranicy, gdy ktoś ma informacje z satelity, to już jest oczko wyżej niż ci, którzy ich nie mają – stwierdza. Jak mówi, satelity pogodowe, które zbierają informacje o wszystkich warstwach atmosfery, są drogimi urządzeniami i nie ma ich na świecie zbyt wiele. Podobnie jest z danymi z radarów pogodowych znajdujących się poza Polską (np. francuski radar opadowy, z którego zdjęcia można oglądać na stronie Meteox.fr). Chcąc wykorzystywać w programie zdjęcia z niektórych takich urządzeń, telewizja musiałaby zawrzeć umowę z jego właścicielem, co oznaczałoby duże wydatki.
Nowy ICM się dociera
Internetowe serwisy pogodowe prezentują prognozy w różny sposób. Na przykład podstrony popularnych portali zazwyczaj dają tylko schematyczne mapki z ikonkami. Takie serwisy krytykują internauci interesujący się meteorologią. Polecają te posługujące się przede wszystkim tabelami ze szczegółowymi danymi, m.in. o temperaturze, sumie opadów, sile wiatru, a także wykresami, drobiazgowymi mapami, animacjami ze zdjęć satelitarnych, obrazami z radarów, zdjęciami z kamer. Tego typu informacje znajdziemy na profesjonalnych portalach poświęconych meteorologii – z polskich, oprócz New.meteo.pl, to także Pogodynka.pl (serwis IMiGW) i Traxelektronik.pl (serwis Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, można tu znaleźć m.in. tabele z wyszczególnieniem interesujących nas dróg i warunkami na nich panującymi). Wiele serwisów podaje przewidywane zmiany warunków pogodowych w systemie trzygodzinnym. Tak robią np. szwajcarski Meteoblue.com i włoski Eurometeo.com. Na nich znajdziemy np. trzygodzinne przewidywania pogody na kilka następnych dni oraz zestawienie obserwacji pogody z ostatnich 48 godzin w Warszawie na podstawie 43 pomiarów robionych co pół godziny.
Juliusz Orlikowski: – Moim zdaniem najlepszy model numeryczny w Polsce do prognozowania pogody ma ICM. Pracują tam ludzie zajmujący się prawidłową pracą modeli numerycznych wyliczających prognozy pogody, którzy wciąż je ulepszają, niwelują błędy. Jak tłumaczy, numeryczne prognozy pogody dostępne w Internecie pozwalają dokładnie przewidzieć ewolucję dużych układów barycznych, umożliwiając precyzyjne wyznaczenie zmian pogody w konkretnym miejscu i czasie.
Z opinią, że serwis ICM jest wartościowym źródłem, zgodzą się ci, którzy uznali go za najlepszy w konkursie na najciekawsze przedsięwzięcie szerokopasmowe organizowanym przez tygodnik „Computerworld”. Janusz Nemec z TVP: – Rzeczywiście, do niedawna ich prognozy sprawdzały się niemal zawsze. Jednak odkąd przeszli na inny model numeryczny, popsuli się.
Na dowód podaje, że poprzedniego dnia cała Polska miała być według danych ICM w chmurach, a to był piękny dzień, gdy tylko Warszawa i Rzeszów były zachmurzone. Samokrytycznie zgadza się z tym pracownik tego serwisu, prosząc o anonimowość: – Jesteśmy trzy miesiące po wymianie modeli. Choć brzmi to dziwnie, nowe nie są jeszcze tak dobre jak stare. Dodaje, że potrzeba im jeszcze trochę czasu.
ICM również tworzy prognozy na podstawie modeli matematycznych. Różnica między tym, co pokazują telewizje, a tym, co można zobaczyć na New.meteo.pl, jest jednak duża – i nie dotyczy tylko (co zdarza się często) prognoz. Ktoś, kto pierwszy raz wchodzi na New.meteo.pl i nie jest przyzwyczajony do tabel i wykresów, może się na początku rozczarować. Portal nie operuje bowiem ikonkami słońca, chmur itp., lecz wykresami i mapami. Po zapoznaniu się z legendami przy tabelach można jednak zdobyć więcej informacji niż z telewizji.
Dlaczego więc telewizje z tego nie korzystają? – Były próby robienia prognozy pogody na podstawie naszych danych w programie „Kawa czy herbata?” TVP, ale do tego potrzeba było ciągle nowych wizualizacji, tworzenia sztucznych filmów. To z kolei wymagało pracy programistów, więc ostatecznie tego zaniechano – wyjaśnia pracownik New.meteo.pl. Były też przymiarki do umowy z Pulsem, ale odkąd ze stacji wycofał się Rupert Murdoch, zabrakło pieniędzy i pomysł upadł.
New.meteo.pl może bowiem dostarczać stacjom telewizyjnym dane, jednak nie tworzy grafik i wizualizacji. Właśnie to – według pracownika serwisu – jest powodem, dla którego telewizje nie współpracują z tym serwisem.
Skandal z radarami
IMiGW ma 60 stacji pomiarowych. Ponadto zawiaduje ośmioma radarami meteorologicznymi obejmującymi swoim zasięgiem dużą część kraju. Zostały kupione po pamiętnej powodzi w 1997 roku, ale zamiast chronić Polaków, nabijają kabzę ich dysponentowi: IMiGW. – Można te dane ekstrapolować jakieś trzy, najdalej cztery godziny do przodu – przyznaje Janusz Nemec. Czyli jeśli ktoś chciałby wiedzieć, za ile godzin spadnie u nas deszcz – jeżeli gdzieś nad Polską jest strefa opadów – można z dokładnością do paru minut to powiedzieć.
Tylko że telewizje ani radia nie wykorzystują danych radarowych do swoich prognoz, bo są one horrendalnie drogie. Janusz Nemec z TVP zastanawiał się nad ich kupnem, ale doszedł do wniosku, że to się nie uda. W „Wiadomościach” TVP 1 o godz. 12 jest za mało czasu, o 15 można by je pokazywać, ale byłaby to wiedza dla nielicznych, którzy akurat oglądają telewizję; wieczorem już nie ma sensu, bo te dane dotyczą kilku najbliższych godzin. Zdaniem TVP wydawanie pieniędzy na zakup danych z radarów po to, by pokazać, co może być w nocy, mija się z celem. IMiGW każe sobie słono płacić za udostępnianie najbardziej aktualnych (czyli co najwyżej z kilkuminutowym opóźnieniem) danych z radarów. W Internecie IMiGW udostępnia za darmo te dane z opóźnieniem godzinnym (na stronie Pogodynka.pl/radary.php), tak więc zobaczymy tylko, gdzie deszcz lub śnieg już padał. Tymczasem w Niemczech dane radarowe są szeroko dostępne z opóźnieniem 5–8-minutowym (np. na stronie Wetter.t-online.de/radar.php).
IMiGW nie ujawnia, ile kosztuje dostęp do aktualnych danych radarowych. Jego rzeczniczka Katarzyna Bieniek tłumaczy, że zależy to od indywidualnych potrzeb – czy obrazy miałyby pochodzić z jednego, czy ze wszystkich radarów, w jakim czasie zdjęcia miałyby być wykonywane itp. Jednak koszty muszą być wysokie, bo na zakup danych z radarów nie pozwolił sobie ponoć nawet TVN Meteo. Radio Zet, które czerpie dane pogodowe ze strony Meteogroup.pl, korzysta z opóźnionych danych radarowych w Internecie. Radiu RMF FM prognozę dostarcza wrocławskie biuro prognoz Cumulus. – Do danych IMiGW nie mamy dostępu. O tym, gdzie w tej chwili pada deszcz lub śnieg, zasadniczo też dowiadujemy się z Cumulusa, choć większość tych danych oni mają od innych instytutów i tylko pośredniczą w ich przekazywaniu – informuje rzecznik RMF FM Maciej Brzozowski.
Dlaczego IMiGW zarabia na radarach kupionych za publiczne pieniądze? Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, w którym mieści się biuro szefa obrony cywilnej kraju, odsyła do IMiGW. Katarzyna Bieniek tłumaczy tylko, że regulują to przepisy: ustawa Prawo wodne, rozporządzenie ministra środowiska i statut IMiGW, zgodnie z którymi dane są przekazywane bezpłatnie m.in. samorządom i mediom w sytuacji zagrożenia pogodowego. Tylko że w ub.r., kiedy TVP Info pokazywała obrazy radarowe przy okazji letnich nawałnic, musiała za nie również zapłacić.
– U nas nie jest problemem postawienie urządzeń za ponad 10 milionów euro, tylko korzystanie z nich – przyznaje anonimowo wojskowy meteorolog z Albedo. Jego zdaniem Instytut uzurpuje sobie prawo do korzystania z tych urządzeń, choć zostały kupione z budżetu państwa. Dostęp do radarów mają ponoć specjaliści z IMiGW i naukowcy, jednak w pracy operacyjnej są one słabo wykorzystywane – podobno niektóre z tych urządzeń są wyłączane podczas burzy, by uniknąć ich ewentualnych uszkodzeń.
Katarzyna Rumowska, PAP



























































