Po 3-procentowej przecenie z wtorku w środę japoński indeks giełdowy Nikkei225 zyskał 2,5%. Sam Nikkei225 zaczyna coraz bardziej przypominać instrument pochodny oparty o kurs dolara względem jena.
Japońską giełdą od dłuższego czasu rządzi ścisła korelacja z rynkiem walutowym. Słabszy jen to wyższe ceny akcji, ponieważ inwestorzy liczą na poprawę zysków sektora eksportowego. I odwrotnie: umocnienie japońskiej waluty zazwyczaj skutkuje spadkami na parkiecie w Tokio. Ta zależność jest konsekwencją polityki rządu Shinzo Abe, który postanowił wywołać inflację i poprzez masowy dodruk waluty obniżyć siłę nabywczą pieniądza, aby sztucznie poprawić konkurencyjność japońskich korporacji.
Rezultaty tej polityki gołym okiem widać na wykresach. Gdy w poniedziałek kurs USD/JPY spadł do najniższego poziomu od czterech tygodni (co było tożsame z umocnieniem jena), Nikkei225 spadł o ponad 3%. Ale przez ostatnie dwa dni japońska waluta mocno straciła względem dolara. Dlatego środową sesję Nikkei zwieńczył wzrostem o 2,5%.
| Bankier.pl poleca: | |
|
Krzysztof Kolany, Wojciech Białek - naucz się praktycznej analizy od ekspertów z najwyższej półki. Zagadnienia: Cykl koniunkturalny w gospodarce, Dane makro w warsztacie inwestora, skuteczne filtorwanie informacji Zobacz program [PDF] Szczegóły |
Rynkowi akcji pomogła też nowa prognoza Banku Światowego, który podwyższył swe oczekiwania względem globalnej gospodarki. Wzrost światowego PKB ma w tym roku przyspieszyć do 3,2%.
Wzrosty w Tokio można też interpretować jako reakcję na solidną zwyżkę indeksów amerykańskich. S&P500 zyskał 1,1% po tym, jak lepszymi od oczekiwań zyskami za czwarty kwartał pochwalił się bank Wells Fargo.
K.K.























































