
W Polsce w produkcji odlewów na jednego zatrudnionego przypada 35 ton odlewów na rok, podczas gdy w Niemczech jest to przeszło 150 ton. Najważniejsze dla branży są inwestycje decydujące o konkurencyjności - zarówno na krajowym, jak i zagranicznym rynku.
W pewnych grupach produktów nic nie zastąpi odlewów - przekonuje Jerzy Tybulczuk, pełnomocnik dyrektora ds. foresight Instytutu Odlewnictwa. - Trafiają one do wielu branż, głównie do motoryzacji, która jest konsumentem ponad połowy światowej produkcji odlewów. Pozostałe to przemysł maszynowy, energetyka, lotnictwo itp. Elementy odlewnicze wykorzystywane są też do produkcji komputerów i telefonów komórkowych.Jak dodaje Tybulczuk, konieczne jest wprowadzenie odlewnictwa do Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007-13 poprzez Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka wraz z określeniem możliwości wykorzystania środków finansowych przeznaczonych na rozwój odlewnictwa. W Instytucie Odlewnictwa opracowano tzw. foresight technologiczny, czyli projekt wskazujący kierunki rozwoju branży na najbliższe lata.
Eksperci podkreślają w nim, że jest to strategiczna branża dla wielu dziedzin gospodarki. Zwracają też uwagę, że najważniejsze dla branży są inwestycje decydujące o konkurencyjności. Zarówno na krajowym, jak i zagranicznym rynku.
- Równocześnie bardzo szybko rozwija się też odlewnictwo metali nieżelaznych - aluminium, miedzi, a zwłaszcza magnezu. Produkcja odlewów w Polsce sięga 870 tys. ton. Taka ilość plasuje nas na szóstym miejscu wśród państw europejskich. Daleko nam do Niemiec, Francji czy Włoch, jednak taka sytuacja będzie utrzymywać się w najbliższych latach choćby dlatego, że inwestycje w przemyśle odlewniczym są niewspółmiernie niskie. Z Polski eksportuje się 50 proc. odlewów. Jednak przy obecnym kursie złotówki nie jest to do końca opłacalny interes.
Jak zaznacza Jerzy Tybulczuk, niepokojący jest brak większego zapotrzebowania na odlewy na rynku wewnętrznym. Wynika to z faktu, że w Polsce nie ma fabryk produkujących samochody. Są jedynie zakłady, które je montują. Jednak nawet do tego montażu dostarczamy zbyt mało odlewów.
- Tymczasem ponad 50 proc. światowej produkcji odlewów zużywa właśnie przemysł samochodowy - mówi Jerzy Tybulczuk. - Szansą dla krajowych firm odlewniczych może być zapewnienie dostaw odlewów, w tym głównie motoryzacyjnych - do Francji, Hiszpanii, Niemiec, Wielkiej Brytanii. Producenci samochodów z tych krajów na pewno będą ich potrzebować. Jednak nie będą zainteresowani prostymi wyrobami. Jeśli zatem nasze odlewnie będą w stanie zagwarantować dostawy dla motoryzacji, tym samym zapewnią sobie miejsce na rynku.
Proste odlewy sprawdzają się również w budownictwie, głównie przy budowie dróg. I to może okazać się szansą dla wielu zakładów odlewniczych, zważywszy na planowane inwestycje drogowe związane choćby z Euro 2012. Działające na rynku odlewnie powinny zatem wykorzystywać pojawiające się możliwości. Tym bardziej że konkurencja jest coraz większa.
Coraz mniej miejsca
Rośnie produkcja odlewów z krajów z tzw. grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), a także Meksyku, Korei Południowej czy Egiptu. Kraje te dysponują nowoczesnymi zakładami odlewniczymi i stale inwestują w poprawę jakości produkowanych odlewów. Tamtejsze odlewnie stosują systemy jakościowe porównywalne z ISO 9000. Produkcja jest w wysokim stopniu zmechanizowana. Dodatkowym atutem są wciąż niskie koszty pracy. W Indiach często nie przekraczające nawet dwóch dolarów za roboczodzień, podczas gdy na przykład w Niemczech to równowartość 33 dolarów za godzinę.
Można się zatem spodziewać wzrostu importu odlewów z krajów o niskich kosztach produkcji także na nasz rynek. Za kilka lat kraje te będą mieć zatem tanie, a przy tym dobrej jakości produkty. I wszystko wskazuje na to, że będą produkować coraz więcej. Czy rodzime zakłady są przygotowane na taką ewentualność?
Na krajowym rynku funkcjonuje około 400 odlewni oferujących zróżnicowany asortyment wyrobów - od najprostszych po wysokiej klasy produkty. Większość to nieefektywne, przestarzałe zakłady nie spełniające norm ekologicznych, o niskiej wydajności. Zdaniem Tybulczuka, tylko kilka zakładów w grupie odlewy żeliwne i staliwne oraz od kilku do kilkunastu odlewni ciśnieniowych produkujących głównie odlewy ze stopów aluminium reprezentuje średni poziom europejski.
Dotyczy to zwłaszcza odlewni przejętych przez zagraniczne koncerny. Niektóre odlewnie w ostatnich latach zainwestowały w nowe linie produkcyjne i centra obróbcze, ponieważ odbiorcy coraz częściej żądają odlewów po obróbce mechanicznej stanowiących gotowe do montażu komponenty. Zdaniem ekspertów, zmiany technologiczne w krajowym odlewnictwie są nieuniknione. Także dlatego, że niskie koszty robocizny przestają być atutem polskich odlewni. Firmy, chcąc się zaangażować w produkcję wysokiej klasy wyrobów, nie obejdą się bez inwestycji.
Przede wszystkim inwestycje
Przykładem jest Przedsiębiorstwo Dostaw Materiałów Odlewniczych Pedmo SA. Spółka dostarcza materiały pomocnicze stosowane w procesach uszlachetniania, izolacji, rafinacji i odlewnictwie metali. Specjalizuje się w produkcji spoiw, pokryć ochronnych, dodatków do mas formierskich, żużli pokrywająco-rafinujących do stopów miedzi. Około 40 proc. sprzedaży tra. a na rynek metali kolorowych, kolejne 40 proc. na rynek hutniczy, a pozostałe 20 proc. do innych klientów. Największymi klientami firmy są takie firmy, jak Aluminium Kęty i Hutmen.
- Zrealizowaliśmy w ostatnio wiele inwestycji - twierdzi Aponiuk. - Na rynek wprowadzamy nowe produkty, m.in. takie jak granulaty i rafinatory "Pokal&". Wspólnie z Instytutem Metalurgii Żelaza zrealizowaliśmy projekt dla hutnictwa związany z produkcją granulowanych wyrobów, które pozwolą usunąć zanieczyszczenia ze stali. Koszt projektu wyniósł 3,5 mln zł. Po zakończeniu tej inwestycji, w lutym tego roku, otrzymaliśmy zwrot połowy poniesionych nakładów z funduszy unijnych. Dzięki nowej technologii spełniamy normy ekologiczne, ale przede wszystkim likwidujemy emisję niezorganizowaną. Inwestycje zwiększające konkurencyjność na rynku ma w planach także Huta Zabrze SA. Spółka specjalizuje się w odlewach dla hutnictwa i koksownictwa. Dostarcza odlewy z żeliwa szarego, sferoidalnego i stopowego oraz staliwa węglowego i niskostopowego. Posiada dwie odlewnie - żeliwa szarego i sferoidalnego oraz staliwa, a także Zakład Budowy Maszyn. Dostarcza odlewy o masie od 50 kilogramów do kilku ton. W skali miesiąca produkuje 400 ton odlewów. - Stale inwestujemy w nowe urządzenia i technologie - podkreśla Antoni Bytom, prezes zarządu Huty Zabrze SA.
- Uruchomiliśmy m.in. nową linię mieszarkonasypywarki. W odlewni żeliwa zainstalowano dwa nowoczesne piece sterowane komputerowo. Ponadto zainwestowaliśmy w linię do regeneracji mas poformierskich, dzięki czemu 80 proc. mas można ponownie wykorzystać. Planujemy też inwestycje w Zakładzie Budowy Maszyn. Zamierzamy m.in. zakupić frezarko-wytaczarkę CNC oraz kabinę lakierniczą. Od niedawna poszerzono ofertę o koła do lokomotyw dostarczane na potrzeby kolei. Jak podkreśla prezes Bytom, atutem odlewni jest możliwość obróbki odlewów, dzięki czemu można dostarczać gotowy produkt. Odlewnia dysponuje ponadto własną modelarnią, co umożliwia wykonanie odlewu na konkretny wymiar. Na inwestycje stawiają też Odlewnie Polskie produkujące komponenty odlewnicze. W ostatnich latach wydano ponad 40 mln zł na nowe linie technologiczne. Z zakładu wycofano przestarzałe maszyny i urządzenia, natomiast zainwestowano w zautomatyzowane linie produkcyjne. Uruchomiono nowe piece do wytopu metali. Do 2008 roku na inwestycje firma przeznaczy kolejne 10 mln zł.
Firma zamierza wykorzystać fundusze unijne na rozwój technologii. Spółka chce wytwarzać więcej wysoko przetworzonych odlewów, które teraz stanowią 30-35 proc. produkcji. Dotychczas dzięki pomocy unijnej udało się zrealizować sześć projektów inwestycyjnych. Jak zaznacza Aponiuk, działające na na krajowym rynku odlewnie są częścią koncernów zachodnich, głównie francuskich i niemieckich. Mają mocną pozycję - są duże i nowoczesne. Dyktują zatem warunki pozostałym rynkowym graczom. Dotyczy to zwłaszcza cen. - Na pewno nie unikniemy wzrostu cen zapoczątkowanego przez producentów stali korzystających z trwającej wciąż koniunktury na stal - dodaje Aponiuk. - Wraz ze wzrostem cen surowców w hutnictwie należy się liczyć ze wzrostem cen wszelkich materiałów pomocniczych stosowanych w odlewnictwie metali, dostarczanych na potrzeby przemysłu stalowego. I tak na przykład zamawiając surowce niezbędne do produkcji materiałów odlewniczych wykorzystywanych w hutnictwie, nie uzyskujemy informacji, jaka będzie ich cena. Dlatego że producenci dostarczając nam te surowce, cały czas czekają i kalkulują, jak je sprzedać po najlepszej dla siebie cenie. Liczę jednak, że sytuacja na rynku ustabilizuje się i nie będzie presji na tak duże podwyżki cen. Jak podkreśla Bytom, perspektywy dla branży odlewniczej są dobre. Na rynku rośnie bowiem zapotrzebowanie na odlewy.
Pierwszy kwartał tego roku Huta Zabrze zamknie dobrymi wynikami. Poprawiła się rentowność i zwiększono produkcję. Przykładowo w zakładzie odlewniczym i zakładzie budowy maszyn odnotowano wzrost produkcji o 30 procent. Niepokojący jest jednak niedobór surowców do ich produkcji oraz stały wzrost cen. O ile jeszcze niedawno za surówkę płacono tysiąc złotych, teraz nie dość, że jej nie brakuje, to dodatkowo jej cena zwiększyła się do 1400 złotych. Do tego trzeba dodać wzrost cen surowców, zaopatrzenia i energii. To wszystko, niestety, przenosi się na ceny odlewów, które będą rosły.
Renata Dudała





























































