Trendy Food: Skąd pomysł na zajęcie się tak trudnym biznesem jak sztuka?
Iwona Buchner: Myślę, że trzeba wrócić do mojego dzieciństwa. W domu było mnóstwo pięknych przedmiotów: obrazów, starych mebli, sreber. Życie w takim otoczeniu spowodowało pewnie zainteresowanie się sztuką. Wielu z moich znajomych pochodziło z kręgów artystycznych. Znajomi rodziców również często związani byli ze sztuką, a myśl o założeniu domu aukcyjnego pojawiła się z początkiem mojej przyjaźni z krytykiem sztuki, Piotrem Sarzyńskim. Było to na początku lat 90.
Ile można zarobić, a ile stracić na malarstwie?
Na sztuce można tylko zyskać! Nawet nietrafiona inwestycja pozostawia po sobie duchowy ślad, jakim jest w tym wypadku dzieło sztuki i obcowanie z nim. Z czasem tendencje mogą się zmienić i tym samym wartość automatycznie wzrośnie. Już nie raz tak było.Czujesz się mecenasem polskiej sztuki?
Mogę śmiało powiedzieć, że od początku lat 90. sukcesywnie i uparcie promuję malarstwo XX–lecia międzywojennego, a w szczególności École de Paris. Jest to moja pasja i ogromna miłość. Przez ten czas na moich aukcjach pojawiały się bardziej i mniej znane nazwiska artystów związanych z tym kręgiem malarskim. Od tak znanych i renomowanych, jak chociażby: Eugeniusz Zak, Mela Muter, Tadeusz Makowski, Mojżesz Kisling po mniej słynnych, jak: Adolf Feder, Rajmund Kanelba, Jakub Zucer.Wymień dziesięć obrazów, które chciałabyś mieć, zakładając, że masz nieograniczone możliwości finansowe i dostęp do zbiorów.
Oczywiście, tak wolny wybór i zdrowy rozsądek kieruje wprost do Luwru po obraz Mony Lisy. Ja jednak pozostanę wierna swym upodobaniom. Po pierwsze, Modigliani i „Akt leżący” z 1917 roku, wciąż w rękach prywatnych, więc może kiedyś… Do tego koniecznie „Zielony Skrzypek” Chagalla z kolekcji Guggenheim Museum. Co najmniej jeden porządny Picasso, może nie od razu „Guernica”, ale „Panny z Avignion”, czemu nie? Mam jeszcze szanse na „Autoportret w zielonym bugatti” (symbol kobiety wyzwolonej) Tamary Łempickiej, również kolekcja prywatna. Do kuchni może „Martwa natura z Kupidynem” Cezanne’a. Ale tak naprawdę to, co jest mi najbliższe, jest tuż za rogiem: „Dziad i baba” oraz „Kąpiel” z 1930 r. Tadeusza Makowskiego z Muzeum Narodowego w Warszawie. Chętnie też widziałabym u siebie „Ucztę” Leona Chwistka i jego niedoścignioną „Szermierkę”. Nie miałabym nic przeciwko przewrotnej pracy Witkacego „Fałsz kobiety” czy „Sielance” Kramsztyka.Czy kolekcjonerstwo ma coś z hazardu?
Kolekcjonerstwo, oczywiście, ma coś w sobie z hazardu, szczególnie podczas licytacji, gdy emocje biorą górę nad rozsądkiem. Jednak, by być kolekcjonerem, nie wystarczy tylko zasobny portfel. Potrzebna jest pasja i wiedza. I, o ile wiedzę można zgłębić bądź skorzystać z rad wykwalifikowanych doradców, to o tyle, jeśli ktoś tej pasji nie posiada, nie wyniósł jej z domu, czy też nie czuje wewnętrznej potrzeby obcowania ze sztuką, to kolekcjonowanie nie sprawi mu satysfakcji. A kolekcja będzie jedynie zbiorem nazwisk, modnych w danej chwili, ale nic nie mówiących o właścicielu.
Jak oceniasz ogólną wiedzę na temat sztuki polskiej elity finansowej?
Z każdym rokiem jest coraz lepiej i bardzo mnie to cieszy. I drobną moją satysfakcją jest, że mam w tym swój skromny udział. Co ważne, coraz młodsi ludzie kupują obrazy. To świetnie!Chcąc zainwestować dzisiaj w sztukę, jakie nazwiska należy kupować?
Do sztuki nie należy podchodzić spekulacyjnie, jak do akcji giełdowych. To fiasko od samego początku. Mody się zmieniają i można się rozczarować. Szczególnie, gdy zachęceni spektakularnymi cenami młodej sztuki, będziemy lokować pieniądze w każde chwilowo gorące nazwisko. By nie stracić, trzeba oprzeć się na sprawdzonych metodach. To znaczy: wybitne nazwisko zawsze. Malczewski, Wyspiański, Boznańska, Zak, Muter, Nowosielski, Kantor, itp., ale i wybitne dzieła tych autorów. Tylko takie prace zyskują najwięcej na wartości. Takimi prawami rządzi się rynek światowy, tak też jest i w Polsce.Jak, dzięki inwestycjom w sztukę, kreować wizerunek firmy i na tym zarobić?
Firmy korporacyjne, banki, fundusze inwestują w sztukę. W ten sposób kreują pozytywny wizerunek firmy jako mecenasa kultury, co jest mile widziane przez ich klientów. Jeżeli oferta firmy jest skierowana do młodego klienta, myślę, że lepiej będzie się on czuł w otoczeniu sztuki współczesnej, czy też fotografii. Sztuka dawna natomiast wzbudza respekt i poczucie ponadczasowej wartości, co idzie w parze z dużymi pieniędzmi. Tworzenie kolekcji jest jednym z najlepszych sposobów budowania dobrego wizerunku firmy, jako firmy z ludzkim obliczem. Na świecie od lat głównymi odbiorcami domów aukcyjnych i galerii są wielkie korporacje. W Polsce powoli tak się dzieje i mam nadzieję, że ta tendencja będzie się umacniać.Jaki był rekord sprzedaży domu aukcyjnego Polswiss?
W 2000 roku na mojej aukcji został sprzedany za rekordową sumę 2 mln 130 tys. zł obraz Henryka Siemiradzkiego „Rozbitek”. Licytacja wzbudziła ogromną sensację. Rozgorzała dyskusja na temat możliwości naszego rynku. Wielu nie dawało wiary tak ogromnej kwocie, do dziś zresztą nie pobitej. Tymczasem nie trzeba było długo czekać, gdy do głosu na rynkach światowych doszli rosyjscy kolekcjonerzy, którzy Siemiradzkiego upodobali sobie wyjątkowo. Kwoty poszybowały w setki tysięcy euro. Dziś jego prace pojawiają się w tak renomowanych domach aukcyjnych, jak Christies i Sothebys.



























































