Ponad pięćset lat temu na afrykańskim Wybrzeżu Suahili pojawiły się statki Vasco da Gamy, Francisco Almeidy i innych portugalskich odkrywców. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, jak kilkuset nieokrzesanych rabusiów potrafiło sobie podporządkować handlowe i bogate społeczeństwa Kilwy, Zanzibaru, Mombasy, Malindi. Cywilizacje o tysiącletniej historii z dnia na dzień wpadły w ręce Portugalczyków. Jak piszą ówcześni kronikarze, Portugalczycy wzbudzali najpierw pogardę, a oferowane przez nich towary najwyżej litość - nie nadawały się na żadną wymianę. Ale towarem Portugalczyków, była szaleńcza odwaga, skuteczna broń i brutalność, która przeraziła pokojowe, handlowe społeczeństwa. Ten towar wymieniali na władzę.

Portugalczycy najpierw opanowali wybrzeża Afryki, zdobyli przyczółki w Indiach, Chinach, na Malajach, dotarli do Wysp Korzennych w dzisiejszej Indonezji. Po cynicznym “podziale świata” przez papieża Aleksandra VI otrzymali zielone światło do kolonizacji Brazylii. Ci niezwykli zdobywcy rekrutowali się głównie z wówczas surowej Estremadury, gdzie hartował się ich charakter. Co gnało ich na koniec świata? Czego się spodziewali? Czy ich siłą była wyłącznie chęć wzbogacenia się? Bywało, że z dalekich wypraw wracał zaledwie co dziesiąty uczestnik.

Portugalczycy jako pierwsi z Europejczyków kolonizowali na ogromną skalę świat. Wkrótce okazało się, że jest ich zbyt mało, nie potrafią utrzymać skromnymi siłami ogromnego imperium, kilkadziesiąt razy większego od metropolii. W podboju świata wyprzedzili ich inni. Ale to właśnie oni, jako ostatni opuszczali niektóre ze swych posiadłości. Makau oddali Chińczykom dopiero w roku 1999. Po niemal pięciuset latach, w roku 1975, wycofali się z Angoli i Mozambiku, kiedy już inne afrykańskie kolonie przeistoczyły się dawno w niepodległe państwa. Do dziś można łatwo spotkać Portugalczyków, którzy musieli opuścić Afrykę, choć ją kochają i czują sentyment do dawnych, lepszych czasów.
ReklamaZobacz także
Portugalczycy nie mieli opinii dobrych gospodarzy, swe kolonie eksploatowali bezwzględnie. W Angoli przez pół tysiąclecia nie pozostawili żadnych inwestycji, gdzie indziej zbudowali jedynie piękne kościoły. Po imperium pozostał język - brazylijski Indianin mógłby dogadać się z rybakiem z Timoru, a intelektualista z Goa z szamanem z Gwinei Bissau. Szkoda, że do takich spotkań nigdy nie dojdzie.
(JT)
Foto: Argymir Iwicki, Krzysztof Stępień

























































