"3, 2, 1 - start". "Huston jesteśmy na orbicie. Over and out" - takie rozmowy mogą usłyszeć w słuchawkach pierwsi turystyczni kosmici. NASA zbiera zapisy na urlop w gwiazdach. I to dosłownie.


Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) otwiera się na gości z Ziemi i nie chodzi o profesjonalnych astronautów. To wspólny projekt NASA, Boeinga i SpaceX (dyrektorem generalnym jest Elon Musk, współzałożyciel PayPala). Teraz każdy może polecieć do gwiazd.
Pomysł komercyjnych wypadów na niską orbitę okołoziemską był rozważany od dawna. W tej sposób NASA chce rozwinąć współpracę z sektorem prywatnym na tyle, by w przyszłości stać się jednym z jego klientów, a nie tylko dostawcą usług. To pozwoli zmniejszyć koszty. Dodatkowo dzięki takim lotom stacja kosmiczna będzie miała zapewniony nieprzerwany kontakt z "planetą macierzystą".
Turystyczni astronauci będą dostarczani na międzynarodową stację za pomocą załogowych statków kosmicznych: CST-100 Starliner firmy Boeing i Dragon firmy SpaceX. Będą swoistymi galaktycznymi taksówkami. Pierwszy ich lot z pasażerem przewidziano już na 2020 rok.
Na razie NASA przewiduje maksymalnie dwa komercyjne loty rocznie. Czas spędzony na stacji nie może być dłuższy niż 30 dni każdy. Liczba osób, które będą mogły każdorazowo polecieć do gwiazd, będzie oczywiście uzależniona od warunków na stacji. Szacunkowo w ciągu jednego obrotu Ziemi wokół Słońca (czyt. roku) zakosztować życia bez grawitacji będzie mogło nawet 12 osób.
Przeczytaj także
Progiem zaporowym takiego urlopu są, jak zresztą każdego wymarzonego, koszty. Miejsca w statkach kosmicznych będą sprzedawane przez SpaceX i Boeinga. Ceny są rzeczywiście z kosmosu. Bilet w dwie strony wynosi... 52 mln dolarów (dla porównania koszt NASA to 58 mln dolarów, a koszt dostania się do Sojuza wynosi 80 mln dolarów). Za każdą dobę spędzoną na statku kosmicznym turysta będzie musiał zapłacić "nieziemskie" klimatyczne, bo w wysokości 35 tys. dolarów. To wstępna kwota podana przez Jeffa DeWitta, odpowiadającego za sprawy finansowe w zarządzie NASA. Europejczycy będą musieli jeszcze doliczyć bilet do Centrum Kosmicznego im. Kennedy'ego na przylądku Canaveral na Florydzie. Ale przy takich wydatkach lot nad Atlantykiem to kropla w morzu.
35 tys. dolarów za dobę. Co ile kosztuje na stacji kosmicznej?
- 22500 dolarów/osobę/dobę - koszt korzystania z zasobów stacji tj. powietrze, jedzenie, zestaw medyczny, sprzęt do ćwiczeń
- 11250 dolarów/osobę/dobę - koszt korzystania z systemów podtrzymywania życia i toalety
- 105 dolarów/dobę - koszt przechowywania jednej torby ładunku o wymiarach bagażu podręcznego w samolotach (czyli 48,3 x 41,3 x 22,9 cm, maksymalnie 27,2 kg)
- 50 dolarów za każdy gigabajt transferu danych
- 42 dolary za 1 kilowatogodzinę prądu
Nie są to jednak koszty ostateczne. Co pół roku NASA będzie dokonywać ich korekty.
Na jakie atrakcje mogą liczyć galaktyczni turyści? Będą mogli doświadczyć codziennego życia na stacji, oprócz spacerów kosmicznych i serwisowania stacji. Spróbują "dziwnego" jedzenia, które nawet po ugotowaniu ucieka przez brak grawitacji z talerza, pomachają do bliskich z góry, osiągną stan adrenalinowej nietrzeźwości w nieważkości. I wrócą do domu z niesamowitymi "selfie".
Kandydaci na prywatnych astronautów oczywiście przejdą odpowiednie, choć jedynie podstawowe, szkolenie. Na pewno chętny na taki lot powinien cieszyć się dobrym zdrowiem, być w miarę sprawnym fizycznie (poprzez regularne ćwiczenia - tutaj nie oszuka się lekarzy NASA miesięcznym chodzeniem na fitness) i zdrowo się odżywiać. Do zdania będą testy wytrzymałościowe, tj. test w wirówce, choć normy nie będą aż tak wyśrubowane jak dla tych, którzy muszą pozostać świadomi podczas startu i lądowania, a więc profesjonalni astronauci.
Okulary i soczewki kontaktowe nie są już przeciwwskazaniem. Natomiast jest nim nadużywanie alkoholu i papierosy, nie wspominając o innych nielegalnych używkach. Do tego dochodzą jeszcze testy psychologiczne. Nikt nie chce wylądować z narwańcem w kosmosie, bo jest to jedynie przepis na dobry horror.
Przeczytaj także
Oczywiście Amerykanie nie byliby sobą, gdyby nie podawali do podpisu kosmicznym turystom tony dokumentów, w tym zrzeczenie się wszelkiego odszkodowania za wypadki, które - jak wiadomo - chodzą po naszym Układzie Słonecznym.
W niedalekiej przyszłości NASA planuje zakończyć działanie stacji kosmicznej. Nie oznacza to jednak końca gwiezdnej turystyki. W zamian agencja udostępni port dokowania w orbitującym laboratorium, by odbiorcy prywatni mogli przetestować swoje moduły. Tylko mały kroczek ludzkości dzieli to rozwiązanie od stworzenia prywatnych stacji kosmicznych.
Przeczytaj także
Prywatne firmy mogą już teraz korzystać z zasobów NASA. Około 50 z nich współpracuje z agencją, prowadząc badania na pokładzie międzynarodowej stacji kosmicznej. Przeznaczono dla nich 5 proc. zasobów agencji kosmicznej. W praktyce rocznie oznacza to 175 kg ładunku dostarczonego na stację, tyle samo do zutylizowania, 125 kg ładunku, który będzie mógł z ISS zostać dostarczony na ziemię i 90 godzin czasu załogi.
Kto jako pierwszy będzie mógł zacząć swój dziennik słowami "Kosmos... ostateczna granica"? Jeszcze nie wiadomo. Chętni na pewno się znajdą. I jako gratis będą mogli pochwalić się "nasowską" supernaszywką.



























































