W rozmowie z Business Insider Polska prezes Wizz Aira, Jozsef Varadi, kreśli klarowny podział sił: podczas gdy węgierski przewoźnik szacuje skalę problemu na zaledwie 5-10 proc., dla linii sieciowych PLL LOT wstrząs może sięgnąć nawet 30 proc. Rachunek za drożejące paliwo ostatecznie trafi na bilety, lecz dzięki wyższej elastyczności operator zamierza oszczędzić swoim pasażerom drastycznych skoków cenowych, które według niego staną się nieuniknione u konkurencji.


W odpowiedzi na rosnące koszty węgierski przewoźnik zdecydował się ograniczyć liczbę połączeń zaplanowanych na sezon zimowy. Sytuację dodatkowo komplikuje napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie, która zmusiła linię do bezterminowego zawieszenia części najdłuższych i najbardziej dochodowych tras, między innymi do Abu Zabi oraz Arabii Saudyjskiej.
Mimo tych trudności prezes Wizz Aira podkreśla, że przewoźnik jest odpowiednio przygotowany, by poradzić sobie z obecnym kryzysem.
- Oczywiście pojawiła się presja związana z cenami paliwa oraz praktykami monopolistycznymi występującymi w niektórych miejscach. To wywiera presję na taryfy. Jednak nawet po uwzględnieniu tych czynników ceny biletów nadal pozostają na bardzo rozsądnym poziomie. Trzeba też patrzeć na sytuację poszczególnych linii – wskazuje prezes Wizz Air, Varadi.
- LOT płaci 1600 dol. za tonę, a ja 800 dol. Do tego latam samolotami spalającymi o 20 proc. mniej paliwa niż maszyny LOT-u, ponieważ my korzystamy z nowej technologii, a oni ze starszej. To ogranicza naszą ekspozycję na rosnące koszty oraz presję na podnoszenie cen biletów – dodaje.
Varadi zaznacza również, że Wizz Air podejmuje działania mające na celu zgromadzenie zapasów paliwa po korzystnych cenach, aby ograniczyć skutki ewentualnego przedłużenia się obecnego kryzysu.

Przeczytaj także
oprac. WM



























































