REKLAMA

Kryzys zżera cynk

2009-07-03 09:00
publikacja
2009-07-03 09:00
Znawcy tematu nie mają wątpliwości: branża cynkowa jest w naszym kraju jedną z najbezpieczniejszych. Rozwija się bardzo prężnie i ma mocno optymistyczne perspektywy. Jedyny problem polega na tym, że jest powiązana szczelnie z innymi gałęziami przemysłu. I jeżeli one zaczną kuleć, to prędzej czy później dotrze to do naszych cynkowni. Tak jak właśnie teraz.

Obecny kłopot gabinetu Donalda Tuska nie polega na tym, że być może – jak przekonują co poniektórzy obserwatorzy naszej sceny politycznej – zbyt późno rozpoczął wdrażanie programów ratujących gospodarkę przed światową epidemią finansową. Problemy leży gdzie indziej. Otóż rząd tak długo przekonywał wszem i wobec, że w kraju nad Wisłą można spać spokojnie, bo nam kryzys nie straszny, że zbyt dużo ludzi w to uwierzyło. I teraz: kiedy kolejne gałęzie gospodarki są podłamywane pod nieznanym w historii ciężarem kryzysu, następuje szok i zdziwienie. Stąd ta dezorientacja, gdy nawet najsilniejsze dotąd, najpewniejsze wręcz branże także się uginają.

To między innymi dotyczy polskich cynkowni – zakładów, które jeszcze do niedawna stały twardo na ziemi. A teraz już różnie z nimi bywa. Chociaż nie brakuje optymizmu.

– Branża cynkownicza w Polsce jest w świetnej kondycji – nie ma cienia wątpliwości Agnieszka Królikowska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Korozyjnego. – Stale rozwija się, ma bardzo dobre perspektywy i jest należycie dofinansowana. – To branża zdecydowanie przyszłościowa – podobne zdanie ma Artur Rusin, kierownik marketingu w Ocynkowni Śląsk w Chrzanowie.

Europejski poziom

Ta dobra sytuacja to wypadkowa kolejnych lat, w których odnotowywano coraz lepsze wyniki finansowe. Co z kolei ma proste przełożenie na zdolność rynku cynku, która w ubiegłym roku, dzięki uruchomieniu kilku nowych zakładów, wzrosła aż o 40 proc. W kraju powstało dziewięć dużych ocynkowni, co spowodowało spadek cen usług cynkoniczych. Dzięki temu zaś te usługi stały się dostępne szerszej rzeszy odbiorców.

– Jest oczywiste, że spory wpływ na to miało wejście naszego kraju do Unii Europejskiej. Po prostu moda na ocynkowanie, która już od lat jest znana na zachodzie Starego Kontynentu, jest od pewnego czasu też u nas. I ma się bardzo dobrze – twierdzi Artur Rusin.

Potwierdza to jedno z najbardziej wiarygodnych kryteriów, czyli zużycie konstrukcji ocynkowanych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W Polsce to około 13 kg. I coraz bardziej zbliżamy się do średniej europejskiej: 19 kg. – Tyle jest na przykład w Niemczech. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że porównywanie naszych cynkowni do tych u zachodniego sąsiada nie jest do końca poważne i miarodajne. Ale i tak jesteśmy coraz bliżej tego europejskiego poziomu. Do czołówki, między innymi Austrii i Belgi, gdzie ten przelicznik wynosi około 30 kg – ciągle nam jednak daleko – uważa Rusin.

– Unia Europejska znacznie poprawiła stan branży. Zwłaszcza przez uruchomienie nowych inwestycji – twierdzi Mariusz Hoszowski, dyrektor Cynkowni Bystrzyca Górna, należącej do grupy Galess.

Tak zwana cynkowa moda to z pewnością nie wszystko. Nie bez znaczenia jest również współpraca polskich ocynkowni z instytucjami badawczo-naukowymi. Wszak na dzisiejszym rynku nie wystarczy pokazać się z produktem. Trzeba jeszcze jak najskuteczniej udowodnić, że jest on szczegółowo przetestowany i zgodny z wieloma certyfikatami. – Tutaj należy pamiętać, że wymagane jest zbliżenie obu stron, czyli ocynkowni, jak i samych instytutów – zwraca uwagę Agnieszka Królikowska. – Na szczęście rzeczywiście idzie to w dobrym kierunku. Chociażby dzięki temu, że coraz częściej ocynkownie występują z instytutami o wspólne granty na badania. To po prostu staje się standardem – dodaje.

– Dla nas współpraca z Instytutem Metali Nieżelaznych czy Politechniką Śląską jest czymś jak najbardziej naturalnym – stawia sprawę jasno Zbigniew Przebindowski, dyrektor produkcji w Hucie Cynku Miasteczko Śląskie.

Korzystna współpraca

– Od kilku lat współpracujemy z Politechniką Warszawską, z Wydziałem Inżynierii Materiałowej. Uczestniczyliśmy wspólnie z Politechniką i Komitetem Badań Naukowych w realizacji projektów cynkowych. Ochronę stali metodą cynkowania ogniowego popularyzujemy również wśród studentów i pracowników Politechniki Lubelskiej i Białostockiej. Owocem tej współpracy jest podrozdział „Cynkownie ogniowe” w poradniku projektanta „Kształtowniki gięte” wydanym przez Polskie Wydawnictwo Techniczne – podkreśla także Paweł Szymaniak, rzecznik prasowy Polimex-Mostostal SA, właściciela trzech dużych ocynkowni ogniowych w Siedlcach, Częstochowie i Dębicy.

Dla instytutów jest to także współpraca jak najmilej widziana. – Jeżeli cynkownie wypuszczają produkt wymagający atestu na przykład Państwowego Zakładu Higieny, to wtedy poszczególne zakłady są z nami w stałym kontakcie – mówi Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.

Biorąc to wszystko pod uwagę można byłoby się spodziewać, że kto jak kto, ale ocynkownie powinny poradzić sobie ze światowym kryzysem. Niestety, mimo że część zakładów robi ciągle dobrą minę do złej gry, jest inaczej. Przede wszystkim dlatego, że największe ocynkownie uzależnione są po prostu od hut i stoczni (warto w tym miejscu przypomnieć, że już na początku grudnia 200 roku CESA – Community of European Shipyards Associations, stowarzyszenie zrzeszające narodowe organizacje przemysłu stoczniowego, alarmowała, że część europejskich banków chce się wycofać z kredytowania stoczni jeszcze w trakcie budowy statków). Te z kolei przeżywają ciężkie chwile i łańcuszek nieszczęścia gotowy. Teraz też na jaw wychodzą wcześniejsze, niezbyt szczęśliwe jak się obecnie okazuje, decyzje.

Waluta też winna

– Zwłaszcza w trudnej sytuacji są ci producenci, którzy swego czasu nie zdecydowali się na korzystanie z usług istniejących już na rynku ocynkowni, ale wybudowali własne zakłady. Teraz nie mają co ocynowywać, tylko muszą spłacać kredyty – mówi Mariusz Hoszowski.

Na pogorszenie sytuacji na rynku – jak zwykle – wpływ ma wiele czynników.– Od IV kwartału ubiegłego roku zauważa się spadek dostaw konstrukcji do ocynkowania, czemu towarzyszył spadek, a obecnie stabilizacja cen rynku na Londyńskiej Giełdzie Materiałowej – zauważa Paweł Szymaniak. – Jednocześnie osłabienie polskiej waluty sprawia, że cena cynku na polskim rynku rośnie.

Straty branży są coraz bardziej widoczne i dzisiaj ze świeczką szukać odważnego, który jednoznacznie stwierdziłby, kiedy sytuacja ulegnie poprawie. – Branża siadła, w skali kraju o około 50 proc. – wylicza Mariusz Hoszowski. – Rzecz jasna chodzi o zmniejszenie zamówień. Mam sygnały od kolegów, które cynkownie są w gorszej sytuacji od naszej. Wedle ich danych sytuacja jest coraz gorsza. To oczywiście przełoży się prędzej, czy później na zwolnienia przynajmniej części pracowników – stwierdził Hoszowski. – W naszych poszczególnych zakładach odnotowujemy mniejszą produkcję. Chociaż licząc wszystko sumarycznie, nie jest tak źle – dodaje Artur Rusin.

Najbardziej uwidaczniającym przykładem kryzysu dotyczącego branży cynkowej jest sytuacja w Hucie Cynku w Miasteczku Śląskim, która jeszcze przecież nie tak dawno była czołowym producentem cynku i ołowiu w kraju. Teraz prawie każdy z przeszło tysięcznej załogi drży o swój los. Huta popadła w spore tarapaty finansowe.

– Rynek przysiadł, a więc huty też. Nasza sytuacja nie jest dobra. Na szczęście od kontrahentów eksportowych nie mamy żadnych niepokojących sygnałów – mówi Zbigniew Przebindowski.

Wyspy na kryzysowym morzu

Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że jedynym planem ratunkowym będzie ogłoszenie upadłości największego zakładu pracy w Miasteczku Śląskim, co w naturalny sposób oznaczało bardzo duże zwolnienia (nawet całej załogi) i katastrofę dla tutejszego rynku pracy. Hutnicy wyszli na ulicę i zapowiedzieli walkę do upadłego o swój byt. Na szczęście ten pesymistyczny plan jest już nieaktualny. Przynajmniej na razie. Strona rządowa zauważyła społeczne niepokoje i postanowiła działać. – Jesteśmy obecnie na etapie naprawy. Nie zakładamy już upadłości, co uratuje wiele miejsc pracy – przekonuje Przebindowski.

Jaki jest plan, gdy surowców w hucie zostało ledwo na tydzień, gazownia z łomotem wali w drzwi w sprawie niezapłaconych rachunków, a banki zajęły wszystkie konta i zapowiedziały przejmowanie wpływów? Otóż przez najbliższe trzy miesiące zakupem surowców, opłacaniem energii i odbiorem towaru zająć się mają Zakłady Górniczo-Hutnicze „Bolesław”. Na tym swoistym kryzysowym morzu, które jak się okazuje nie ominęło też branży cynkowniczej, można także gdzieniegdzie dojrzeć pojedyncze wyspy. Jedną z nich jest Polimex-Mostostal SA.

– Sytuacja naszych ocynkowni jest bardzo dobra – uważa Paweł Szymaniak. – Wyniki, jakie osiągamy, stawiają nas w czołówce ocynkowni europejskich. W Polsce jesteśmy liderem branży z 22-procentowym udziałem w rynku cynkowania ogniowego - dodał.

Czy Polimex-Mostostal nadal, jako jeden z rzadkich przedstawicieli polskiego przemysłu cynkowego, będzie sobie tak dobrze radził? Obecnie niczego nie można być niestety pewnym. Patrząc ogólnie na branżę można jednak przypuszczać, że podobnie jak inne gałęzie przemysłu nie będzie innej recepty jak mocne zaciskanie pasa. Niestety, to może nie pomóc tym najsłabszym. Z drugiej strony: jak tylko poprawi się sytuacja hut, czy stoczni – ocynkownie zdecydowanie złapią drugi oddech. Trzeba tylko do tego dotrwać.

Paweł Jagoda

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki