Dramatyczna wyprzedaż akcji europejskiego lidera sektora obronnego wstrząsnęła niemieckim rynkiem akcji po tym, jak Rheinmetall po raz kolejny w tym roku ściął prognozy wyników. Choć w księgach spółki wciąż widać imponujący wzrost przychodów i zysku operacyjnego, opóźnienia w kluczowych kontraktach wywołały panikę na giełdzie. Inwestorzy bezlitośnie weryfikują wycenę spółki, spychając jej notowania do poziomów nienotowanych od ponad roku.


Czwartek przyniósł tąpnięcie notowań Rheinmetallu o niemal 17 procent potwierdzając mocny trend spadkowy niedawnego lidera europejskiej hossy wojennej. Przecena sprawiła, że w tym roku akcje koncernu odpowiedzialnego m.in. za czołgi Leopard tracą już 48 proc. Skala spadków mierzona od historycznego rekordu sięga już prawie 60 procent. Nie powinno już być żadnych wątpliwości: to nie jest chwilowa zadyszka czy korekta techniczna ale regularny trend spadkowy, który trwa już od ponad dwunastu miesięcy. W październiku 2025 r. kurs Rheinmetallu osiągnął historyczny szczyt na poziomie 2008 euro.
Dobry raport i fatalny epilog
Paradoks sytuacji polega na tym, że opublikowany w czwartek raport za pierwsze dziewięć miesięcy 2026 roku na pierwszy rzut oka prezentuje się znakomicie. Sprzedaż niemieckiego giganta wzrosła o 38 procent w ujęciu rocznym, osiągając poziom 8,4 mld euro. Zysk operacyjny pobił historyczny rekord, szybując o 69 procent, czyli o 544 mln euro, do imponującej kwoty 1,339 mld euro. W ślad za tym poszła wyraźna poprawa rentowności: marża operacyjna wzrosła z 13,1 procent do okrągłych 16 procent. W przypadku innej spółki taki zestaw liczb pewnie wywołałby falę giełdowej euforii, ale nie w przypadku zbrojeniowego giganta, który miał zarabiać jeszcze więcej, ale przez cięcie prognoz nie będzie.
Czarne chmury nad prognozami: gdzie podziały się pieniądze?
Zarząd przyznał wprost, że opóźnienia w realizacji projektów wymusiły korektę całorocznych prognoz. Rheinmetall spodziewa się obecnie przychodów w 2026 roku na poziomie około 13,2 mld euro, co stanowi wyraźny zjazd wobec dotychczasowego przedziału szacowanego na 13,7 do 14,2 mld euro. Zrewidowano również oczekiwaną rentowność operacyjną do około 18,5 procent, rezygnując z wcześniejszego celu 19 procent. Prawdziwym ciosem okazało się jednak faktyczne porzucenie celów konwersji gotówki. Zamiast zapowiadanych wcześniej ponad 40 procent, wskaźnik ten z trudem przekroczy zero.
Zbrojeniowy potentat rozważa debiut. Jego wjazd na giełdę wyznaczy szczyt hossy?
Hossa na akcjach spółek przemysłu obronnego trwa, ale duży debiut może symbolicznie wyznaczyć jej szczyt.
Przyczyną tego zatoru są konkretne komplikacje wykonawcze. Spółka nie zdoła w tym roku rozliczyć intratnego kontraktu na opancerzone wozy bojowe Arminius Boxer, co automatycznie przenosi rozliczenie przychodów i należne zaliczki na kolejny rok obrotowy. Równolegle pojawiły się wąskie gardła przy certyfikacji partii amunicji artyleryjskiej, co wstrzymało planowane harmonogramy dostaw. To już druga rewizja celów w tym roku, po tym jak w sierpniu koncern musiał pogodzić się z rezygnacją Berlina z budowy okrętów wojennych o wartości 14,5 mld dolarów, co miało być największym zleceniem firmy od zakończenia II wojny światowej.
Wall Street traci cierpliwość
Zareagowało już zaplecze analityczne Wall Street. JPMorgan, ściął cenę docelową dla akcji Rheinmetallu z 1350 euro do 1150 euro, podtrzymując rekomendację neutralną oraz status obserwacji z negatywnym nastawieniem. Analityk wydający rekomendację podkreślił, że jest to już piąty negatywny komunikat dotyczący przychodów lub zysków wyemitowany przez niemiecką firmę w ciągu zaledwie jedenastu miesięcy. W ocenie banku długoterminowa prognoza przepływów dla części asortymentu militarnego staje się wysoce niepewna.
Kapitalny debiut CSG w Amsterdamie. Szybko zostali więksi niż giganci z Włoch i Szwecji
Czeski gigant zbrojeniowy Czechoslovak Group (CSG) zanotował 23 stycznia spektakularne wejście na giełdę Euronext w Amsterdamie. Akcje spółki, oferowane w IPO po cenie 25 euro, na starcie handlu zyskały na wartości aż 32%.
Portfel na 78 miliardów euro to za mało
Mimo fatalnych nastrojów na giełdzie prezes spółki Armin Papperger usilnie próbuje studzić emocje, wskazując na rekordowy portfel zamówień, który na koniec września 2026 roku osiągnął wartość 78,0 mld euro wobec 56,7 mld euro rok wcześniej. Szef koncernu akcentuje bezprecedensowe tempo inwestycji, takich jak błyskawiczna adaptacja pustej hali w brytyjskim Telford do produkcji luf armatnich w zaledwie osiem miesięcy, czy nowe moce w hiszpańskim Albacete. Deklaruje również walkę o nowe kontrakty morskie i ochronę tysięcy miejsc pracy w Niemczech oraz u partnerów. Dla inwestorów na parkiecie giełdowym same podpisane umowy ramowe i pęczniejące portfele zleceń to jednak za mało, jeśli nie przekładają się one na terminowy strumień gotówki.
































































