Nowe prawo uderzy w najem krótkoterminowy. Od 2028 r. wspólnoty i gminy będą mogły zakazać takiej działalności, oferowanej m.in. przez serwis Airbnb. Eksperci ostrzegają: z rynku może zniknąć od 25 do nawet 50 proc. ofert. Właścicieli czekają też wyższe opłaty na rzecz wspólnot mieszkaniowych. Część inwestorów już teraz szuka ucieczki w najem długoterminowy lub szykuje się do wyprzedaży lokali.


Eksperci są zgodni, że rynek czeka silna korekta, choć nie nastąpi ona z dnia na dzień.
– Obecny kształt ustawy spokojnie pozwala zakładać, że 25 proc. ofert zniknie z tego rynku. Jeżeli gminne zakazy masowo dotkną lokalizacji mocno turystycznych o największej koncentracji, to ubytek i połowy wolumenu stanie się bardzo realnym scenariuszem – ocenia Anton Bubiel, prezes Rentier.io., cytowany przez serwis propertynews.pl.
Część operatorów patrzy na sytuację nieco bardziej optymistycznie. Ewa Wielgórska z firmy Fairy Flats szacuje ubytek na 10-15 proc., argumentując, że w ścisłych centrach miast, zdominowanych przez infrastrukturę turystyczną, uzyskanie większości głosów stałych mieszkańców do przegłosowania zakazu będzie niezwykle trudne.
Wspólnoty sięgną głębiej do kieszeni właścicieli
Nawet jeśli wspólnota nie zakaże najmu krótkoterminowego, niemal na pewno obciąży wynajmującego wyższymi kosztami. Jak zauważa Dariusz Górski z Masterhouse Poznań, sąsiedzi mogą zacząć oczekiwać partycypacji w kosztach zużycia części wspólnych.

W grę wchodzą m.in. podwyższone zaliczki na fundusz remontowy, montaż monitoringu, kontrole dostępu czy częstsze naprawy wind i klatek schodowych.
– Ekonomicznie zadziała to jak nowa, lokalna opłata od prowadzenia działalności – mówi Dariusz Górski.
Powrót do najmu długoterminowego albo sprzedaż
Właściciele mieszkań, którzy nie będą mogli prowadzić swojej działalności w dotychczasowej formie, będą musieli zmienić strategię. Naturalnym wyjściem może być przekierowanie oferty na rynek najmu długoterminowego lub celowanie w tzw. średni termin, czyli np. wynajem lokalu pracownikom kontraktowym.
Zarabia pół miliona rocznie na Airbnb. Najsłynniejszy domek wystawiony na sprzedaż
Ten domek w szkockich Highlands jest najczęściej dodawany do listy życzeń nieruchomości do dyspozycji w ramach Airbnb w Wielkiej Brytanii. Swoim właścicielom przynosił wraz z otaczającą działką ponad 100 tys. funtów (ok. ponad 500 tys. zł) dochodu rocznie. Teraz został wystawiony na sprzedaż.
Przejście na rynek najmu długoterminowego będzie jednak wymagało pewnych inwestycji, zwłaszcza ze strony właścicieli popularnych na platformach typu Airbnb mikroapartamentów.
– Taki lokal musi mieć m.in. kuchnię z pełnym wyposażeniem, zamiast skromnego aneksu. Potrzebna jest też pralka, miejsce do pracy a często także inny układ łóżek – wymienia Anton Bubiel.
Jak dodaje, nie wszędzie jest to łatwe do wykonania, a nawet możliwe, dlatego zapewne część obecnie wynajmowanych mikrokawalerek trafi na rynek sprzedaży. Wyjątkiem pozostaną tego typu lokale znajdujące się w pobliżu uczelni. Ich właścicielom, ze względu na deficyt miejsc w akademikach, łatwiej będzie znaleźć najemcę.
Gwałtowny wzrost poparcia dla obostrzeń
Restrykcje wobec właścicieli mieszkań wynajmowanych turystom mają też coraz większe poparcie społeczne w Polsce. Z wrześniowego badania IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej”, wynika, że już blisko 53 proc. Polaków chce, aby wspólnoty i spółdzielnie mogły zakazywać sąsiadom najmu lokali na doby. Przeciwników oddawania takich kompetencji w ręce mieszkańców jest 29 proc.
Co istotne, nastroje społeczne zmieniają się błyskawicznie – jeszcze w grudniu 2025 r. zwolenników takich obostrzeń było niespełna 33 proc.
MKZ



























































