|
Ten szkoleniowiec słynie z silnej ręki. Ale teraz ta dłoń jest też szczęśliwa. Jego wychowankowie zdobyli na mistrzostwach Europy w Trieście trzy medale – dwa złote Katarzyna Baranowska, brązowy Mateusz Sawrymowicz. Przemysław Stańczyk był tuż za podium.– Trener Drozd ma uznaną renomę od lat. Pracuje bardzo dobrze i bardzo dużo. Jestem pod wrażeniem osiągnięć jego zawodników. Widać wielką klasę szkoleniowca. On dotąd nie miał w Szczecinie takich talentów, choć np. z Dariusza Jarzyny zrobił olimpijczyka – przypomina trener kadry Paweł Słomiński.
A twórca mocnego ośrodka pływania w Szczecinie przyznaje się, że był we Włoszech pełen obaw. – Bałem się, bo cała trójka poprawiła rekordy życiowe na mistrzostwach Polski. Szczególnie o Kasię, bo przecież ona była świetna już w połowie listopada, podczas Pucharu Świata w Durbanie. Zacząłem się niepokoić, czy szczyt formy nie przyszedł za wcześnie. Ale w Trieście osiągnęli jeszcze lepsze wyniki – zdradza Drozd.
– Na pewno jestem wymagający. Ale nie mam ciężkiej ręki – mówi o sobie. – To mity, może trochę było w tym prawdy w przeszłości... Teraz to ja robię badania zakwaszenia, każdy efekt treningu mam czarno na białym i przedstawiam zawodnikom. Dokładnie wiedzą, ile muszą ćwiczyć. Jeśli chcą, to ćwiczą. W końcu to ich kariera – mówi szczerze.



























































