Najwyższy od ponad 30 lat odczyt inflacji CPI przestraszył nowojorskich inwestorów. W dół poszły zarówno wyceny akcji jak i obligacji skarbowych. Nikt już chyba nie wierzy w bajki o „przejściowej” inflacji. Rośnie więc ryzyko reakcji ze strony banków centralnych.


Oficjalna inflacja CPI obliczana przez rządowe Biuro Statystyki Pracy nieoczekiwanie dla większości ekonomistów przyspieszyła z 5,4% do 6,2%, osiągając najwyższy odczyt od roku 1990. Oczekiwano odczytu na poziomie 5,8%, a więc wyraźnie niższym. Zamiast więc „przejściowej” inflacji otrzymaliśmy jej tymczasową stabilizację, z jaką mieliśmy do czynienia przez poprzednie trzy miesiące.
Po takich danych stało się jasne, że presja inflacyjna w Stanach Zjednoczonych nie jest przejściowa, jak to od miesięcy powtarzał szef Rezerwy Federalnej Jerome Powell. Inflacja nie tylko w Ameryce urwała się ze smyczy i teraz nie tak łatwo będzie ją sprowadzić z powrotem w okolice 2-procentowego celu inflacyjnego. Aby całkowicie nie „odkotwiczyć” oczekiwań inflacyjnych Fed i inne duże banki centralne najprawdopodobniej będą musiały rozpocząć podnoszenie stóp procentowych znacznie szybciej, niż dotąd oczekiwano. A to grozi recesją w nadmiernie zadłużonej globalnej gospodarce.
ReklamaZobacz także
Najsilniejszą reakcję było widać na rynku długu, który przez ostatnie miesiące z zadziwiającą obojętnością przyjmował przeszło 5-procentową inflację CPI. Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA podniosłą się o przeszło 11 punktów bazowych, rosnąc do 1,56%. Równie silne (a w niektórych przypadkach nawet większe) zwyżki odnotowano na krótszych odcinkach krzywej terminowej. Wzrost rentowności sygnalizuje spadek ceny rynkowej obligacji.
Rosnące rynkowe stopy procentowe uderzyły w wyceny akcji. Najmocniejszy cios przyjęły na siebie tzw. spółki wzrostowe. Czyli akcje tych firm, po których inwestorzy spodziewają się istotnego zwiększenia wolnych przepływów pieniężnych w najbliższych latach i które z tego powodu wyceniane są bardzo wysoko w relacji do obecnych zysków (albo i strat). To dlatego Nasdaq poszedł w dół o 1,66%, zniżkując do 15 622,71 punktów.
Wyraźnie lepiej spisywał się Dow Jones, który stracił tylko 0,66%, obniżając się do 36 079,94 pkt. Zdominowany przez duże spółki przemysłowe i banki DJIA jest znacznie lepiej spozycjonowany na okres wyższej inflacji niż przeważony spółkami technologicznymi Nasdaq. Wypadkową tych dwóch czynników był S&P500, który poszedł w dół drugi dzień z rzędu, w tym w środę o 0,82%.
Po publikacji danych o nieoczekiwanym wystrzale inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych przebudziły się notowania metali szlachetnych. Notowania złota poszły w górę o 1% i osiągnęły najwyższy poziom od czerwca. Srebro zwyżkowało o prawie 1,5%, do 24,71 USD za uncję. Umocnił się także dolar. Kurs EUR/USD przebił tegoroczne minimum i znalazł się na najniższym poziomie od lipca 2020.
KK
























































