REKLAMA

François Morellet: Wierzę we frywolność sztuki

2006-07-06 14:11
publikacja
2006-07-06 14:11
"Jeżeli w coś wierzę bardzo poważnie, to we frywolność sztuki jak również w przyjemność, którą ona ofiarowuje…"

Zdanie, które powiedział François Morellet w rozmowie z Serge’m Lemoine’m (obecnym dyrektorem Musée d’Orsay w Paryżu) w roku 1982 - zdaje się być mottem, które towarzyszyło artyście przez całe życie, na każdym kroku i ani przez moment go nie opuściło. Łatwo przekonać się o tym oglądając jego najnowszą wystawę, zorganizowaną przez Musée des Beaux Arts w Angers. Retrospektywa, pomimo podeszłego wieku prezentowanego artysty, zdaje się tryskać świeżością, energią, wręcz zmysłowością. Dzieje się tak nie bez przyczyny, François Morellet jest artystą o dużym poczuciu humoru, zabarwionym sarkastyczną autoironią…

François Morellet, urodzony w średniej wielkości mieście Cholet, usytuowanym niedaleko dawnego portu kolonialnego w Nantes - pomimo, że zaczął malować bardzo wcześnie - nigdy nie ukończył żadnej szkoły artystycznej. Biorąc pod uwagę niezmiernie klasyczny i skrajnie dydaktyczny charakter szkół artystycznych we Francji za czasów jego młodości - artysta przez całe życie z ogromną satysfakcją podkreślał, że dzięki temu zachował niczym nieskażoną radość tworzenia, która najprawdopodobniej zostałaby mu "odebrana" przez akademicką i bezduszną szkołę plastyczną : "Sądzę, że w mojej epoce, było ogromnym szczęściem, że uczyłem się sztuki jako amator i że dane mi było uniknięcie szkół, w których nauczanie zabijało przyjemność oraz ignorowało sztukę nowoczesną".

François Morellet, w dniu dzisiejszym jednoznacznie uważany za najwybitniejszego przedstawiciela nurtu sztuki konkretnej we Francji, bardzo długo był postrzegany w tym przeraźliwie scentralizowanym kraju (dzielącym się na stolicę, Wybrzeże Lazurowe oraz głuchą prowincję) jako artysta pochodzący "de nulle part" ("znikąd") - czyli w ewidentny sposób nie tylko tworzący w nurcie nie promowanym przez duże ośrodki artystyczne, ale przede wszystkim mieszkający daleko od jakichkolwiek centrów kulturalnych i na
dodatek wiodący drobnomiasteczkowo-mieszczańskie życie… Gdyż trzeba ewidentnie zdać sobie sprawę, że François Morellet bardzo długo prowadził tzw.: “podwójne życie”, czyli wykonywał dwa zawody. W oczach miejscowych notabli i autorytetów był przede wszystkim fabrykantem, który ożeniony w bardzo młodym wieku utrzymywał żonę i trójkę dzieci produkując zabawki dla dzieci. Jedynie przyjaciele i osoby wtajemniczone zdawali sobie sprawę, że w zaciszu pracowni François Morellet malował, rysował, a następnie tworzył abstrakcyjne obiekty.

Radykalny zwrot w jego twórczości nastąpił pod wpływem odkrycia sztuki Islamu w roku 1952. Nastąpiło ono w Alhambrze w Grenadzie na południu Hiszpanii. Czołowy francuski przedstawiciel sztuki konkretnej wielokrotnie deklarował, że "Inteligencja, wyrafinowanie, siła, precyzja i "all-over" arabskich dzieł dekoracyjnych pochodzących z XIV wieku oraz gra "pozytyw-negatyw" na wiele lat zainspirowały jego twórczość". Mało kto zdaje sobie sprawę, że poszukiwania francuskiego artysty prawie o dziesięć lat wyprzedziły formalne poszukiwania w tej dziedzinie przedstawicieli sztuki minimalistycznej: Franka Stelli i Sol LeWitta - nawet jeżeli latami amerykańscy artyści zaprzeczali jakimkolwiek wpływom sztuki europejskiej na ich dzieło oraz wręcz manifestowali swoją głęboką niechęć połączoną z pogardą w stosunku do niej. Niestety istniejące dokumenty historyczne świadczą, że już w roku 1965 Amerykanie mogli spotkać się z europejską tendencją geometrii analitycznej w czasie trwania wystawy "The Responsive Eye" w Museum of Moderne Art w Nowym Jorku. Niestety, pomimo ogromnej podówczas popularności Victora Vasarellego woleli świadomie "mylić" go z innymi artystami, całość tej sztuki kwalifikując jako rozwinięcie strategii i sposobów systemowego myślenia szwajcarskiego artysty Maxa Billa. Sam François Morellet odkrył dzieło Maxa Billa na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Brazylii i wbrew upraszczającym opiniom Amerykanów, którzy uznawali szwajcarskiego artystę za "duchowego przywódcę" wszystkich Europejczyków interesujących się sztuką geometryczną - uważał, że jego twórczość posługiwała się systemami zbyt złożonymi i trudno zrozumiałymi w bezpośrednim kontakcie…

Z kolei temat "naśladownictwa" przez amerykańskich artystów wcześniejszych poszukiwań Europejczyków w dziedzinie geometrii stał się obiektem ogłoszenia zamieszczonego przez "Galerie m" z Bochum w 39 numerze pisma "Flash Art", który ukazał się w lutym 1973 roku. Ta niewielka galeria oskarżyła publicznie w wyżej wymienionej publikacji Sol LeWitta o kopiowanie dzieł, głównie właśnie François Morellego. W konsekwencji wybuchła dosyć zażarta polemika i cztery miesiące później słynny amerykański artysta zamieścił na łamach tego samego pisma odpowiedź, że wszelkie podobieństwa istniejące pomiędzy jego rysunkami a obrazami francuskiego artysty są przypadkowe. W rzeczywistości, o ile nie można było porównywać siły przekazu rysunków formatu 20 cm x 20 cm Amerykanina do dużo większych obrazów Francuza - to ich pomniejszone reprodukcje były na tyle zaskakująco podobne, że François Morellet "zidentyfikował" zdjęcie jednego z rysunków Sol LeWitta jako reprodukcję własnego obrazu…W czerwcu 2006 roku, w dniu otwarcia swojej retrospektywnej wystawy w prowincjonalnym muzeum francuskim - artysta z dużym poczuciem humoru zinterpretował historię, że najprawdopodobniej nigdy nie stałby się znanym artystom, gdyby świat nie interesował się twórczością Franka Stelli i właśnie Sol LeWitta, która bardzo zbliżona była do jego własnych poszukiwań, z małym zastrzeżeniem… François Morellet wykonywał podobne dzieła z ponad dziesięcioletnim wyprzedzeniem w stosunku do Amerykanów.

Trudno zapomnieć zażartą rywalizację pomiędzy dwoma kontynentami w dziedzinie sztuki w czasach powojennych ubiegłego wieku, kiedy to Paryż stracił priorytet w tej dziedzinie na rzecz Nowego Jorku - co zostało oficjalnie "zatwierdzone" w 1964 roku wraz z uzyskaniem Grand Prix na Biennale w Wenecji przez Roberta Rauschenberga. Latami amerykańscy artyści usiłowali "nie dostrzegać" europejskich kolegów, traktując ich dokonania z lekko "patriarchalnym" stosunkiem - tym większym "osiągnięciem" lub nieoczekiwaną postawąwydawać się może tekst krytyczny zamieszczony w katalogu najnowszej wystawy francuskiego artysty autorstwa Lynn Zelevansky, kustosza w County Museum of Art w Los Angeles. Amerykański historyk sztuki krok po kroku analitycznie porównuje dzieła Morellet z dziełami Sol LeWitta oraz Franka Stelli, jednoznacznie wskazując na prekursorstwo poszukiwań Francuza. Skądinąd w dniu wernisażu artysta żartował, że nigdy "nie zamieściłby podobnego tekstu w katalogu, gdyby nie był on autorstwa wysoko cenionego specjalisty amerykańskiego…"

Lynn Zelevansky w swoim tekście wykazuje nie tylko analogie, ale również różnice: na przykład bardzo podobne formalnie dzieła na papierze Morellet i Stelli różnią się przede wszystkim tym, że Morellet wykonywał szkice, a Stella bardzo precyzyjne rysunki. Inną kolosalną różnicą jest fakt, że amerykańscy przedstawiciele sztuki minimalistycznej traktowali swoją twórczość bardzo poważnie, podczas gdy François Morellet na każdym kroku udowadniał swoje duże poczucie humoru, nigdy nie podchodził do wykorzystywanych materiałów z nabożnym szacunkiem, w zasadzie bawił się nimi, a swoim dziełom nadawał równie zaskakujące co dowcipne tytuły… nawiązujące na przykład do erotyki.

Jeżeli już pod koniec lat sześćdziesiątych artysta stworzył pierwsze dzieło posługujące się neonami (nie należy absolutnie mylić z pracą posługującego się tubami ze światłem fluorescencyjnym Dana Flavina, który aktualnie ma wystawę retrospektywną w Musée d’Art Moderne de la ville de Paris) oraz wykorzystujące linie krzywe - to dopiero w roku 2001 powrócił do tych linii w dziele "Gitane", aby je konsekwentnie eksploatować do dnia dzisiejszego. Zasadniczą różnicą pomiędzy dziełem Dana Flavina a François Morellet jest fakt, że dzieła Amerykanina mają ogromnie agresywne działanie, są dogmatyczne i operują tylko i wyłącznie linią prostą, poza niewielkim wyjątkiem - kiedy artysta w swojej pracy posłużył się lampami fluorescencyjnymi o kształcie cylindrycznym - praca ta jest najbardziej ekspansywna w działaniu na całej - przygotowanej z dużym rozmachem - wystawie w paryskim muzeum. Z kolei prace Francuza są bardzo wysublimowane zarówno w kolorze i w formie, i mają zdecydowanie bardziej dyskretne działanie, nastawione są na "uwodzenie" widza swoją finezyjną elegancją, a nie agresywną "zaczepnością".

Francuski artysta od roku 1970 zrealizował ponad setkę dzieł monumentalnych na budynkach o charakterze zarówno stałym jak i efemerycznym. Pierwszą tego typu realizacją był monumentalnej wielkości neon zatytułowany "Spectacle de lumière" ("Spektakl światła") zaprezentowany we francuskim pawilonie w trakcie wystawy uniwersalnej w Osace w Japonii. Po nim było wiele innych, do najsłynniejszych należą: fasada siedziby SNCF (francuska kolej państwowa) w Tours, dzieło na ścianie budynku szkoły plastycznej w Bourges, w Muzeum Zadkina w Paryżu, na budynku Jeu de Paume (również w Paryżu) lub właśnie ostatnie: na jednym z budynków należących do Musée des Beaux Arts w Angers. Wielu Paryżan zapewne doskonale pamięta trzy dzieła autorstwa François Morellet, które "odkrywano" po godzinnym pokonywaniu pieszo ulic Paryża w czasie trwania ostatniej "Białej Nocy" na początku października ubiegłego roku.

Artysta wykonał w czasie swojego życia około dwóch tysiący różnych prac: obrazów, kompozycji przestrzennych itd. Na uwagę zasługują dodatkowo prace z serii "Beam", w których artysta posłużył się początkowo drewnianymi, a później metalowymi belkami. Rzecz jasna niewiele te konstrukcje mają wspólnego z "Beam L" Roberta Morrisa. W przypadku François Morellet są to konstrukcje zbudowane z przewróconych równoległościanów częściowo „zanurzonych” w podłożu. Różne wersje „Beam” powstają systematycznie od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W przypadku wystawy w Angers dwie dużych rozmiarów kompozycje zostały zaprezentowane na tarasie, niedaleko rzeźby Niki de St Phalle znajdującej się w stałej kolekcji muzeum.



Na okres wakacyjny Galeria Sztuki ARSENAŁ z Poznania wspólnie z portalem Artinfo.pl wystawia na licytację swoją kolekcję.
W ofercie znani artyści - zapraszamy do licytacji!
Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki