|
Zdanie, które powiedział François Morellet w rozmowie z Serge’m Lemoine’m (obecnym dyrektorem Musée d’Orsay w Paryżu) w roku 1982 - zdaje się być mottem, które towarzyszyło artyście przez całe życie, na każdym kroku i ani przez moment go nie opuściło. Łatwo przekonać się o tym oglądając jego najnowszą wystawę, zorganizowaną przez Musée des Beaux Arts w Angers. Retrospektywa, pomimo podeszłego wieku prezentowanego artysty, zdaje się tryskać świeżością, energią, wręcz zmysłowością. Dzieje się tak nie bez przyczyny, François Morellet jest artystą o dużym poczuciu humoru, zabarwionym sarkastyczną autoironią…
François Morellet, urodzony w średniej wielkości mieście Cholet, usytuowanym niedaleko dawnego portu kolonialnego w Nantes - pomimo, że zaczął malować bardzo wcześnie - nigdy nie ukończył żadnej szkoły artystycznej. Biorąc pod uwagę niezmiernie klasyczny i skrajnie dydaktyczny charakter szkół artystycznych we Francji za czasów jego młodości - artysta przez całe życie z ogromną satysfakcją podkreślał, że dzięki temu zachował niczym nieskażoną radość tworzenia, która najprawdopodobniej zostałaby mu "odebrana" przez akademicką i bezduszną szkołę plastyczną : "Sądzę, że w mojej epoce, było ogromnym szczęściem, że uczyłem się sztuki jako amator i że dane mi było uniknięcie szkół, w których nauczanie zabijało przyjemność oraz ignorowało sztukę nowoczesną".
François Morellet, w dniu dzisiejszym jednoznacznie uważany za najwybitniejszego przedstawiciela nurtu sztuki konkretnej we Francji, bardzo długo był postrzegany w tym przeraźliwie scentralizowanym kraju (dzielącym się na stolicę, Wybrzeże Lazurowe oraz głuchą prowincję) jako artysta pochodzący "de nulle part" ("znikąd") - czyli w ewidentny sposób nie tylko tworzący w nurcie nie promowanym przez duże ośrodki artystyczne, ale przede wszystkim mieszkający daleko od jakichkolwiek centrów kulturalnych i na
|
Radykalny zwrot w jego twórczości nastąpił pod wpływem odkrycia sztuki Islamu w roku 1952. Nastąpiło ono w Alhambrze w Grenadzie na południu Hiszpanii. Czołowy francuski przedstawiciel sztuki konkretnej wielokrotnie deklarował, że "Inteligencja, wyrafinowanie, siła, precyzja i "all-over" arabskich dzieł dekoracyjnych pochodzących z XIV wieku oraz gra "pozytyw-negatyw" na wiele lat zainspirowały jego twórczość". Mało kto zdaje sobie sprawę, że poszukiwania francuskiego artysty prawie o dziesięć lat wyprzedziły formalne poszukiwania w tej dziedzinie przedstawicieli sztuki minimalistycznej: Franka Stelli i Sol LeWitta - nawet jeżeli latami amerykańscy artyści zaprzeczali jakimkolwiek wpływom sztuki europejskiej na ich dzieło oraz wręcz manifestowali swoją głęboką niechęć połączoną z pogardą w stosunku do niej. Niestety istniejące dokumenty historyczne świadczą, że już w roku 1965 Amerykanie mogli spotkać się z europejską tendencją geometrii analitycznej w czasie trwania wystawy "The Responsive Eye" w Museum of Moderne Art w Nowym Jorku. Niestety, pomimo ogromnej podówczas popularności Victora Vasarellego woleli świadomie "mylić" go z innymi artystami, całość tej sztuki kwalifikując jako rozwinięcie strategii i sposobów systemowego myślenia szwajcarskiego artysty Maxa Billa. Sam François Morellet odkrył dzieło Maxa Billa na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Brazylii i wbrew upraszczającym opiniom Amerykanów, którzy uznawali szwajcarskiego artystę za "duchowego przywódcę" wszystkich Europejczyków interesujących się sztuką geometryczną - uważał, że jego twórczość posługiwała się systemami zbyt złożonymi i trudno zrozumiałymi w bezpośrednim kontakcie…
|
Trudno zapomnieć zażartą rywalizację pomiędzy dwoma kontynentami w dziedzinie sztuki w czasach powojennych ubiegłego wieku, kiedy to Paryż stracił priorytet w tej dziedzinie na rzecz Nowego Jorku - co zostało oficjalnie "zatwierdzone" w 1964 roku wraz z uzyskaniem Grand Prix na Biennale w Wenecji przez Roberta Rauschenberga. Latami amerykańscy artyści usiłowali "nie dostrzegać" europejskich kolegów, traktując ich dokonania z lekko "patriarchalnym" stosunkiem - tym większym "osiągnięciem" lub nieoczekiwaną postawąwydawać się może tekst krytyczny zamieszczony w katalogu najnowszej wystawy francuskiego artysty autorstwa Lynn Zelevansky, kustosza w County Museum of Art w Los Angeles. Amerykański historyk sztuki krok po kroku analitycznie porównuje dzieła Morellet z dziełami Sol LeWitta oraz Franka Stelli, jednoznacznie wskazując na prekursorstwo poszukiwań Francuza. Skądinąd w dniu wernisażu artysta żartował, że nigdy "nie zamieściłby podobnego tekstu w katalogu, gdyby nie był on autorstwa wysoko cenionego specjalisty amerykańskiego…"
|
Jeżeli już pod koniec lat sześćdziesiątych artysta stworzył pierwsze dzieło posługujące się neonami (nie należy absolutnie mylić z pracą posługującego się tubami ze światłem fluorescencyjnym Dana Flavina, który aktualnie ma wystawę retrospektywną w Musée d’Art Moderne de la ville de Paris) oraz wykorzystujące linie krzywe - to dopiero w roku 2001 powrócił do tych linii w dziele "Gitane", aby je konsekwentnie eksploatować do dnia dzisiejszego. Zasadniczą różnicą pomiędzy dziełem Dana Flavina a François Morellet jest fakt, że dzieła Amerykanina mają ogromnie agresywne działanie, są dogmatyczne i operują tylko i wyłącznie linią prostą, poza niewielkim wyjątkiem - kiedy artysta w swojej pracy posłużył się lampami fluorescencyjnymi o kształcie cylindrycznym - praca ta jest najbardziej ekspansywna w działaniu na całej - przygotowanej z dużym rozmachem - wystawie w paryskim muzeum. Z kolei prace Francuza są bardzo wysublimowane zarówno w kolorze i w formie, i mają zdecydowanie bardziej dyskretne działanie, nastawione są na "uwodzenie" widza swoją finezyjną elegancją, a nie agresywną "zaczepnością".
Francuski artysta od roku 1970 zrealizował ponad setkę dzieł monumentalnych na budynkach o charakterze zarówno stałym jak i efemerycznym. Pierwszą tego typu realizacją był monumentalnej wielkości neon zatytułowany "Spectacle de lumière" ("Spektakl światła") zaprezentowany we francuskim pawilonie w trakcie wystawy uniwersalnej w Osace w Japonii. Po nim było wiele innych, do najsłynniejszych należą: fasada siedziby SNCF (francuska kolej państwowa) w Tours, dzieło na ścianie budynku szkoły plastycznej w Bourges, w Muzeum Zadkina w Paryżu, na budynku Jeu de Paume (również w Paryżu) lub właśnie ostatnie: na jednym z budynków należących do Musée des Beaux Arts w Angers. Wielu Paryżan zapewne doskonale pamięta trzy dzieła autorstwa François Morellet, które "odkrywano" po godzinnym pokonywaniu pieszo ulic Paryża w czasie trwania ostatniej "Białej Nocy" na początku października ubiegłego roku.
Artysta wykonał w czasie swojego życia około dwóch tysiący różnych prac: obrazów, kompozycji przestrzennych itd. Na uwagę zasługują dodatkowo prace z serii "Beam", w których artysta posłużył się początkowo drewnianymi, a później metalowymi belkami. Rzecz jasna niewiele te konstrukcje mają wspólnego z "Beam L" Roberta Morrisa. W przypadku François Morellet są to konstrukcje zbudowane z przewróconych równoległościanów częściowo „zanurzonych” w podłożu. Różne wersje „Beam” powstają systematycznie od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W przypadku wystawy w Angers dwie dużych rozmiarów kompozycje zostały zaprezentowane na tarasie, niedaleko rzeźby Niki de St Phalle znajdującej się w stałej kolekcji muzeum.
Na okres wakacyjny Galeria Sztuki ARSENAŁ z Poznania wspólnie z portalem Artinfo.pl wystawia na licytację swoją kolekcję.
W ofercie znani artyści - zapraszamy do licytacji!
























































