

Stowarzyszenie proekologiczne informuje deweloperów, że mają błędy w dokumentacji. Ale chętnie się dogada.
Pod zielonym sztandarem łatwo robić ciemne interesy — a nigdzie nie robi się ich tak dobrze jak w branży deweloperskiej i budowlanej, gdzie pieniądze są duże, a terminy krótkie. Na mocy przepisów każda „organizacja ekologiczna” może ubiegać się o przystąpienie na prawach strony do dowolnego postępowania administracyjnego, dotyczącego wydania decyzji środowiskowych przy inwestycjach w domy, biurowce czy drogi, jeśli tylko powoła się na swoje cele statutowe. Z tej możliwości korzystają nie tylko troszczący się o przyrodę ekolodzy, ale też osoby troszczące się o zasobność własnych portfeli.
— Stowarzyszenie Lege Artis Pro Natura przystępuje do spraw o wydanie decyzji środowiskowych w całym kraju i wyciąga od przedsiębiorców pieniądze za obietnicę odstąpienia od blokowania inwestycji — twierdzi nasze źródło, związane z jedną z firm deweloperskich. Zarzut jest poważny, postanowiliśmy więc go zweryfikować.
Zobacz także
O stowarzyszeniu Lege Artis Pro Natura niewiele wiadomo. Oficjalnie zajmuje się ochroną środowiska naturalnego. Robi to przede wszystkim poprzez uczestnictwo w postępowaniach, dotyczących wydania decyzji środowiskowych. Tropi błędy i uchybienia w raportach i kartach informacyjnych, a potem składa odwołania w Samorządowych Kolegiach Odwoławczych (SKO).
Z pozoru to działalność chwalebna — tyle że stowarzyszenie nie upiera się przy składaniu odwołań. Z przyjemnością bowiem, jak piszą jego przedstawiciele w listach do przedsiębiorców, „może odstąpić od tych działań i przekazać inwestorowi uchybienia i błędy w karcie informacyjnej, lecz tylko w przypadku osiągnięcia porozumienia”.
Czytaj więcej w "Pulsie Biznesu"























































