Kair – co zobaczyć
Podobno żyje w nim ok. 15 mln ludzi, ale nikt mieszkańców nie może dokładnie policzyć. Administracja państwowa nie radzi sobie z chaosem panującym w Mieście Umarłych (stary muzułmański cmentarz zamieszkały przez 1–2 mln biedaków) i w dzielnicy Mukattan – najuboższej dzielnicy miasta zamieszkałej przez ludzi sortujących śmieci. Tym ostatnim bardzo pomaga nasz rodak – Mariusz Dybich, niegdyś mnich salezjanin z Krakowa, aktualnie doradca koptyjskiego papieża Szenudy.
Co można zobaczyć? Przede wszystkim:
• starą dzielnicę muzułmańską,
• dzielnicę koptyjską,
• Piramidy w Gizie, Sakkarze, Dahszur, a wielbiciele gigantomanii mogą jeszcze pofatygować się do Abu Sir,
• Muzeum Egipskie.
Dodatkowo jeszcze można zobaczyć porozrzucane po innych dzielnicach meczety (Ibn Tuluna, Barkuka) i Piramidę Nieznanego Żołnierza w Heliopolis. Generalnie kairskie meczety znakomicie się zwiedza, tudzież w nich wypoczywa. Nikomu nie przeszkadza, jeśli zmęczeni upałem turyści utną sobie w nich drzemkę – poza najstarszym – Amr ibn al. Asa, gdzie przyciąć komara wolno wyłącznie mężczyznom. Należy pamiętać o odpowiednim stroju. Mężczyźni winni mieć zakryte kolana i ramiona, kobiety zaś zasłonięte całe ciało z wyjątkiem twarzy.
Stara dzielnica muzułmańska leży w samym centrum miasta. Wszystkie atrakcje ładnie układają się w jednym ciągu począwszy od Cytadeli Saladyna wzdłuż ulic: Al.-Qal’a, Al Ganbakiyya i Al Mu’ezz Li Dinlilah (kairskie ulice niestety zwykle miewają takie nazwy), aż do meczetu szalonego kalifa Al Hakima (łącznie jakieś 4 – 5 km). Całą trasę trzeba przejść pieszo, gdyż przebiega bardzo wąskimi, zatłoczonymi uliczkami, które przejechać taksówką niepodobna. Na domiar złego na tubylców przy rozwiązywaniu problemów topograficznych nie ma co liczyć. Przez 5 lat nie udało mi się spotkać Araba potrafiącego odczytać jakąkolwiek europejską mapę.
Ale po kolei. Z oryginalnej Cytadeli Saladyna (XII w.), wstęp 20 funtów pozostały właściwie mury, ale z każdym kolejnym stuleciem przybywały w jej obrębie kolejne budowle. Najładniejszą częścią jest teraz „alabastrowy” meczet Muhammada Alego. Fundatorem nie był bynajmniej słynny bokser, tylko pewien albański despota, który w XIX wieku opanował bez mała cały Bliski Wschód. Meczet, jak na kairskie warunki, jest więc niemal nowy a swą nazwę zawdzięcza materiałowi, z którego jest zbudowany. Obok stoi liczący 700 lat meczet sułtana An Nasira Muhammada – niczym nie wyróżniający się poza osobą władcy, który dokonał wyczynu godnego Księgi Guinessa – siedmiokrotnie zrzucany z tronu zmarł śmiercią naturalną. Na wielbicieli bliskowschodniej etnografii politycznej czeka Muzeum Wojska (rekordowo tani wstęp – 1 funt). Bogate zbiory dokumentują zbrodnie izraelskich żołnierzy w czasie wygranych przez Izrael wojen i głównie prezentują świetne zwycięstwa nad armią izraelską w czasie wojny Jom Kippur, powszechnie (wyjąwszy przekonanych o swym zwycięstwie Egipcjan) uważanej za nierozstrzygniętą. Kolosalne wrażenie robi grupa przedstawiająca cały egipski sztab z Anwarem Sadatem na czele, dumający nad mapami.
U podnóża cytadeli stoją dwa meczety: Sułtana Hassana (wstęp 12 funtów) i Ar Rifai (12 funtów). Ten pierwszy liczy ponad 600 lat i charakteryzuje się przede wszystkim: najbardziej przekupnym w mieście muezzinem – za drobną opłatą śpiewającym turystom wezwanie na modlitwę (to ta przeraźliwa pieśń, która budzi miasto przed świtem) i bodajże najwyższymi w Kairze minaretami. Ze wspinaniem na minarety należy uważać. Są dla turystów teoretycznie zamknięte lecz 2 funty otworzą nawet najmocniej zamknięte drzwi. Wspinać należy się bezwzględnie z latarką! W minarecie panują egipskie (sic!) ciemności a dużej części schodków po prostu nie ma. Za to widok ze szczytu jest piękny. Meczet sułtana Hassana jest najbardziej klasycznym z klasycznych meczetów – w jego wnętrzu są wydzielone cztery nisze (iwany), w których nauczają znawcy czterech szkół prawa koranicznego. Sąsiedni meczet Ar Rifai ma równie wysokie minarety, ale 2 funty są tam nieskuteczne. Warto za to zajrzeć do kaplicy po lewej stronie od wejścia. Znajduje się w niej grób ostatniego szacha Iranu – Rezy Pahlavi.
Skręciwszy w ulicę Al Ganbakiyya przez hałaśliwy i niesamowicie woniejący stary bazar dochodzimy do domu sułtana Al Ghauriego. Al Ghauri zasłynął jako największy smutas i mięczak spośród wszystkich władców egipskich. Dom – jak sułtan – jest taki sobie. Ale... w każdą środę o 20.00 występują w nim tańczący derwisze. W takt jazgotliwej muzyki kręcą się w kółko ok. 40 minut (co wcale nie jest nudne!), a po zatrzymaniu nawet nie drgną! Ich występy (darmowe) cieszą się wielkim powodzeniem. Zwykle na godzinę przed spektaklem nie ma już wolnych miejsc. A po ich zajęciu trzeba cierpliwie znosić katusze w nie wietrzonej, nie klimatyzowanej, pozbawionej nawet wiatraka sali i liczyć, że artyści zaczną występ z jak najmniejszym opóźnieniem (nie słyszałem o krótszym niż półgodzinne).
Tuż obok stoi Al Azhar (12 funtów). To tysiącletni meczet będący częścią najważniejszej uczelni egipskiej i zarazem najsłynniejszego islamskiego uniwersytetu – Al Azhar. Jest imponujący. Meczet ostatnio gruntownie odnowiono i jak najbardziej pasuje do niego teraz nazwa – Al Azhar znaczy w języku arabskim „Jaśniejący”. Cały jest wyłożony marmurowymi płytkami. Obsługa meczetu słynie z naciągania turystów. Należy być przygotowanym na próbę pobrania „obowiązkowej” opłaty za przechowanie butów przy wejściu (wejście w butach do któregokolwiek z meczetów jest wielkim świętokradztwem!). Często stosowanym chwytem jest próba wmówienia turystom, że ich bilet jest ważny tylko 15 minut, co oczywiście po uiszczeniu małej dodatkowej opłaty da się wydłużyć. Na samym uniwersytecie zaś można bez zbytnich ceregieli zakupić legitymację studencką ISIC, który to proceder jest już znany na całym świecie. Parę lat temu próbowano bezskutecznie go ukrócić, po tym jak po legitymacje zgłosiła się trzydziestoosobowa wycieczka niezbyt młodych turystów japońskich.

Niedaleko uniwersytetu przebiega najbardziej reprezentacyjna część kairskiego bazaru – ulica Al Musky. Jak to na bliskowschodnim bazarze można na niej kupić niemalże wszystko, ale jest to kwartał reprezentacyjny o cenach wielokrotnie wyższych niż trzy ulice dalej. Marcin kupił tu skórę z krokodyla za 80 USD. W jednym z zaułków obok Al Musky skryła się najstarsza kairska kawiarnia Fiszawi. Przyjemne romantyczne miejsce, nieco nadszarpnięte przez ząb czasu. Podobno można napić się tu najsmaczniejszej herbaty w Kairze.
Przecznicę dalej znajduje się Mauzoleum sułtana Kalawuna (XIII w., wstęp 6 funtów). Kalawun był jednym z największych władców mameluckich w Egipcie, m.in. zniszczył ostatecznie państwa krzyżowców w Palestynie. Liczące ponad 700 lat mauzoleum było jeszcze do niedawna jedną z najpiękniejszych budowli w Kairze. Niestety, trzęsienie ziemi mocno go uszkodziło. Wciąż jednak maszrabija – drewniana plecionka okalająca nagrobki Kalwuna i jego syna – An Nasira Muhammada – jest jedną z najpiękniejszych na Bliskim Wschodzie, a same nagrobki kapią od złota.
Wędrówkę po muzułmańskim centrum Kairu kończymy w ukończonym w 1013 roku meczecie szalonego kalifa Al. Hakima (wstęp 6 funtów). Niedawno odnowiony, wyłożony alabastrowymi płytkami, lśni niemal jak Al. Azhar. Szczególnie efektownie wygląda ze szczytu przebiegających obok murów miejskich. Ów liczący kilkaset metrów fragment murów jest jedynym ocalałym w całym mieście, a wbudowana w nie Bab Al. Futuh (BramaPodbojów) jedną z 3 ocalałych spośród 58 niegdyś istniejących.
Muzeum Egipskie (plac Tahrir, wstęp 20 funtów) jest Mekką egiptologów. Posiada zdecydowanie najbogatsze na świecie zbiory egipskich starożytności. W stosunkowo niewielkim budynku, a la warszawska Zachęta, zgromadzono około 160 tysięcy zabytków. Ilość eksponatów na metr kwadratowy jest imponująca. Całość tworzy wrażenie wielkiej rupieciarni. Od razu przy wejściu: duplikat kamienia z Rosetty (po prawej), triady faraona Mykerinosa (po lewej), w środku bodajże najważniejsza paleta w dziejach świata – paleta pierwszego faraona Narmera, a nad głową mumia wielkiego budowniczego i ojca 500, bez mała, dzieci – Ramzesa II (dodatkowa opłata 20 funtów). Dalej w głębi gigantyczne posągi faraona Amenhotepa III (najpotężniejszy w dziejach Egiptu) i jego żony Teje. Na piętrze zaś kilku ochroniarzy chroni złotą maskę Tutenchamona przed dzikim tłumem turystów, którzy nie bacząc na nic usiłują ją sfotografować (czego czynić nie wolno). Na pobieżne obejrzenie całości potrzeba ok. 4-5 godzin. Dłużej trudno wytrzymać w nie klimatyzowanym budynku.

Muzeum odnaleźć jest bardzo łatwo. Położone przy głównym kairskim placu przypomina fortecę. W 1997 roku fundamentaliści muzułmańscy spalili obok autobus z niemieckimi turystami. Od tego czasu budynek jest jednym z najlepiej strzeżonych w Egipcie – przez kordon żołnierzy, podwójną linię zasieków i szereg elektronicznych bramek.
Piramidy
Wszyscy słyszeli o 3 piramidach z Gizy: Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Piramid jest dużo więcej – ponad sto. Część w Sudanie (Meroe, Napata), gros zaś w Egipcie. W okolicach Kairu znajdują się w: Liszt, Dahszur, Sakkarze, Gizie, Abu Sir, Abu Roasz. Polecamy Gizę, Sakkarę i Dahszur.Wszystkie piramidy zostały zbudowane z myślą o pochowaniu w nich faraonów egipskich. Każda stanowi część większego kompleksu grobowego, na który składają się piramida, świątynia grobowa górna (przy piramidzie), świątynia grobowa dolna (przy granicy wylewów Nilu), piramidy satelitarne (żony, córki, synowie faraona), święta droga i szereg budowli zależnych od inwencji każdego z budowniczych.
Giza jest dzielnicą Kairu. Niegdyś była cmentarzem dla faraonów IV dynastii. Z centrum najłatwiej dostać się taksówką (ok. 20 funtów). Za kolejne 20 funtów można z bliska obejrzeć trzy wielkie piramidy, szereg piramid satelitarnych, świeżo odnowionego Sfinksa, ruiny świątyń grobowych i cmentarzyska – wszystko sprzed 4,5 tysiąca lat. Można również wejść do wnętrza piramid, ale nie należy spodziewać się czegoś nadzwyczajnego. Wewnątrz czekają puste ściany (piramidy zostały doszczętnie ograbione w przeszłości) i niesamowity ukrop – wilgotność jest niemal stuprocentowa. Upał na zewnątrz również bywa nieznośny. Chwilę można odsapnąć w świetnie klimatyzowanym, niedużym budynku, w którym wystawiono słoneczną barkę faraona Cheopsa. Przyjemność ta kosztuje kolejne 20 funtów. Cały spory teren można również objechać na wynajętym wielbłądzie (wliczone w cenę biletu), ale należy uważać na kleszcze. Każdego dnia późnym wieczorem odbywa się widowisko „Światło i dźwięk”. Kosztuje sporo (30 funtów), ale jest niezwykle efektowne. Warto obejrzeć.
Sakkara (wstęp 20 funtów) leży na południe od Gizy. Jest zdecydowanie większą od niej nekropolią, ale nie ma tam równie efektownych budowli. Za to tam właśnie znajduje się najstarsza piramida świata, tzw. „Schodkowa”. Zbudował ją 4,7 tysiąca lat temu legendarny inżynier Imhotep dla faraona Dżesera. Grobu tegoż Imhotepa poszukują aktualnie w okolicy piramidy polscy archeologowie i jeśli powiedzie im się to, będzie to znalezisko na światową skalę. Wokół piramidy Dżesera jest szereg innych, mniejszych i częściowo zrujnowanych. W piramidzie Unisa znajdują się teksty piramid – wyryte na ścianach magiczne modlitwy, które miały pomóc zmarłemu faraonowi w zaświatach. W piramidzie Teti ocalał całkiem efektowny granitowy grobowiec. Sakkara była metropolią stolicy Egiptu – Memfis. Ruiny (wstęp 14 funtów) tegoż znajdują się w położonej obok wiosce Mit Rahina. Bo wielkim niegdyś mieście niewiele pozostało: jeden nieduży Sfinks i kolosalny (jak wszystkie posągi tego władcy) posąg Ramzesa II.

Dahszur (wstęp 14 funtów, 40 minut jazdy z Kairu) upodobał sobie ojciec Cheopsa – Snofru. Nie wiedzieć czemu zbudował dla siebie aż dwie piramidy (i jeszcze trzecią w Medum – bardziej na południu) i w dodatku w żadnej z nich nie złożono jego mumii. Jedna z nich ma charakterystyczny łamany kształt. Druga jest pierwszą w dziejach piramidą klasyczną. Obok tych dwóch na horyzoncie widać jeszcze ruiny o księżycowych kształtach. To wykonane z cegły mułowej i niszczejące w zastraszającym tempie piramidy faraonów 12 dynastii: Amenofisa II i III oraz Sezostrisa III. Starsze piramidy z kamienia zachowane są doskonale, młodsze z mułu już niedługo będą kupami piachu niewiele różniącymi się od pustynnego otoczenia. Dahszur jest znacznie rzadziej odwiedzane przez turystów niż Giza i Sakkkara. A warto tam zajechać. Piramidy Snofru są bardzo efektowne a pobytowi dodaje smaczku fakt, że znajdują się na terenie wojskowym. Strzegący ich żołnierze sami wciskają kałasznikowy do rąk turystów, byle tylko otrzymać jakiś bakszysz.
Dzielnica koptyjska
Unikalną chrześcijańską enklawą w mieście jest dzielnica koptyjska. Kościół koptyjski jest zdecydowanie największym spośród wszystkich chrześcijańskich w Egipcie. Wywodzi się od apostoła Marka. Dzielnica leży na południu Kairu, w najstarszej części miasta, na ruinach potężnej rzymskiej twierdzy – Babilonu i arabskiego obozu Al.-Fustat. Najłatwiej dojechać do niej jedyną linią metra – leży tuż obok stacji Mari Girgis. Najsłynniejszą budowlą jest kościół Najświętszej Marii Panny, tzw. „zawieszony”. Zbudowano go niezwykle oryginalnie – na wysokości 1.piętra nad szeroką fosą, widoczną przez szpary w podłodze – stąd właśnie jego nazwa. Na zewnątrz może nie jest nazbyt oryginalny (fasada pochodzi z XVIII wieku), ale na wyposażenie składają się sprzęty nierzadko z IV wieku. Jest główną świątynią Koptów. W niej odprawiają nabożeństwa papieże tego kościoła. Podobizny papieży zdobią ściany przedsionka – są wszyscy aż do aktualnego Szenudy.Ciekawymi kościołami są również: kościół św.Barbary (liczący 1000 lat, wstęp wolny) i kościół Abu Sarga (również 1000 lat i również wstęp wolny). W tym drugim znajduje się krypta, w której podobno Święta Rodzina spędziła miesiąc w czasie ucieczki do Egiptu. Krypta jest aktualnie zalana i zwiedzać jej nie można.
Nawet w chrześcijańskiej dzielnicy nie może zabraknąć meczetu. Jest nim najstarszy w Kairze (z 641 roku): Amr ibn al. As (wstęp 6 funtów). Ufundował go jeden z wodzów Mahometa, zdobywca Egiptu nazywający się dokładnie tak jak meczet. Muzułmańska legenda głosi, że kolumny przy mihrabie (wnęka w ścianie skierowanej na Mekkę; w jej kierunku modlą się muzułmanie) przyfrunęły aż z Medyny. Gruntownie odnowiony może z powodzeniem rywalizować z Al. Azhar czy meczetem Muhammada Alego o miano najpiękniejszego w mieście i w Egipcie.

Miasto Umarłych
To miejsce niezwykle ciekawe, omijane z daleka przez turystów. Stary cmentarz, leżący niedaleko Cytadeli Saladyna, zamieszkały przez parę milionów ubogich muzułmanów. Jak można tam mieszkać? Zwykle każda rodzina ogradza murem niewielki kwartał z kilkoma grobami, czasem doprowadza prąd. Nagrobki służą za stoły i łóżka. Utrzymują się z przygodnych prac, żebraniny, sortowania śmieci. Wśród grobów wybudowano drogi, kursują autobusy, funkcjonują szkoły. Obcokrajowcy niemal tam nie zaglądają, gdyż Miasto Umarłych uchodzi za niezwykle niebezpieczne miejsce. Rzeczywiście – tubylcy są nieufni, spoglądają spode łba, wzbraniają wstępu do meczetów. Za dnia jest względnie bezpiecznie i można na własne oczy ujrzeć najbardziej niedostępne z kairskich osobliwości. Nie należy jednak zapuszczać się zbyt daleko.Kair – noclegi
W trakcie pobytów w Kairze przetestowaliśmy 4 hotele – wszystkie położone w centrum. Oto krótka charakterystyka. Crown Hotel – Sh. Eman el Din 9 ; pokoje 1-2-3-4 osobowe z wiatrakami (nie wszystkie!); 15 funtów ze śniadaniem; bardzo przyjazny właściciel, mniej przyjazne wnętrze pamiętające jeszcze czasy brytyjskich kolonizatorówHotel Select – Sh. dly 19 (8 piętro); 20 funtów ze śniadaniem; prowadzony przez przyjemnych Palestyńczyków; pokoje 2-3-4 i wieloosobowe z wiatrakami;
Bluebird Hotel – Sh. Talaat Harb 42 (6 piętro); 15-17 funtów ze śniadaniem; pokoje 2-3-4 osobowe z wiatrakami; właściciele bardzo mili; na stałe mieszka w nim parę pań lekkich obyczajów; nie pracują na miejscu;
Hotel Des Rose – Talaat Harb 33 (4 piętro); 12 funtów ze śniadaniem; pokoje 2-3-4 osobowe z wiatrakami, dosyć obskurne; szalony recepcjonista, który udowadniał nam, że 7 widelcami i 4 nożami (wszystkie, w które jest wyposażona miejscowa kuchnia) uda nam się spożyć jajecznicę w 10 osób; obsługa nieustannie ogląda mecze piłkarskie w TV;
Przy wyborze hotelu obok ceny, czystości i jego wyposażenia, należy brać pod uwagą piętro, na którym się znajdują. Wyłączenia prądu i psucie się wind jest na porządku dziennym.
Przejazd z Kairu do Luksoru
Z Kairu do Luksoru (700 km na południe wzdłuż Nilu) można dostać się koleją doliną Nilu, lub samochodem/autobusem jadąc wzdłuż brzegu Morza Czerwonego. Przejazd koleją zajmuje całą noc. Bilet na niego należy zakupić przynajmniej kilka dni wcześniej – to towar deficytowy. Jazda samochodem zajmuje ok. 12 godzin. Droga prowadzi przez Suez, Hurghadę, Safagę i Qenę. Trasę Safaga-Luksor można przejeżdżać wyłącznie pod policyjnym konwojem. Z Safagi konwoje wyruszają dwa razy dziennie (po południu o 17.00).Trasa drogowa wzdłuż Nilu jest szalenie uciążliwa ze względu na konwoje i zamachy fundamentalistów muzułmańskich (okolice Minii, Asjut).
Luksor
Luksor jest niewielkim miasteczkiem. Liczy ok. 40 tysięcy mieszkańców. W starożytności znany był jako „stubramne Teby”; przez ponad tysiąc lat stolica Egiptu. Wielkie miasto zburzyli Asyryjczycy pod wodzą króla Assurbanipala w 672 r.p.n.e., ale pamiątki dawnej chwały pozostały. W samym Luksorze jest piękna świątynia Amona-Re i świetne muzeum archeologiczne. W pobliskim (1 km) Karnaku zachował się gigantyczny kompleks świątynny poświęcony bogom: Amonowi-Re, Mut i Montu, a na zachodnim brzegu Nilu – Państwo Umarłych.Świątynia Amona-Re w Luksorze (wstęp 20 funtów, czynna 6-22) jest ładnym, niezbyt dużym, doskonale zachowanym sanktuarium. Bardzo ładnie położona – wtopiona niemal w bulwar nad Nilem, okolona palmami rzucającymi przyjemny cień. Szczególnie efektownie wygląda nocą po uruchomieniu baterii oświetlających reflektorów. Budowali ją: wielki zdobywca – Totmes III (XV w.p.n.e.), wielki prawodawca i gospodarz – Amenhotep III (XIV w.p.n.e.), a trzy grosze w postaci swoich sporych granitowych posągów dorzucił znany gigantoman – Ramzes II. Świątynia była niegdyś niemal całkowicie zasypana przez piasek. W tym czasie muzułmanie zbudowali na jej terenie meczet. Piasek usunięto i meczet jest teraz efektownie zawieszony nad głowami zwiedzających turystów mniej więcej na wysokości 2 piętra.

Muzeum archeologiczne w Luksorze (wstęp 30 funtów, czynne do 22) to zaprzeczenie swego kairskiego odpowiednika. Jest w nim wystawionych niewiele eksponatów, ale za to w bardzo uporządkowanej formie – i są to same arcydzieła. Dobitnie świadczą o tym ceny. Nagrywanie video kosztuje 100 funtów, a godzina profesjonalnego filmowania – 45 000 funtów (ok. 55 000 złotych!). Jest m.in. posąg faraona Totmesa III odkopany przez naszych archeologów w Deir el Bahari, Najcenniejszymi zabytkami są rzeźby znalezione w tzw. „skrytce” na terenie świątyni w Karnaku i przedstawiające władców XVIII dynastii (to ci, noszący imiona: Amenhotep i Totmes plus królowa Hatszepsut i faraon Horemheb). Całość zwiedza się przyjemnie przy klimatyzacji działającej tak sprawnie, że robi się wręcz zimno – choć wewnątrz termometry wskazują 29-30 stopni ciepła.
Kompleks świątynny bogów: Amona-Re, Mut i Montu w Karnaku (wstęp 20 funtów, czynny 6–19) jest bez wątpienia największym egipskim starożytnym rumowiskiem i jedną z największych świątyń zbudowanych kiedykolwiek w dziejach świata. Amon był niegdyś najpotężniejszym bóstwem egipskim, a jego arcykapłani z Karnaku nierzadko sięgali po korony królewskie. Akcja „Faraona” Prusa rozgrywa się właśnie częściowo na terenie tej świątyni (np. scena zaćmienia słońca) – w filmie Jerzego Kawalerowicza zastąpionej przez którąś z mniejszych. Kompleks jest wprost gigantyczny. Obszarem jest większy od państwa Watykan, a sama świątynia Amona-Re niewiele ustępuje temuż państwu. Całość budowano ponad 2 tysiące lat. Budowę rozpoczęto około 1960 r.p.n.e., a zakończyli ją dopiero rzymscy cesarze. Podziw wzbudza 10 ogromnych pylonów, a szczególnie Wielka Hala Hypostylowa ze swymi 134 kolumnami, każdą ważącą paręset ton. Owe 134 kolumny stawiano ni mniej, ni więcej tylko prawie 200 lat! Wszystkie zachowały się w doskonałym stanie do dzisiaj, choć próbowali je zmóc wielcy zdobywcy (Asyryjczycy króla Assurbanipala) i mali wandale (patrz inskrypcja na jednej z kolumn: Wróblewski 1880). Całość rumowiska można ogarnąć, z któregoś z pylonów lub dachu hali hypostylowej. Wejście na nie jest oczywiście zabronione – do czasu uiszczenia tradycyjnego 5-funtowego datku. Wtedy można wybrać sobie odpowiedni. Polecam aktualnie odnawiany 9 pylon Horemheba (wygodne drabiny). Oszczędni muszą poczekać do południowej modlitwy, kiedy wszyscy strażnicy opuszczają swoje stanowiska. Na zwiedzenie całości należy poświęcić ponad pół dnia, co wiąże się z nieuchronną koniecznością przypiekania żarem lejącym się z nieba (zanotowaliśmy 52 stopnie Celsjusza w cieniu).
W ruinach w Karnaku można obejrzeć widowisko Światło i dźwięk. Szkoda 30 funtów – nuda.
Zachodni Brzeg Nilu był niegdyś państwem w państwie. Egipcjanie przywiązywali olbrzymią wagę do życia pozagrobowego. Dlatego na zachodnim brzegu urządzili wielką nekropolię składającą się z grobów, świątyń grobowych i wiosek, w których mieszkali pracownicy tego całkowicie zamkniętego, niegdyś zupełnie odciętego od świata terytorium. Cały teren obejmuje aktualnie kilkanaście rejonów archeologicznych. Bilety do każdego z nich kupuje się w jednym kiosku niedaleko przystani promowej, tuż za Śpiewającymi Kolosami Memnona.
Na zachodni brzeg Nilu można dostać się samochodami via most leżący około 20 km na południe od Luksoru lub promami bezpośrednio z Luksoru. Nekropolia jest bardzo rozległa. Poruszać się po niej można samochodami lub wynajętymi w Luksorze rowerami (ok. 2 USD za dzień). Tej drugiej opcji nie polecamy latem – od upału można dostać migotania przedsionków. Wszystkich turystów witają dwa wielkie posągi stojące w szczerym polu. To Śpiewające Kolosy Memnona – wszystko co pozostało po wielkiej świątyni grobowej faraona Amenhotepa III. Posągi słynęły niegdyś dzięki specyficznemu gwizdowi, które wydawały każdego ranka, gdy znad Nilu zrywał się lekki wietrzyk. Zachwycony tym „śpiewem” rzymski cesarz Hadrian polecił je odnowić. Rzetelni robotnicy pozatykali w nich wszystkie pęknięcia i odtąd posągi już nigdy się nie odezwały.
Tuż za nimi otwiera się kraina umarłych.... Dolina Królów (bilet 20 funtów uprawnia do obejrzenia 3 grobów faraonów; jeśli chce się zobaczyć więcej należy zapłacić wielokrotność 20 funtów) to wąwóz wciśnięty we wzgórze Al. Qurn. W ścianach wąwozu wykutych jest ponad 60 grobów, w których pochowane były przede wszystkim mumie faraonów. Groby są bardzo charakterystyczne. To już nie piramidy, tylko wykute w skale, nierzadko parusetmetrowe, korytarze. Na ich końcu, w granitowych sarkofagach na wieki miały spoczywać doczesne szczątki królów. Los, a raczej grabieżcy, sprawili, że w całości dotrwał jedynie nieduży grób kiepskiego władcy Tutenchamona. Znaleziona w nim wielka ilość złota i drogocennych przedmiotów, może jedynie sugerować jak wielkie bogactwa były ukryte w grobach Ramzesa II czy Totmesa III. Teraz można jedynie zachwycać się pięknem zachowanych reliefów.
Polecamy groby: Ramzesa VI, Setiego I, Horemheba, Ramzesa III. Naukowcy przypuszczają, że na terenie doliny nie wszystkie istniejące groby zostały odnalezione. Dotarcie do któregokolwiek z następnych byłoby archeologicznym wydarzeniem stulecia.
Dolina Królowych(wstęp 12 funtów za zwiedzenie 3 grobów) jest odbiciem Doliny Królów w skali mikro. W skałach wykuto około 80 grobów, krótszych i skromniejszych – z jednym wyjątkiem. Owym wyjątkiem jest niedawno odnowiony grób Nefertari – małżonki Ramzesa II (wstęp 100 funtów za 10 minut oglądania!). Ogółem dostępnych jest kilkanaście grobów.
Dolina Możnych – groby egipskich wielmożów. Po obejrzeniu dwóch poprzednich z czystym sercem można sobie darować.
Deir el Bahari (wstęp 12 funtów) – wszyscy przyjeżdżają tu aby zobaczyć niemal w całości odnowioną świątynię faraona-kobiety, nieznośnej ciotki Totmesa III – Hatszepsut. To najlepiej zachowana świątynia na całym zachodnim brzegu Nilu. Odnawiają ją polscy konserwatorzy i archeologowie (mieszkają w domku po lewej stronie ruin). Na ścianach świątyni wyryte są reliefy przedstawiające słynne wyprawy do tajemniczej krainy Punt (Etiopia, Somalia, Zimbabwe?) Pod świątynią Hatszepsut fundamentaliści muzułmańscy dokonali w 1997 roku zamachu, w którym zginęło 87 turystów. Obok znajdują się resztki świątyni grobowej Mentuhotepa I – założyciela egipskiego Średniego Państwa. Na niej wzorowała się Hatszepsut budując swoją świątynię. Te ruiny są niedostępne.

Świątynie grobowe. Wzdłuż drogi prowadzącej od Śpiewających Kolosów Memnona do Doliny Królów znajdują pozostałości kilkunastu świątyń grobowych faraonów XVIII i XIX dynastii. Kilka z nich zachowało się w dobrym stanie, a świątynia Ramzesa III jest niemal nienaruszona. Polecam 3 z nich: Setiego I, Ramzesa II (tzw. Ramesseum) i Ramzesa III w Medinet Habu. Przede wszystkim właśnie Medinet Habu (wstęp 12 funtów) – w wielu miejscach zachowały się w niej nawet kolorowe ścienne malowidła. Z dachu świątyni (wejście teoretycznie zabronione, bakszysz 2 funty) rozciąga się doskonała panorama doliny Nilu. Ramesseum (wstęp 12 funtów) jak wszystko co jest związane z Ramzesem II jest gigantyczne. Tu już jednak władca ów przesadził. Świątynię postanowił upiększyć własnym posągiem ważącym ni mniej ni więcej tylko tysiąc ton. Statua nie wytrzymała własnej masy i rozpadła się. Gigantyczne szczątki można obejrzeć porozrzucane (o ile to odpowiednie określenie dla kawałków liczących po kilkadziesiąt ton) obok wejścia do sali hypostylowej. Na ścianach Ramesseum wyryte są sceny przedstawiające nierozstrzygniętą bitwę z Hetytami pod Kadesz (ulubiony motyw zadufanego faraona-chwalipięty przekonanego że bitwę ową wygrał). Na tronie posągu Ramzesa wyrył głęboko swoje nazwisko Giovanni Belzoni – jeden z najsłynniejszych XIX-wiecznych pseudo-archeologów-wandali.
Zachodni brzeg Nilu w okolicach Luksoru, jest prawdziwym zagłębiem pamiątkarskim. Na setki liczy się manufaktury wyrabiające ze skórek od pomarańczy i bananów obrazki, sprzedawane później jako papirusowe turystom. Jest też mnóstwo zakładzików kamieniarskich wyrabiających z alabastru całe armie Anubisów, Totów, Izyd i wszelkiej maści innych bóstw egipskich. Odwiedziny w którymkolwiek z nich są dobrą okazją zakupienia w miarę tanich pamiątek. Ceny, jak wszędzie w Egipcie, na starcie są astronomiczne, ale można je zredukować do kilku, najwyżej kilkunastu, procent ceny wywoławczej.
Luksor – noclegi
W Luksorze nocowaliśmy wyłącznie w Sphinx Hotel, Sh. Youssef Hassan. Nocleg z niezbyt obfitym śniadaniem kosztuje 12 funtów. Pokoje w miarę czyste z łazienkami i z wiatrakami, w łazienkach insekty.Droga z Luksoru do Asuanu
Z Luksoru do Asuanu można przejechać na trzy sposoby: przepłynąć statkiem po Nilu, koleją lub autobusem turystycznym w konwoju. Statki wycieczkowe płyną 3-4 dni zatrzymując się po drodze w miejscach godnych zwiedzenia. Konwoje autobusów turystycznych wyruszają dwa razy dziennie sprzed komendy policji w Luksorze. Konwoje zatrzymują się po drodze dwukrotnie: w Edfu na 45 minut dla zwiedzenia świątyni Horusa i w Kom Ombo na pół godziny w celu zobaczenia świątyni boga-krokodyla – Sobka.Trasę z Luksoru do Asuanu można również przebyć wynająwszy tradycyjną arabską łódkę – fellukę. Rejs trwa 3–4 dni. Proponowano nam taki rejs za 45 funtów od osoby (łódka + wyżywienie; cena u właściciela łódki, nie zaś naganiacza). Wynajęcie felluki jest dobrym uczynkiem wyświadczonym ich właścicielom. Z reguły nie posiadają oni nic więcej. Łódka jest ich jedynym źródłem utrzymania i jednocześnie domem.
Świątynia boga władcy Horusa w Edfu (wstęp 20 funtów) jest najlepiej zachowaną spośród wszystkich starożytnych sanktuariów w Egipcie. Może dlatego, że jest stosunkowo młoda – liczy zaledwie 2300 lat. Doskonale wyglądają mury, posągi sokołów (ptaków-symboli Horusa), „święte świętych” i łódź, w której wędrował w procesjach posąg bóstwa. Obok świątyni znajduje się doskonale zaopatrzony bazar z przystępnymi cenami. W Edfu jest niebezpiecznie. Świątyni strzegą pododdziały komandosów. Generalnie – im bliżej Sudanu, tym bardziej należy uważać.
Świątynia Świątynia boga Sobka w Kom Ombo (10 funtów) jest w dużym stopniu zniszczona. Najlepiej wygląda sala hypostylowa i mała komórka na zapleczu, w której eksponowane są 3 małe mumie krokodyli. Po ruinach posuwaliśmy się skokami – od cienia do cienia. Latem, na południe od Luksoru, temperatura staje się nie do zniesienia.
Asuan
Ze względu na nieprawdopodobny upał zamieszkaliśmy w klimatyzowanym hotelu. Innego nie polecam. Był to Memnon Hotel, Nile Street (wejście od tyłu, pokoje 2-osobowe po 20 funtów od osoby z potężnym śniadaniem). Do zobaczenia w Asuanie: wyspa File, obelisk królowej Hatszepsut, Wielka Tama, Muzeum Nubijskie, świątynia Mandulisa w Kalabiszy.Wyspa File (wstęp 20 funtów) jest najbardziej znanym egipskim miejscem kultu Izydy, zamkniętym w VI w.n.e. przez bizantyjskiego cesarza Justyniana Wielkiego. Tutaj miały być złożone szczątki Ozyrysa. Wyspa leży między Starą i Nową Tamą. File to właściwie wyspa Algiki. Przy budowie tamy wszystkie zabytki z właściwej File /która została definitywnie zalana/ przeniesiono na Algiki. Wraz z zabytkami zmieniła się też nazwa wysp. Zabytki zachowały się w bardzo dobrym stanie, choć niegdyś corocznie były zalewane przez Nil. Na File dopływa się łódką (ok. 2 funty od osoby), tam i z powrotem plus ok. 40 minut oczekiwania łodzi). Tutaj sporządzono ostatni napis w hieroglificznym języku egipskim (jakieś 1600 lat temu).

Tamy są właściwie dwie. Pierwszą – starą zbudowali Anglicy na początku wieku. Przez nią przejeżdża się w drodze do Abu Simbel. Drugą, położoną kilka kilometrów w górę biegu rzeki, zbudowano na przełomie lat 50/60. (wstęp 5 funtów). To wielka industria, duma socjalistycznego dyktatora Nasera – i zarazem jedna z największych pomyłek w jego dziele uprzemysłowienia południa kraju. Moc elektrowni tamy, która miała pobudzić rozwój tego ubogiego regionu, jest wykorzystywana zaledwie w jednej trzeciej. Z turystycznego punktu widzenia imponująca jest różnica poziomów wody z obu stron tamy. Czasem wynosi ponad 40 metrów. Z jednej strony jest olbrzymie jezioro, a z drugiej płynie relatywnie nieduży strumyczek. Obok tamy znajduje się przystań, z której pływają łodzie na wyspę, na której znajduje się świątynia nubijskiego boga Mandulisa (wynajęcie całej łodzi 50-60 funtów). Świątynia jest nieduża, więc jeśli ma się już za sobą kilkanaście różnych można ją sobie darować (wszystkie egipskie świątynie są budowane według tego samego schematu i są do siebie podobne). Ci, którzy popłyną, odbędą podróż na wyspę w asyście łodzi flotylli rzecznej marynarki Egiptu, której -jak zwykle – życzliwa załoga za mały bakszysz pozwoli fotografować się z kałasznikowami w ręku.
Wielki obelisk królowej Hatszepsut leży w dawnych asuańskich kamieniołomach. Z tych kamieniołomów ekspediowano kamienne bloki do budowy piramid i świątyni w Karnaku. Hatszepsut postanowiła postawić gdzieś w Luksorze największy obelisk w dziejach Egiptu – ważący ponad tysiąc ton. W trakcie wykuwania ów pękł jednak na dwie części i zamysł porzucono. Gigant leży porzucony w rumowisku skalnym.
Asuan jest zwyczajową bazą do odwiedzin w świątyniach: Ramzesa II i Nefertari w Abu Simbel. Po piramidach są to chyba najsłynniejsze egipskie atrakcje. Aby dostać się do nich należy przejechać/polecieć 300 km na południe. Przelot w obie strony plus dwugodzinne zwiedzanie kosztuje ok. 100 USD. Taką eskapadę zaaranżują w każdym hotelu. Przejazd kosztuje oczywiście mniej, aczkolwiek cena jest mi nieznana. Wyprawa lądem odbywa się codziennie według tego samego schematu. O godzinie 3.30 (!) wyrusza z Asuanu konwój. Na miejscu jest ok. 8.00. Na zwiedzanie świątyń jest 2 godziny czasu (w zupełności wystarcza, wstęp ok. 34 funty). Powrót znowu w konwoju o 10.00. Maruderzy muszą zostać do następnego dnia. Cztery wielkie posągi Ramzesa strzegące wejścia do ważniejszej ze świątyń są powszechnie znane na świecie. Pierwsze zetknięcie z zabytkami jest jednak zupełnie nieoczekiwane. Autobusy zatrzymują się na parkingu obok dwóch gigantycznych gór cementu. Przed zbudowaniem tamy w Asuanie świątynie zostały wycięte ze skalnych ścian i wmontowane w olbrzymie betonowe czapy. Chętni mogą wejść do wnętrza wzgórz i ujrzeć stalowe konstrukcje trzymające całość w kupie. Tłok wewnątrz jest okropny.
Droga z Asuanu do Abu Simbel jest często zamykana (topiący się asfalt i fundamentaliści). Dlatego przed planowaniem wydatków należy koniecznie zorientować się jaki jest aktualny stan. W 2001 roku otworzono ją 26 lutego po trzyletniej przerwie. W czasie podróży należy koniecznie mieć przy sobie paszport. Po drodze napotyka się spore stada sudańskich wielbłądów pędzonych na cotygodniowy targ w Daraw.
Hurghada
Droga z Asuanu do Hurghady zajmuje cały dzień (w dwóch konwojach; pierwszy startuje o 7.00 z Asuanu, drugi tuż po południu z Luksoru.Hurghada jest rozwlekłym na kilkanaście kilometrów wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego blokowiskiem. Tylko beton, piach i morze. Skrawki zieleni można dojrzeć jedynie wokół co bardziej ekskluzywnych hoteli. Co tu dużo mówić – samo miasto za dnia jest brzydkie. Po zmierzchu jego brzydota zakryta jest morzem różnokolorowych świateł. Przyjeżdża się tu dla: plaży i rafy koralowej. Większość czarterowych samolotów z Polski do Egiptu lata właśnie tutaj. Nad plażą nie będę się rozwodził – wszędzie są takie same (choć zaskoczył mnie widok toplesu, niespotykany w krajach arabskich). Rafa zaś jest wspaniała – kolorowa, z mnóstwem ryb, woda jest niemal krystalicznie czysta. Każdego ranka wyrusza cała flotylla łodzi z amatorami nurkowania. Standardowa 8-godzinna wycieczka kosztuje 50 funtów (z wyżywieniem). Wypożyczenie sprzętu to koszt dodatkowy. Można uczyć się nurkowania w jednej z wielu szkół. Co roku korzystaliśmy z uprzejmości Hassana Fuada el Tayeba (jedyny dom przy El Tayeb Street), heltayeb@ hotmail.com, tel. (012/3132156) – bardzo sympatyczny człowiek. Przyleciał kiedyś odwiedzić nas w Krakowie.
Nocowaliśmy w szkole Hassana – 20 funtów od osoby.
Klasztor Świętej Katarzyny i Góra Mojżesza (2285 m n.p.m)
Z Hurghady do miejscowości St Catherine na Synaju można dostać się via Port Suez lub via Sharm el. Sheikh. Pierwsza droga to 1000 km jazdy wokół Zatoki Sueskiej (Kanał Sueski przepływa się promem lub przejeżdża tunelem pod jego dnem, na wjazd na Synaj potrzebne jest pozwolenie). Do Sharm el. Sheikh płynie się promem (3 razy w tygodniu, 100 funtów) a stamtąd do St Catherine jeżdżą zbiorowe taksówki.W St Catherine znajduje się klasztor pod wezwaniem świętej Katarzyny. Jest bardzo stary – liczy sobie bez mała 1700 lat. Gospodarzą w nim mnisi greckiego kościoła ortodoksyjnego. Zbudowano go w miejscu, w którym Mojżesz ujrzał krzak gorejący. Większość klasztoru nie jest dostępna. Można jedynie zobaczyć miejsce, w którym pokazał się Krzew Gorejący (rośnie na nim krzak, który podobno jest szczepem tego, który widział Mojżesz) i stary kościół. W kościele najciekawsze są ikony. Jest ich kilkadziesiąt – maleńka część najsłynniejszej na świecie kolekcji liczącej 6000 sztuk. Niestety – te najciekawsze są skrzętnie przez mnichów ukrywane przed wzrokiem wścibskich turystów. Żal – podobno są wśród nich takie, które namalował św. Mateusz. Bardzo bogata jest także biblioteka zawierająca m.in. list żelazny wystawiony dla klasztoru przez Mahometa. Jest to zapewne falsyfikat – za życia Mahometa jego wojska niemal nie wyściubiały nosa z Półwyspu Arabskiego.
Od klasztoru prowadzi ścieżka na szczyt Góry Mojżesza. Tam właśnie modlił się Mojżesz. Na sam szczyt prowadzi wygodna ścieżka zakończona schodami liczącymi podobno 3 tysiące stopni. Turyści i pielgrzymi zawsze wchodzą nocą (za dnia upał jest nie do wytrzymania). Wejście zajmuje ok. 3-4 godzin. Mniej wytrzymałym miejscowi Arabowie za opłatą paru dziesięciu funtów proponują wjazd na grzbiecie wielbłąda. Rozgwieżdżone niebo nocą i wschód słońca są przepiękne. Nie można jednak kontemplować ich w ciszy i spokoju. Prawie każdej nocy na szczycie śpi kilkaset osób – czasem wręcz brakuje miejsca. Rano należy czym prędzej zejść, nim upał stanie się zbyt duży.
St Catherine jest maleńką miejscowością, składającą się niemal wyłącznie z hoteli. Jest ich kilkanaście. Zawsze spaliśmy na górze. Najtańszy nocleg jest w schronisku – ciągu czerwonych domków, na prawo pod górę od jedynego ronda w St Catherine. Nocleg w 10-osobowych pokojach za 8 funtów; wynajęcie pokoju na zostawienie bagaży – 2 funty od osoby; obiad w miejscowej jadłodajni – 8 funtów.
Informacje dodatkowe
Wyżywienie – za obiad w restauracji płaci się ok. 10-17 funtów. W Kairze trochę więcej. Gdy brakuje pieniędzy zawsze można zjeść koszary za 2-3 funty.Szczepienia – nie są wymagane.
Alkohol – bez ograniczeń można nabywać miejscowe wina i piwo Stella. Alkohole zagraniczne kupuje się w specjalnych sklepach dla turystów za okazaniem paszportu. Procedura kupna zajmuje ok. pół godziny, a na pamiątkę dostaje się stertę dokumentów i parę pieczątek w paszporcie. W ciągu jednego pobytu w Egipcie można kupić maksymalnie 3 butelki alkoholu wysokoprocentowego. Ponieważ alkohol zagraniczny dla autochtonów jest niedostępny, kwitnie czarny rynek. Na turystów polują egipskie koniki. Mają przygotowaną wersję np. o ślubie siostry, na który muszą kupić alkohol. Za pomoc w jego zakupieniu (czytaj udostępnienie paszportu) oferują gift. Trudno powiedzieć, co kryje się za tym enigmatycznym oświadczeniem. Stała stawka za udostępnienie paszportu wynosi ok. 30 funtów. Absolutnie nie należy oddawać go konikom do rąk!!!
(Kurs funta egipskiego: 1 USD=3,87 funta (maj 2001))
Artur Urbański



















































