REKLAMA
TYLKO U NAS

Czeka nas ostre hamowanie amerykańskiej gospodarki?

Krzysztof Kolany2021-10-06 22:19główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-10-06 22:19

Trzeci kwartał miał przynieść drastyczne wyhamowanie wzrostu produktu krajowego brutto w największej gospodarce świata – wynika z modelu prognostycznego oddziału Rezerwy Federalnej w Atlancie.

Czeka nas ostre hamowanie amerykańskiej gospodarki?
Czeka nas ostre hamowanie amerykańskiej gospodarki?
fot. MJgraphics / / Shutterstock

Choć trzeci kwartał A.D. 2021 zakończył się prawie tydzień temu, to wciąż ostatnimi danymi o PKB Stanów Zjednoczonych, jakimi dysponujemy, są statystyki za kwartał drugi. Według finalnych danych w II kw. największa gospodarka świata rosła w annualizowanym tempie 6,7%. Był to trzeci najlepszy wynik w XXI wieku, ustępujący jedynie rezultatowi z II kw. 2003 r. oraz absolutnie rekordowemu wystrzałowi o 33,1% odnotowanemu w III kwartale 2020 roku.

Jednakże najnowsze dane sugerują, że to już koniec tego postcovidowego boomu i że zaczynamy wracać do nieco bardziej „normalnych” odczytów makroekonomicznych. A to formalnie oznacza, że weszliśmy w okres spowolnienia wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, przynajmniej ze statystycznego punktu widzenia jest to spowolnienie dość gwałtowne.

Według modelu prognostycznego Fedu z Atlanty annualizowany wzrost PKB w III kwartale wyniósł zaledwie 1,3%. To wynik na podstawie danych, które napłynęły do 5 października. Ekonomiści z amerykańskiego stanu Georgia szacują dynamikę PKB na podstawie spływających na bieżąco oficjalnych danych makroekonomicznych. Jest to więc tzw. nowcasting, a nie czysto ekonometryczny model bazujący na uprzednio przyjętych założeniach.

Ewolucja prognoz annualizowanej dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych za III kw. 2021 r. (Fed z Atlanty). ()

Jeśli faktycznie annualizowana dynamika amerykańskiego PKB wyniesie zaledwie 1,3%, będzie to oznaczało silne spowolnienie względem poprzednich dwóch kwartałów, gdy przekraczała ona 6%. Co więcej, jeszcze pod koniec sierpnia model Fedu z Atlanty „wypluwał” z siebie wynik na poziomie ok. 6%. Istotne pogorszenie parametrów makroekonomicznych nastąpiło zatem dopiero we wrześniu i październiku. Pierwszy, wstępny szacunek PKB Stanów Zjednoczonych za III kwartał opublikowany zostanie 28 października, a więc dopiero za trzy tygodnie.

Nie taki diabeł straszny

Niekoniecznie musi to oznaczać, że amerykańska gospodarka nagle stanęła na krawędzi recesji. To byłby wniosek mocno przesadzony i raczej pozbawiony oparcia w rzeczywistości. Po pierwsze, dlatego że fedowski model nie zawsze trafnie przewiduje faktyczne dane publikowane później przez rządowe Biuro Analiz Ekonomicznych. Po drugie, swoje trzy grosze dorzuca efekt wysokiej bazy połączony ze specyficznym sposobem raportowania danych PKB przez Amerykanów.

Dynamika PKB w Stanach Zjednoczonych podawana jest w ujęciu annualizowanym. Ujęcie to mówi o tym, w jakim tempie rozwijałaby się tamtejsza gospodarka, gdyby tempo wzrostu w kwartale, w którym dokonano pomiaru, utrzymało się na takim samym poziomie przez cały rok. Więcej na temat annualizowanego PKB przeczytać można w artykule „Czym jest annualizowany PKB? Tłumaczymy”.  

Punktem odniesienia dla wyników z III kwartału jest więc kwartał drugi, w którym to okresie konsumpcja gospodarstwa domowych była napędzana transferami socjalnymi o bezprecedensowej skali. W ramach tzw. pakietu Bidena prawie każdy obywatel USA otrzymał od rządu czek opiewający na 1400 dolarów. Do tego doszły hojne federalne zasiłki dla bezrobotnych oraz masa wszelkiej maści innego „socjału” i nadzwyczajnych wydatków publicznych. Wszystko to kosztowało podatników prawie dwa biliony dolarów, idące w poczet długu publicznego – czyli odroczonych zobowiązań podatkowych. Niemniej jednak przekładało się to na setki miliardów dolarów w portfelach Amerykanów, którzy w poprzednich miesiącach rzucili się w wir konsumpcji realizowanej na koszt Wuja Sama.

W sierpniu i (zwłaszcza) we wrześniu efekty tej gargantuicznej stymulacji fiskalnej uległy wyczerpaniu. Widać to choćby po statystykach sprzedaży detalicznej, która po wiosennym wystrzale w kolejnych miesiącach zaczęła wracać do przedcovidowego trendu. Podobnie było z dynamiką produkcji przemysłowej, która po silnym odreagowaniu w poprzednich kwartałach latem zaczęła spowalniać.

Covidowa terapia szokowa

Amerykańska i światowa gospodarka ma za sobą serię szoków, które zaburzyły normalny cykl koniunkturalny. Najpierw wiosną 2020 roku w chylącą się ku recesji gospodarkę uderzyły rządowe lockdowny, paraliżujące zarówno stronę popytową jak i podażową. Potem fiskalne i monetarne stymulanty doprowadziły do błyskawicznej regeneracji popytu, czemu jednak wciąż towarzyszyły istotne ograniczenia podaży. Stąd obecna szalejąca inflacja i niedobory surowców, półproduktów i siły roboczej.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna i wciąż nie wiadomo, czy centralnym planistom z Fedu i Departamentu Skarbu uda się gładko przeprowadzić gospodarkę z fazy boomu do samonapędzającego się ożywienia. Czy też sztucznie wykreowany boom konsumpcyjny roztrzaska się w inflacyjne drzazgi na skutek zderzenia z twardymi ograniczeniami po stronie produkcyjnej. Nie zapominajmy, że dobrobytu i prosperity nie da się „dodrukować” – finalnie ktoś musi dostarczyć te wszystkie potrzebne dobra.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (40)

dodaj komentarz
mikimysz
mierny to wzrost jeśli każdy pożyczony/wydrukowany dolar wpompowany w gospodarkę dał ledwie dwadzieścia parę centów dochodu
samsza
Ludzie, poczynając od polityków, nauczyli się, że nieracjonalne jest cokolwiek robić, wystarczy wyciągnąć rękę po kasę.
Dostarczanie dóbr czy usług ma coraz mniejsze znaczenie, dlatego decyduje się na to coraz mniej osób.
demeryt_69
Handełe, handełe ... krenczy szę!

itso_widmo_bieli
''nauczyli się, że'' - nauczono ich, że
loool
Jak to sie rozwinie nikt nie wie, ale jedno jest pewne na 101%, pieniedzy nie zabraknie, beda drukowac i psuc pieniadz na swiecie do konca bo widza ze to dziala. Na koncu przejscie do nowego systemu. Oszczedzanie w gotowce juz nigdy nie bedzie oplacalne.
po_co
Oszczędzanie w gotówce nie jest opłacalne od co najmniej 100 lat.
Każdego roku dług światowy rośnie, obecny system nie jest w stanie tego zatrzymać - nie ma takich narzędzi.

Aby powstrzymać inflację oraz rosnące zadłużenie trzeba by dzisiaj wstrzymać wszystkie dotacje oraz pomoc socjalną. Oznaczałoby to, że firmy mogły
Oszczędzanie w gotówce nie jest opłacalne od co najmniej 100 lat.
Każdego roku dług światowy rośnie, obecny system nie jest w stanie tego zatrzymać - nie ma takich narzędzi.

Aby powstrzymać inflację oraz rosnące zadłużenie trzeba by dzisiaj wstrzymać wszystkie dotacje oraz pomoc socjalną. Oznaczałoby to, że firmy mogły by operować wyłącznie na kapitale własnym, a ludzie pozbawieni pracy mieliby naprawdę mocno pod górkę.

To jest nie do zrealizowania. I skończyłoby się kilkoma latami (dekadami) totalnej stagnacji.
demeryt_69 odpowiada po_co
To fakt, tak było pod koniec XIX wieku - zero socjalu i 12-godzinne szychty 6 dni w tygodniu.

Nieco wcześniej fortuny zabijano na dostawach wojennych ---> familia Rotszyld.

po_co odpowiada demeryt_69
W czasach kiedy kredyt oznaczał zastawienie całego gospodarstwa gotówka miała sens.
W dniu dzisiejszym osoba o najniższych zarobkach potrafi wprowadzić do gospodarki równowartość 170 swoich pensji i to w krótkim czasie.
Oczywiście w okresie trwania kredytu ta kwota stopniowo będzie wyrównywana ale chwilowo można w taki sposób
W czasach kiedy kredyt oznaczał zastawienie całego gospodarstwa gotówka miała sens.
W dniu dzisiejszym osoba o najniższych zarobkach potrafi wprowadzić do gospodarki równowartość 170 swoich pensji i to w krótkim czasie.
Oczywiście w okresie trwania kredytu ta kwota stopniowo będzie wyrównywana ale chwilowo można w taki sposób zaburzyć rynek.

W ten sposób właśnie działa dzisiejszy system. "Oszczędzanie" w gotówce ma sens w krótkich okresach i to najlepiej przed górką koniunkturalną gdy czeka nas kilka lat wzrostów. Długoterminowo tak czy inaczej działa inflacja.
demeryt_69 odpowiada po_co
Posiadanie rozsądnej ilości gotówki przeznaczonej na konsumpcję ma sens - pozwala uniknąć zaciągania kredytu.

Na długą metę, nawet wielo-pokoleniową, tylko grunty i nieruchy!

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki