Podatkowe absurdy towarzyszyły ludziom już od wieków. Cesarz Wespazjan opodatkował wychodki, nakazując ich właścicielom płacić za zdobyty w ten sposób mocz, car Piotr Wielki nałożył opłaty na panów noszących brody, Wilhelm III Orański opodatkował okna, z kolei obecnie w stanie Utah, będącym centrum mormońskiej aktywności, wprowadzono podatek od nagości.
Zarówno w odległych czasach, jak i obecnie możemy odnaleźć wiele przykładów podatkowych absurdów. Na uwagę zasługują przykłady podatków, które o mały włos nie weszły w życie.

POLSKA
Podatek basenowy
To propozycja SLD. Posłowie proponują, aby podatek basenowy płacili prywatni właściciele nie tylko basenów, ale również kortów tenisowych i innych tego typu luksusów. Wysokość daniny ma zależeć od rynkowej wartości dóbr luksusowych znajdujących się przy nieruchomości. Podatek nie jest nowością, funkcjonuje już chociażby w Grecji (tam fiskus przy pomocy zdjęć lotniczych i satelitarnych sprawdza, kto musi płacić).
Podatek od coca-coli
Tym razem kreatywnością wykazali się działacze PO, a konkretnie senator Jak Rulewski. Zaproponował on, aby podatnicy płacili podatek w wysokości 30 groszy od zakupu każdego litra słodzonego napoju (danina nie obejmowałaby tylko wody mineralnej i 100-procentowych soków). Miało to skłonić rodziców do zastosowania zdrowej diety dla swoich dzieci.
Danina ta miałaby także funkcję ekologiczną. Zdaniem senatora PO, obecnie istnieje poważny problem z recyklingiem opakowań plastikowych, a jak zwiększy się cenę napoi słodzonych, które w większości są sprzedawane w plastikowych butelkach, to ludzie zastanowią się, czy warto je kupować. Najbardziej popularnym "napojem smakowym i sztucznie aromatyzowanym" jest coca-cola, dlatego też podatek ten nazwano podatkiem od coca–coli. Zdobyte w ten sposób pieniądze miałyby pójść na dofinasowanie leków dla najbiedniejszych emerytów. Wówczas mogliby oni nabywać leki za 10 proc. ich wartości.
Podatek bykowy
Jeszcze na początku lat 70. kawalerowie po 30. roku życia płacili dodatkowy podatek, tak zwane „bykowe”. Od paru lat politycy z różnych opcji wracają do pomysłu odświeżenia tej daniny, proponują jednak pewne modyfikacje. Chcą, aby zarówno bezdzietni kawalerowie, jak i bezdzietne panny płacili podatek, gdy ukończą 40. rok życia i nie będą posiadali potomstwa. Wszystko to po to, aby skłonić ludzi do zawierania małżeństw i posiadania dzieci. Politycy opowiadający się za wprowadzeniem tego podatku argumentują, że osoby mające dzieci ponoszą ogromne koszty ich wychowania. Podatek bykowy miałby uratować system emerytalny, który nie może sprawnie działać, gdy społeczeństwo wychowuje zbyt mało dzieci. Jednak, czy podatek bykowy skłoni ludzi do zawierania małżeństw i posiadania dzieci? To bardzo mało prawdopodobne. Taka danina musiałaby wg analityków wynosić 30–40 proc. dochodów podatnika.
ŚWIAT
Podatek od bycia mężczyzną
Na taki pomysł wpadła przywódczyni szwedzkiej Partii Lewicy - Gudrun Schuman. Zaproponowała, aby panowie płacili za to, że są mężczyznami. Zgromadzone w ten sposób pieniądze miały być przeznaczone na leczenie kobiet - ofiar przemocy domowej. Wprowadzenie tego podatku argumentowane było ciągłym wzrostem liczby przypadków przemocy domowej. W wyniku pobicia umiera w Szwecji od 20 do 40 kobiet rocznie.
Podatek od posiadania dzieci
Swego czasu w Polsce padały propozycje, aby opodatkować bezdzietne małżeństwa. Tymczasem w Australii poszli o krok dalej – lekarze proponują nałożyć dodatkową opłatę na tych, którzy posiadają potomstwo. Powód? Dodatkowa emisja dwutlenku węgla. Podatek obowiązywałby osoby, które posiadają więcej niż dwoje dzieci. Za każde dziecko ponad limit, małżeństwo płaciłoby karę w wysokości 5 tys. dolarów, a oprócz tego zwiększeniu uległoby opodatkowanie takich rodzin kwotą 800 dolarów za każde dziecko ponad limit. Pieniądze zostałyby przeznaczone na sadzenie nowych drzew.
Podatek od gigabajtów
A to już pomysł autorstwa Holendrów, którzy zaproponowali, aby opodatkować każdego gigabajta pojemności kwotą 3,28 euro. Zabieg ten miał być wymierzony przede wszystkich w użytkowników odtwarzaczy mp3 i iPodów. Uzyskane w ten sposób pieniądze miały zrekompensować artystom straty wynikające z nielegalnego kopiowania plików.
Także w Polsce organizacje walczące o interesy twórców chcą, aby taka danina została wprowadzona. Miałby on wynosić 43 grosze za każdy gigabajt na nośniki do 80 GB i 52 zł dla urządzeń pomiędzy 81 a 250 GB.
Podatek od e-maili i SMS-ów
Przeczytaj wszystkie teksty z cyklu: Absurdy podatkowe |
Francuski pomysłodawca chciał, żeby podatek od SMS-ów zastąpił wpłacane obecnie do unijnej kasy narodowe składki, których wielkość zależy od dobrobytu danego kraju. Ciekawe, jak autor pomysłu chciałby np. ściągnąć podatek do chociażby spamerów. Nic więc dziwnego, że autor wycofał się z tego pomysłu, gdy żadne państwo członkowskie nie wyraziło swojej aprobaty.
Podatek google – podatek internetowy
Także Francuzi zastanawiali się niedawno nad wprowadzeniem podatku internetowego, który miał wynosić 1 proc. wartości wszystkich reklam internetowych i obejmowałby wszystkie firmy, nie tylko te które są zarejestrowane we Francji. Wszystko po to, aby ukrócić dominację wyszukiwarki Google – giganta internetowego marketingu. O jego wprowadzenie walczy tamtejszy urząd antymonopolowy Authorite de la Concurrence.
Podatek ten miał być kolejną bronią w walce o ochronę praw autorskich. Wielkim zwolennikiem nałożenia daniny na wielkie portale i wyszukiwarki internetowe, takie jak Google, Yahoo czy MSN jest prezydent Sarkozy. Ostatecznie prawo pozwoliło na nałożenie dodatkowych zobowiązań tylko na firmy z siedzibą na terenie Francji.
Od czasu pierwszych oryginalnych pomysłów podatkowych minęło już kilkaset lat i niemal wszystko na świecie się zmieniło. Wszystko oprócz jednego… pazerności władzy.
Barbara Sielicka
Bankier.pl
b.sielicka@bankier.pl


























































