Prezydent USA Donald Trump i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski są blisko punktu, z którego nie ma powrotu – przestrzegł francuski dziennik „Les Echos”, komentując ataki Trumpa pod adresem swojego ukraińskiego odpowiednika.


„Wszystko wskazuje na to, że Ukraina będzie musiała nauczyć się, by nie traktować już Stanów Zjednoczonych jako sojusznika” – napisał „Les Echos”. Gazeta skomentowała środowe wypowiedzi Trumpa, który zaatakował Zełenskiego, nazywając go „dyktatorem” i oskarżając m.in. o rozpoczęcie wojny z Rosją.
„W stosunkach między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą jesteśmy blisko rozłamu, biorąc pod uwagę bardzo agresywne oświadczenia Trumpa i jego zespołu” – ocenił francuski dziennik., precyzując, że „w każdym razie nie jesteśmy już bardzo daleko od punktu, z którego nie ma powrotu”.
„Amerykański prezydent wyraźnie pokazał swoją bliskość z Moskwą, organizując dyskusje między rosyjskimi i amerykańskimi urzędnikami na temat zakończenia wojny na Ukrainie bez udziału Europejczyków i Kijowa” – napisał z kolei „Le Parisien”.
Według dziennika w ten sposób USA jeszcze bardziej osłabiają „i tak już kruchą pozycję (Ukrainy)”.
„Le Parisien” cytuje eksperta ds. polityki międzynarodowej Patricka Martina-Geniera, który uważa, że ataki Trumpa pod adresem Zełenskiego mogą być częścią strategii dyplomatycznej, a Waszyngton nie chce „zakłócać nowego początku z Władimirem Putinem”.
Dziennik „Le Monde” zauważył, że słowa Trumpa nie tylko zasiały niepewność wśród władz w Kijowie w przeddzień trzeciej rocznicy rosyjskiej inwazji na Ukrainę, ale też wywołały oburzenie w ukraińskim społeczeństwie.
„Ostatnie wydarzenia poważnie nadszarpnęły wizerunek administracji Trumpa wśród Ukraińców”; część z nich „liczyła na nieprzewidywalny charakter lokatora Białego Domu” – zauważył „Le Monde”. (PAP)
mrf/ akl/




























































