Dziś Apple opublikuje raport za IV kw. 2012 r. (I kw. księgowy 2013 r.). Do tej pory swoje wyniki pokazało 66 spółek wchodzących w skład indeksu S&P500. 62 proc. z nich pokazało zyski lepsze od oczekiwań, a 67 proc. miało wyższe od spodziewanych przychody. Ale oczekiwania analityków wobec Apple trudno nazwać optymistycznymi.
Fantastyczne wyniki, ale gorsze od prognoz...
18 miesięcy po przejęciu władzy przez Tima Cooka firma zmaga się z rosnącymi kosztami, konkurencją ze strony Samsunga i słabnącym wzrostem sprzedaży flagowego produktu - iPhone'a. Wszystko to kładzie się cieniem na oczekiwania względem wyników, które dziś ogłosi. Analitycy spodziewają się, że dochód netto spadnie o 2% - do 12,8 mld $. Liczba pozornie fantastyczna, ale zarazem byłby to pierwszy spadek zysków od 2003 r. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę wszystkie (za wyjątkiem jednego) kwartały od 2003 r., zysk każdorazowo rósł nieprzerwanie o przynajmniej 10%.
Zdaniem amerykańskich analityków sprzedaż w minionym kwartale rosła o 18%. Byłby to najsłabszy wzrost od 2009 r. Jeżeli odnosimy się do historii to jednak przyznać trzeba, że spółka jak żadna inna potrafiła zaskakiwać nie tylko pesymistów. W ciągu ostatnich 8 lat, tylko w ciągu 3 kwartałów nie udało jej się przebić prognoz ekspertów. Wszystko to jednak miało miejsce pod sterami Steve'a Jobsa i w czasach największego boomu konsumenckiego dla produktów Apple. Teraz jest inaczej.
500$! Kto da mniej?
Nawet miano najbardziej innowacyjnej firmy świata i miliony ślepo posłusznych fanów, którzy kupią każdy nowy produkt, nie są w stanie przełamać spadkowego trendu na akcjach Apple. Walory tracą już blisko 4 miesiące, a z 700-dolarowego szczytu wszech czasów zostało tylko 500$. Od rekordu dzieli nas 28% i, przynajmniej na razie, nie zanosi się na koniec promocji.
Porównajmy: podczas gdy producent kultowej elektroniki stracił już 21% podczas ostatnich 3 miesięcy, całe S&P500 zyskało 3,6%, bijąc przy okazji nowe rekordy obecnej hossy (swoją drogą, do rekordów hossy wszech czasów brakuje tylko 5%!). W tym czasie główni rywale, czyli Samsung i Google, zyskali solidarnie po 13% i 4%. Wyraźnie widać więc, że przecena producenta popularnych iPhone'ów nie jest koniunkturalnym odwrotem od spółek hi-tech, ani skutkiem słabszych nastrojów na Wall Street.
Nie brakuje jednak optymistów, którzy silny spadkowy trend Apple postrzegają jako okazję inwestycyjną. Na przykład analitycy UBS, ze względu na niesatysfakcjonującą średnią cenę sprzedaży telefonów, co prawda obniżyli cenę docelową do 650$, ale utrzymali rekomendację "kupuj". Nie inaczej przekonywał niedawno na antenie CNBC popularny trader Jon Najarian, który obstawia ruch w górę po odbiciu od 500$ wsparcia.
- Coś wisi w powietrzu, zobaczymy czy spółce uda się dowieźć jakieś pozytywne wyniki w tym kwartale. Nastroje nie mogą już być gorsze - pocieszał z kolei akcjonariuszy Peter Karazeris, analityk w Thrivent Financial for Lutherans, którego firma posiada prawie 650 tys. akcji Apple. W Polsce analitycy, mówiąc o zmaganiach Apple w okolicach 500$, są już w ocenie mniej optymistyczni. - Jeżeli bykom nie uda się obrona tego poziomu, możemy zobaczyć notowania znacznie niżej - mówi Marek Mikuć prezes zarządu Open Finance TFI.
Odgrzewane kotlety nie zadowolą inwestorów
"Wobec przyszłości największego technologicznego blue chipa narasta coraz więcej wątpliwości. Spory patentowe, konflikt z dostawcami podzespołów, roszady w ścisłym kierownictwie i brak wizji nowych produktów to odpowiedzi na zagadkę, dlaczego akcje Apple'a od września straciły już ponad 20 procent" - to fragment artykułu, który publikowaliśmy w grudniu. Obecnie Apple traci 28%, a wszystkie wątpliwości nadal pozostają aktualne.
To prawda, że nieznaczne odbicie i stabilizacja na niższych poziomach nie są wykluczone, ale praktycznie nie ma już mowy o powrocie do dynamicznego trendu wzrostowego, którym zachwycaliśmy się w ostatnich latach. Apple zaskakiwał wynikami, które każdorazowo wynikały z opróżnienia magazynów po premierze nowego urządzenia. Tymczasem od czasu odejścia Steve'a Jobsa 1,5 roku temu, firma niczego naprawdę nowego nie wyprodukowała!
iPhone 5 to odświeżona gabarytowo wersja 4 - twierdzą eksperci. Nawet jeżeli nie mają racji, sympatie konsumentów i tak zwracają się w stronę Samsunga, który z każdą kolejną odsłoną Galaxy zaskakuje kolejnymi rewelacjami. Ostatniego słowa nie powiedziała też Nokia, której pesymiści wróżyli przedwczesną śmierć, a tymczasem Lumia sprzedaje się świetnie. Przypomnijmy, wszystko to w kontekście faktu, że około połowa przychodów Apple opiera się na sprzedaży smartfonów.
Apple bez Steve'a Jobsa zawodzi
Czasy dynamicznego wzrostu Apple prawdopodobnie odchodzą do lamusa, co zresztą dokładnie odzwierciedlają bieżące nastroje inwestorów. Na zamknięciu wtorkowej sesji co prawda Apple nadal utrzymuje się nad powierzchnią, kończąc na poziomie 504,77$, to jednak nie udało jej się przełamać złych nastrojów większości inwestorów, którzy coraz chętniej obstawiają spadki na tych popularnych walorach.
Nawet lepsze od oczekiwań analityków wyniki nie spowodują, że Apple ponownie stanie się gwiazdą Wall Street. Firmie pod kierownictwem Tima Cooka brakuje konsekwencji, wizji przyszłości i przede wszystkim determinacji, aby utrzymywać kurs, który wywindował jej wartość najwyżej w historii globalnego rynku akcji.
Jarosław Ryba, Bankier.pl
j.ryba@bankier.pl



























































