Liczymy się ze skalą 50 tys. protestów przeciw wyborowi prezydenta; zamierzamy dotrzymać termin do 2 lipca na podjęcie uchwały ws. ważności wyboru - powiedział w piątek PAP rzecznik Sądu Najwyższego sędzia Aleksander Stępkowski. Dodał jednak, że termin ten jest "instrukcyjny".


Poniedziałek 16 czerwca był ostatnim dniem na składanie do SN protestów przeciwko wyborowi prezydenta. Te jednak nadal spływają, bowiem nadanie do 16 czerwca włącznie protestu za pośrednictwem Poczty Polskiej było równoznaczne z wniesieniem go do SN.
"Do czwartku myśleliśmy, że liczba protestów przekroczy nieco 40 tys., ale w piątek drogą pocztową przyszło kolejne 5 tys. i ponoć jeszcze mają wpłynąć kolejne. Liczymy się więc ze skalą 50 tys. protestów" - powiedział sędzia Stępkowski.
Po rozpoznaniu wszystkich protestów, na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW, Sąd Najwyższy w składzie całej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta RP. Uchwała w tej sprawie zapada w ciągu 30 dni od podania wyników wyboru do publicznej wiadomości. Oznacza to, że ostatnim dniem, do którego powinno zapaść to rozstrzygniecie jest 2 lipca br.
50 tys. protestów wyborczych. Sąd Najwyższy zajmie się nimi 27 czerwca
Za tydzień - 27 czerwca - Sąd Najwyższy wyznaczył dwa posiedzenia jawne poświęcone protestom wyborczym, w sprawach których SN wystąpił do sądów rejonowych o przeprowadzenie oględzin kart wyborczych z kilkunastu komisji obwodowych - poinformował w piątek PAP rzecznik SN Aleksander Stępkowski.
Sędzia Stępkowski powiedział, że nie ma na razie wyznaczonego terminu posiedzenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej w tej sprawie. "Zamierzamy jednak dotrzymać tego terminu do 2 lipca, choć przy skali 50 tys. protestów jest to ogromne przedsięwzięcie" - stwierdził.
Dodał zarazem, że wynikający z ustawy termin 2 lipca "jest to termin instrukcyjny". "Jeśli SN nie dotrzyma tego terminu ze względu na uwarunkowania faktyczne, to nie wywiera żadnych skutków prawnych" - wskazał sędzia Stępkowski.
61 proc. internautów chce ponownego przeliczenia głosów w wyborach prezydenckich
61 proc. komentujących w sieci temat ponownego przeliczenia głosów w wyborach prezydenckich opowiada się za tym pomysłem, przeciw jest 24 proc. internautów - wynika z raportu Res Futura. Wśród zwolenników przeliczenia dominuje złość i poczucie zdrady, przeciwnicy odczuwają znużenie i irytację.
Z badania przeprowadzonego przez Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura wynika, że 61 proc. użytkowników internetu, komentujących ponowne przeliczenie głosów oddanych w wyborach prezydenckich popiera takie rozwiązanie. Przytaczane argumenty dotyczą przede wszystkim stwierdzonych nieprawidłowości w komisjach (38 proc.), czyli przykładów zamiany głosów czy błędów w protokołach. Przywoływane są konkretne lokalizacje, w których wykryto odchylenia (np. Bielsko-Biała).
26 proc. komentujących podaje jako argument brak przejrzystości procesu liczenia głosów i konieczność legitymizacji wyniku, a 18 proc. - wysokie poparcie społeczne dla tego pomysłu. Twierdzą też, że przesłanką do ponownego przeliczenia głosów są domniemane działania wskazujące na sfałszowanie wyniku oraz widoczny w niektórych środowiskach opór przed przeliczeniem, który uznają za dowód winy.
Z kolei 24 proc. komentujących sprzeciwia się pomysłowi ponownego przeliczenia głosów, uznając tym samym wynik podany przez Państwową Komisję Wyborczą (PKW). 43 proc. z nich podkreśla, że różnica głosów jest zbyt duża, by błędy miały wpływ na wynik, a 27 proc. powołuje się na brak dowodów i oparcie oskarżeń na insynuacjach. Inne argumenty dotyczą wysokich kosztów i destabilizacji systemu, konieczności wznowienia zakończonych procedur i wskazania, że przeliczanie głosów to element gry politycznej.
Wśród podmiotów odpowiedzialnych za domniemane nieprawidłowości najczęściej wymieniana jest partia Prawo i Sprawiedliwość (42 proc.), którą internauci oskarżają o zorganizowane fałszerstwa, kontrolę komisji i manipulację wyborami. 17 proc. wini PKW i instytucje państwowe; ich zdaniem były bierne lub stronnicze wobec naruszeń. Według 13 proc. badanych komentarzy winę ponosi Sąd Najwyższy, który internauci krytykują za opór wobec pełnego ujawnienia danych.
Przeciwnicy przeliczenia głosów przede wszystkim oskarżają Donalda Tuska, Koalicję Obywatelską oraz rząd o prowokacje i polityczne wykorzystywanie problemu. Dodatkowo, Platforma Obywatelska jest postrzegana jako odpowiedzialna za manipulacje oraz prowadzenie chaotycznej narracji.
Motyw przewodni narracji prowadzonej przez przeciwników tego pomysłu opiera się na stwierdzeniu, że wynik wyborów jest jednoznaczny, a spór w tej sprawie jest skutkiem frustracji przegranych. Za winnych uznani są Donald Tusk, Roman Giertych i Koalicja Obywatelska, którzy mają tworzyć napięcie i chaos polityczny. W komentarzach wybrzmiewają znużenie, irytacja, pogarda i chłodna racjonalizacja.
Analiza emocji zawartych w komentarzach wskazuje na dominację nastrojów negatywnych: przede wszystkim złości i frustracji, obecnych w ponad połowie wypowiedzi. Komentujący wyrażają ją poprzez oskarżenia o fałszerstwa i agresję słowną. Często pojawia się też retoryka osądzająca, wskazująca winnych.
Drugą najczęstszą emocją jest oburzenie moralne, objawiające się żądaniem rozliczeń, odwoływaniem się do zasad prawa oraz oczekiwaniami uczciwego postępowania państwa. Pojawia się też ironia i szyderstwo, widoczne w drwinach z działań instytucji i osób publicznych. Według twórców raportu, komentarze oparte na ironii często pełnią funkcję dezinformacyjną lub zniechęcającą.
Strach i nieufność przejawiają się natomiast w wątpliwościach wobec zabezpieczenia głosów, uczciwości procedur i bezstronności organów. Znikoma liczba komentarzy wyraża nadzieję, radość, satysfakcję lub wzywa do działań obywatelskich.
Według Res Futury, ogólny obraz emocjonalny zbioru komentarzy wskazuje na wysoki poziom polaryzacji i napięcia społecznego.
Marcin Jabłoński (PAP)
mja/ mok/ js/ zs/ bst/


























































