Uczestnicy pogrzebu jednego z uczestników irańskich protestów w mieście Kuhdaszt kamieniami wygonili członków Gwardii Rewolucyjnej i milicji Basidż z uroczystości, a pogrzeb zabitego w Marwdaszcie przerodził się w demonstrację - powiadomił w piątek portal Iran International.


Po raz pierwszy od pięciu dekad protesty zdominowały hasła promonarchistyczne - zauważył portal, dodając, że wykrzykiwano również slogany wymierzone w teokrację rządzącą Iranem od 1979 r., w tym: „śmierć Chamenei” i „śmierć dyktatorowi”. Ajatollah Ali Chamenei pełni w Iranie funkcję najwyższego przywódcy duchowego i politycznego.
W trakcie trwających od 28 grudnia protestów - największych od trzech lat - zginęło dotąd co najmniej siedmiu manifestantów. Zarówno ośrodki pozarządowe, jak i teherańskie media doniosły również o aresztowaniach.
Agencja Reutera zwróciła uwagę, że choć w ostatnich dekadach Iran wielokrotnie tłumił protesty za pomocą masowych aresztowań, to obecnie problemy gospodarcze, z jakimi zmaga się kraj, mogą utrudnić władzom odzyskanie kontroli. W początku tygodnia prezydent Masud Pezeszkian zapowiedział dialog z liderami protestów, rozpoczętych strajkiem sklepikarzy, w których boleśnie uderzyło załamanie się kursu lokalnej waluty. Pezeszkian przyznał, że przyczyną kryzysu są zaniedbania władz. - To my jesteśmy winni Nie szukajcie winy w Ameryce ani w nikim innym. Musimy dobrze służyć, żeby ludzie byli z nas zadowoleni (…). To my musimy znaleźć rozwiązanie tych problemów – powiedział.
Rząd Pezeszkiana próbuje wprowadzić program liberalizacji gospodarczej, ale deregulacja niektórych kursów walut przyczyniła się do gwałtownego spadku wartości irańskiego riala.
Władze kontynuują obecnie prezydencką narrację, oddzielając uzasadnione - jak podkreślają - protesty gospodarcze ludności od „oczywistego spisku wrogów”, którzy chcą wykorzystać bolączki społeczeństwa do wywołania kryzysu politycznego. Przywódca piątkowych modlitw w Teheranie Hadż Ali Akbari stwierdził, że „ci, którzy nie osiągnęli swoich celów podczas 12-dniowej wojny” (gdy Izrael i USA ostrzelały nuklearne instalacje w Iranie) otwarcie zadeklarowali wsparcie dla niepokojów społecznych. Natomiast Ali Szamkani, jeden z doradców Alego Chamenei zapowiedział, że „ręka interwencjonisty, która zagrozi bezpieczeństwu Iranu, zostanie odcięta”.
W piątek rano prezydent USA Donald Trump na swojej platformie społecznościowej Truth Social zagroził, że USA przyjdą z odsieczą irańskim demonstrantom, jeżeli „władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać manifestantów tak, jak mają to w zwyczaju”. Trump zakończył stwierdzeniem: „jesteśmy uzbrojeni i gotowi do akcji”. Ali Laridżani, doradca Chamenei odparował wpisem dowodzącym, że „Amerykanie powinni wiedzieć, że to Trump rozpoczyna tę przygodę. Powinni uważać na swoich żołnierzy”.
Precyzyjniej wypowiedział się przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, który zagroził stacjonującym na Bliskim Wschodzie amerykańskim siłom. „Niech niegrzeczny prezydent USA wie, że (...) wszystkie amerykańskie ośrodki i siły w całym regionie staną się naszymi uzasadnionymi celami w odpowiedzi na wszelkie potencjalne awanturnicze działania” – napisał na portalu X. (PAP)
os/ kar/
























































