
Prezydenci miast-gospodarzy EURO 2012 (fot. PAP)
Nie sposób jednoznacznie przewidzieć, czy zbliżające się dwanaście miesięcy będzie okresem dobrym, czy złym. Byłoby to też zbyt daleko idące uogólnienie. Wszystko zależy od punktu widzenia, analizowanego obszaru, a także naszego indywidualnego podejścia do życia. Nie ulega jednak wątpliwości, że rok 2012 pokaże, jaki jest naprawdę potencjał Polski i Polaków.
Świat w kryzysie, czy już tylko w kryzysowym pyle?
Kryzys nie robi już na nikim większego wrażenia. Emocje wywołują jednak dywagacje, na ile sprawdzić się mogą czarne scenariusze analityków odnoszące się do spowolnienia gospodarczego oraz wymykających się spod kontroli długów wielu krajów świata.
Globalna gospodarka to system naczyń połączonych, którego niewielką częścią jest przecież Polska. Oczywiste więc, że lepsza sytuacja na świecie to mniej problemów dla Polski. Jednak nasz udział w światowym PKB to mniej niż jeden procent (ok. 0,8% w 2010 roku). Oznacza to, że jesteśmy bardziej biernym obserwatorem niż aktywnym graczem, a nasze uzależnienie od wydarzeń globalnych jest ogromne.
Rok 2012 będzie dla globalnej gospodarki testem z zarządzania zmianą i sytuacją kryzysową. Najbliższe dwanaście miesięcy pokaże, czy odpowiadający za sprawy gospodarcze politycy będą w stanie wziąć na swojej barki ogromną odpowiedzialność za przeprowadzenie reform.
Co z tą Unią?
Od 2004 roku Unia Europejska stała się również po części polskim podwórkiem, na którym zaczynamy odgrywać coraz większą rolę. Jednak globalny kryzys wystawił ideę wspólnoty na ciężką próbę. Przekłada się to na wzrost liczby eurosceptyków i stawia pod znakiem zapytania sens dalszej integracji. Najwięcej wątpliwości budzi jednak koncepcja strefy euro i tego, czy Polska powinna do niej wstępować.
Odsuwając jednak na bok niepotrzebne emocje, a także głosy zwolenników i przeciwników strefy euro, trudno polemizować z tezą, że im większą i ważniejszą rolę będzie Polska w Unii odgrywać, tym lepiej będziemy postrzegani na międzynarodowej arenie. A to właśnie zbliżający się rok pokaże ile prawdy jest w mitach o „zielonej wyspie” i wyjątkowej sile polskiej gospodarki.
Czy Polska prezydencja w UE była sukcesem? Nie była z pewnością porażką podobną do tej, którą zafundowali swojemu społeczeństwu czescy politycy. I mimo że trudno po półrocznym przewodnictwie o hurraoptymistyczne wnioski, dało ono z pewnością jeden efekt, który w 2012 roku nie pozostanie bez znaczenia. Chodzi o świadomość europejskich przywódców i że Polska zaczyna być krajem, z którym trzeba się liczyć.
PL2012
Zbliżający się rok będzie dla Polski bez wątpienia jednym z ważniejszych okresów w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Będziemy mieli okazję przekonać się, czy ogromny potencjał Polski i Polaków został należycie wykorzystany. Mowa tu przede wszystkim o aspekcie politycznym i gospodarczym, również w odniesieniu do Mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Wśród wielu analiz i prognoz zadziwiająco mało uwagi poświęca się właśnie piłkarskiemu czempionatowi. Jest to o tyle dziwne, że poza oczywistym aspektem sportowym, ma on również ogromnej wagi wymiar społeczny, wizerunkowy i ekonomiczny.
Ewentualny sukces piłkarskiej reprezentacji, choć byłby wielkim zaskoczeniem, nie jest tak istotny jak sukces organizacyjny. Szczególnie wobec mrocznych wizji wielu europejskich środowisk, które nie pozostawiają suchej nitki na wielu kwestiach związanych z Euro 2012.
Słusznie zarzuca się Polsce zły stan infrastruktury, niewystarczającą liczbę hoteli czy opieszałość w dostosowywaniu przepisów na potrzeby organizacji turnieju. Jednak, czy nam się to podoba, czy nie, mecze w Polsce zostaną rozegrane, a pozytywów, którymi Polska może na europejskiej arenie pochwalić jest całkiem sporo. Ważne więc, żeby w trakcie turnieju przeważyły one nad wszystkimi niedociągnięciami, których w pół roku już nie uda się zmienić.
Na nic jednak organizacyjny sukces Euro 2012 się Polsce nie przyda, jeśli pod koniec roku pogrążona w długach gospodarka będzie broniła się przed recesją, bijąc się do tego z 15-procentowym bezrobociem. W tym wypadku wiele zależy od skuteczności i konsekwencji polityków.
Czy stać ich na podejmowanie odpowiednich działań, konstruktywne zmiany i ponadpartyjne porozumienia? Takich momentów w historii polskiego parlamentaryzmu było niestety niewiele. Miejmy jednak nadzieję, że najlepsze jest wciąż dopiero przed nami.
Analityk Bankier.pl
s.matuszynski@bankier.pl

























































