Łącznie do związku zawodowego wstąpiło 20 osób zatrudnionych w sklepach sieci Biedronka w Słupsku i Lęborku. Robiono to w wielkiej tajemnicy, w obawie przed zwolnieniami z pracy. Według związkowców, te "tajne biedronkowe komplety" były wynikiem mobbingu stosowanego wobec pracowników. - Nie boję się użyć takiego słowa - mówi Agnieszka Zakrzewska, przewodnicząca komisji oddziałowej związków zawodowych Biedronki. - Spotykaliśmy się potajemnie przez kilka miesięcy, aby zebrać grupę składającą się z dwudziestu członków. Dopiero wtedy mogliśmy się ujawnić.
W założeniu związku pomógł nam Zarząd Regionu Słupskiej "Solidarności". Według Zakrzewskiej pracownicy sieci są nadal dyskryminowani i ostrzegani, że jeżeli wstąpią do związku, może się to skończyć nieprzedłużeniem umowy o pracę. - Dlatego nie chcą, aby ich dane personalne wyszły na jaw. Jest to zagwarantowane ustawą. Są to z reguły osoby, które nie mają stałej umowy o pracę, a jedynie na czas określony - dodaje. Biuro prasowe sieci Biedronka w Poznaniu nie chciało wypowiedzieć się na temat zarzutów pracowników. Jedynie zdementowano informacje, jakoby utrudniano zakładanie w sklepach organizacji związkowych.
Przewodniczący zarządu regionu słupskiej "Solidarności" Stanisław Szukała mówi, że związek zawodowy w sklepach wielkopowierzchniowych założyć jest bardzo trudno. - Ten w sieci Biedronka jest jedynym w regionie słupskim - dodaje Stanisław Szukała. - Niestety, często jest tak, że pracodawcy straszą utratą pracy. Dzieje się tak szczególnie w sklepach dużych korporacji. Aby skutecznie z nimi walczyć należy się zorganizować. Zdaniem Szukały nie ma innej możliwości walki z potentatami na rynku pracy. - Związki trzeba zakładać wszędzie, od szkół aż do sklepów gminnych spółdzielni - twierdzi Szukała. - Bycie w związkach zawodowych to nasza polisa na życie pracownicze - dodaje Tadeusz Pietkun z Zarządu Regionu "Solidarność" w Słupsku. - Związki stoją na straży praw pracowniczych.
Dziennik Bałtycki
Marcin Kamiński























































