Przede wszystkim liczą się chęci. Tak naprawdę niejeden ciężko zapracowany ojciec mógłby wychodzić z firmy wcześniej, lecz nie chce. W biurze czuje się bezpiecznie. Ma autorytet i władzę. Może spokojnie przejrzeć gazetę, wypić kawę czy pogrzebać chwilę w internecie. Bywa, że praca w porównaniu z domem jawi się jako cichy azyl i trzeba mieć sporo samozaparcia, żeby z niego nie skorzystać. Tym bardziej że wielu ojców, zwłaszcza tych świeżo upieczonych, kompletnie sobie ze swoją rolą nie radzi. Męczą ich nieprzespane noce i ciągłe dziecięce wrzaski. Po ciężkim dniu chcieliby mieć w domu święty spokój, więc wracają późno, żeby przypadkiem nie trafić w rodzinne oko cyklonu.
– No cóż, ojcostwo to ciągła walka z egoizmem i wygodą – mówi Barbara Smolińska, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji. – Bycie ojcem wymaga od mężczyzny dojrzałości i odpowiedzialności. Zmęczenie nawałem obowiązków zawodowych jest zrozumiałe, ale dzieci nie mogą czekać, bo ciągle rosną. Im wszystko jedno, kim tata jest: menedżerem czy dozorcą. Chcą go mieć przy sobie. Zapracowani ojcowie powinni zdać sobie sprawę, że jeśli nie znajdą czasu dla malucha teraz, to za kilka lat nawiązanie kontaktu może się okazać niemożliwe. Zbudowanie relacji wymaga ciągłości.
Marek Różycki, prezes GeoPost Central Eastern Europe, jest menedżerem bardzo mobilnym i przynajmniej trzy dni w tygodniu spędza za granicą. Kiedy wraca z dłuższej podróży służbowej, dzieci – pięcioletni Jurek i dwuletnia Marysia – rzucają mu się na szyję, nie pozwalając nawet zdjąć płaszcza.
Ciesz się czasem, który masz |
|
|
- Nie daj się wpędzić w poczucie winy. Dziecko, chcąc cię mieć na dłużej przy sobie, może ci wmawiać, że jesteś zły. Będzie się obrażać, że wyjechałeś w delegację albo wróciłeś zbyt późno, by poczytać mu bajkę. To znak, że jesteś dla niego ważny. Nie obiecuj pochopnie, że to się zmieni. Nie zadręczaj się także, że za dużo pracujesz. Takie mamy czasy. Lepiej pomyśl, jak rozłożyć swoje obowiązki, by wyjeżdżać rzadziej albo choć raz
w tygodniu wracać wcześniej. - Mierz siły na zamiary. Po ciężkim tygodniu nie funduj sobie w sobotnie przedpołudnie wycieczki do zoo lub wesołego miasteczka. Zamiast tego zaproponuj dziecku bitwę na poduszki lub wspólne robienie naleśników. Pamiętaj, że ono tęskni za tobą, a nie za atrakcjami, którymi chcesz je uszczęśliwić. Podczas weekendu zabierz malucha na długi spacer i posłuchaj, co ma ci do powiedzenia. Przez kilka dni w jego życiu wydarzyło się pewnie o wiele więcej ciekawych rzeczy niż w twojej firmie przez miesiąc. - Rozmawiaj o życiowych sprawach, np: dlaczego każdy musi umrzeć, skąd się bierze wiatr, jak dochodzi do drogowego wypadku, co ma w środku pies. Zachęć dziecko do stawiania ci pytań. Zaoferuj mu swój czas i uwagę. Nawet jeśli miałby to być jedynie kwadrans dziennie. Wieczorne rozmowy szybko staną się waszym wspólnym ulubionym rytuałem. Nie bój się, że nie będziesz znał odpowiedzi. Zawsze przecież możesz spytać: „A jak myślisz?”. Kilkulatki zwykle mają już na dany temat swoje przemyślenia, które mogą cię zaskoczyć. Monika Rościszewska-Woźniak, psycholog z Fundacji Rozwoju Dzieci im. A. Kamieńskiego |
– Mamy swoje męskie sprawy – mówi Marek Różycki. – To niby nic nadzwyczajnego, ale wierzę, że właśnie na tym polega wychowanie. Gdy człowiek jest w domu rzadko, to siłą rzeczy robi się z tego święto. Nie chcę być takim odświętnym tatą. Dlatego bardzo dbam, by mieć wolne soboty i niedziele.
Weekend to dla ojca czas próby. Jak uszczęśliwić stęsknione dziecko? Kino? Turniej rycerski? A może wyprawa na gigantyczny plac zabaw? W dużych miastach możliwości jest sporo. I weekendowi ojcowie chętnie z nich korzystają. Po takim dniu pełnym atrakcji dzieciak wraca do domu z buzią lepką od słodyczy, a także torbą pełną prezentów. Totalnie oszołomiony nadmiarem wrażeń. W sumie zadowolony, chociaż przez kilka godzin zdążył zamienić z ojcem najwyżej kilkanaście zdań.
– Fundowanie synowi lub córce takiej weekendowej pigułki szczęścia to wielki błąd – uważa Małgorzata Rymkiewicz, dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej Uniwersytet dla Rodziców. – Ojcowie czasem tak bardzo chcą się wkupić w łaski własnych dzieci, że dają im się naciągnąć na rzeczy, których kupować lub robić nie powinni. Kilkulatek jest niezłym obserwatorem. Widzi, że tatą łatwo sterować i traktuje go trochę jak św. Mikołaja. A on się na to godzi, bo nie potrafi sobie poradzić z dziecięcą histerią, mimo że na co dzień zarządza setką ludzi.
Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Na dobre rodzicielstwo nie ma prostych recept. Na pewno jednak zapracowany ojciec powinien pamiętać o trzech rzeczach. Po pierwsze, musi się pogodzić z tym, że nie będzie tak blisko dziecka jak matka. Po drugie, powinien tak poprzestawiać sobie życiowe priorytety, żeby znaleźć dla syna lub córki czas nie tylko w weekend. I po trzecie, jak już go znajdzie, to lepiej niech nie zerka ukradkiem na telewizor czy w gazetę, tylko bardzo uważnie posłucha, co dziecko ma mu do powiedzenia.
Rafał Szymański, business controller w Inter Ikea Centre Polska, od miesiąca jest wyjątkowo zabieganym ojcem. Kilka tygodni temu na świecie pojawiła się mała Helenka. Jej starsi bracia, czteroletni Bernard i dwuletni Hubert pilnują, by tata po powrocie z pracy ani przez moment się nie nudził.
– Od osiemnastej jestem tylko do dyspozycji moich dzieciaków – deklaruje z uśmiechem Rafał Szymański.
Stać go na luksus, o którym wielu innych menedżerów może tylko pomarzyć – popołudniowe spacery z synami.
Pięć najlepszych zabaw dla zmęczonego ojca |
|
| 1. Zdobywanie taty. Szaleństwa na łóżku albo na podłodze – wchodzenie na tatę, rozkładanie go na łopatki, łaskotanie, turlanie, skakanie itp. Ojciec może być m.in. groźnym wielkoludem, który drzemie, broniąc dostępu do kosza z zabawkami. 2. „Co by było, gdyby...”. Tata wymyśla sytuację (co by było, gdyby ludzie mieli ogony?), a dziecko dopowiada szczegóły. Inna wersja to „Wyobraź sobie, że...”. Zamykamy oczy i lecimy w kosmos. Dziecko opowiada, co widzi przez okno swojej rakiety. 3. Pantomima. Maluch udaje psa, żołnierza, drzewo, a tata zgaduje, kim jest pociecha w danej chwili. Dwoje lub troje dzieci łatwo zachęcić do odegrania krótkich scenek. Kiedy jest ciemno, można zapalić świeczkę i bawić się w teatrzyk cieni. 4. Odkrywanie świata. Dziecko dostaje lupę i może przez nią oglądać preparat, czyli ojca – jego oko, paznokieć, guziki od koszuli. Potem kontynuuje badania: smaruje ojca kremem, robi mu nową fryzurę, bandażuje szalikiem czy sprawdza puls. 5. Wspólne oglądanie zdjęć. Można powspominać ostatnie wakacje albo dawne czasy. Dzieci potrafią godzinami słuchać opowieści o tym, jak to było, gdy tata był mały, albo o tym, gdzie chodził z mamą na randki. Opracowane na podstawie propozycji ze stron: www.bycrodzicem.pl i www.edziecko.pl |
Z najnowszych badań naukowców z Uniwersytetu Stanowego w Północnej Dakocie wynika, że wykonywanie z dzieckiem zwykłych czynności (jak domowe naprawy) ma większe znaczenie w umacnianiu ojcowskiego autorytetu niż spektakularne gesty (np. podarowanie na 18. urodziny samochodu). To tylko potwierdzenie tego, co wielu ojców czuje i bez badań. Nie ma lepszego sposobu na umocnienie więzi z dzieckiem jak codzienne czynności: odwożenie do szkoły, kąpiel, czytanie przed snem, wspólne przygotowywanie niedzielnego śniadania. Są ojcowie, którzy raz w tygodniu zamiast na biznesowy lunch idą z dzieckiem na spacer do parku. Są i tacy, którzy wolą oglądać mundial w domu z sześcioletnim synem niż z kolegami w pubie. Wbrew pozorom, wcale nie jest ich mało.
Marian Szypuła, prezes biura Luft- hansa City Center, w środy pracuje w domu. Zależy mu na tym, by jak najczęściej być blisko dwuletniej Julki. Ojciec 28-letniej Ewy, 14-letniego Adriana i 10-letniego Artura nie kryje, że dla najmłodszej córki prawie stracił głowę.
– Rozmawiam z nią przez telefon co najmniej dwa razy dziennie – mówi Marian Szypuła. – Prowadzimy ciekawe rozmowy. Ona opowiada coś z przejęciem w swoim dziecięcym języku, a ja słucham, chociaż nie zawsze wszystko dokładnie rozumiem. Te rozmowy mnie rozluźniają. Wiem, że mała też je lubi. Rano tylko tata dostępuje zaszczytu podrapania po łydce budzącej się Julki. I tylko dla taty dziewczynka rezerwuje niektóre zabawy, jak gra na pianinie – Bardzo rzadko zdarza się, że wracam do domu, kiedy dzieci już śpią – mówi Marian Szypuła. – Kolacja to najważniejszy punkt dnia. Zbieramy się całą rodziną przy stole i rozmawiamy. O wszystkim, z wyjątkiem pracy. Wierzę w sens takich domowych rytuałów, które budują więź i tradycję rodzinną. Spotkania, negocjacje, biznesowe kolacje... Po powrocie późnym wieczorem do domu dobrze jest zrobić szybki rachunek sumienia: ile minut byłem dziś tatą? Bo losy świata wcale nie rozstrzygają się w zacisznych gabinetach prezesów, tylko w dziecięcych pokojach.
Joanna Machajska































































