Francuski dziennik „Le Monde” ocenia we wtorek, że błędne prognozy i zbyt słabe siły policji sprawiły, iż siły porządku publicznego nie poradziły sobie z sobotnimi zamieszkami. Gazeta zwraca też uwagę na zorganizowany sposób działania sprawców zamieszek.


Dziennik przeanalizował dokumenty Krajowej Dyrekcji Wywiadu Terytorialnego (DNRT) i dyrekcji wywiadu paryskiej prefektury policji. Obie ten instytucje są „oczami i uszami” władz, m.in. monitorują serwisy społecznościowe – podkreśla „Le Monde”.
Z notatki DNRT z 16 października wynika, że instytucja ta przewidywała, że poza Paryżem demonstracje zgromadzą 60-100 tys. osób. Szef MSW Laurent Nunez mówił następnie o 200 tys. osób. Tymczasem „według MSW na ulice wyszło 550 tys. osób, prawie trzykrotnie więcej niż oczekiwano” – podkreśla „Le Monde”.
Jednocześnie DNRT prognozowała, że może dojść do „akcji wybuchowych”, spontanicznych i „ofensywnych”, ostrzegając przed „podwyższonym ryzykiem zamieszek, szczególnie po południu 17 października” – zastrzega dziennik.
Zakapturzony tłum ogołocił Paryż. Ponad 1500 splądrowanych sklepów jeszcze nie szacuje strat
Paryż włączył tryb "pełnej rewolucji". Już nawet pomnik Marianny, ucieleśnienia wolności, równości i braterstwa, nosi żółtą kamizelkę. Gaz łzawiący, podpalone śmietniki, zdemolowane pomniki to nowa codzienność Francuzów. Część protestujących na cel wzięła sobie ekskluzywne sklepy z markową odzieżą i biżuterią, które okradane są na potęgę.
Zwraca uwagę również na dane o zmobilizowanych w sobotę siłach porządku publicznego. Choć MSW najpierw nie podawało liczby zmobilizowanych policjantów, w poniedziałek ujawniło, że było ich w całym kraju 60 tys. Jak przypomina „Le Monde”, przed rokiem, gdy ruch o nazwie Blokujmy Wszystko zapowiadał akcje protestu w całym kraju, liczba zmobilizowanych funkcjonariuszy wynosiła 80 tys.
Następnym czynnikiem wymienianym przez „Le Monde”, prócz możliwego błędu w prognozach, było osłabienie policji z tego powodu, że wcześniej przez dłuższy czas siły policyjne koncentrowały się na wystąpieniach licealistów. – W okresie spokoju można zmobilizować znaczne siły, ale kiedy to trwa dłuższy czas, gdy siły angażowane są niemal codziennie, pojawia się zmęczenie i trzeba wiedzieć, jak zarządzać nimi w długiej perspektywie – powiedziało dziennikowi źródło w siłach bezpieczeństwa.

W rezultacie – podkreśla „Le Monde” – siły policyjne 17 października były zbyt małe w konfrontacji z „bezprecedensową liczbą osób skłaniających się ku gwałtownym działaniom”. Policja i żandarmeria były zmuszone do „pozostawienia niektórych stref bez obrony”. Dziennik wymienia konkretne sytuacje z minionej soboty. W Lyonie siły policyjne nie zdołały odeprzeć wrogiego tłumu na centralnym Placu Bellecour, a „scenariusz powtórzył się w całym mieście”, bo zbyt liczni byli uczestnicy konfrontacji i zbyt wiele było miejsc, w których do nich dochodziło. „Le Monde” podkreśla, że policja nie odnotowywała wcześniej takich wydarzeń.
„Policjanci, (oddziały antyzamieszkowe) i mobilne siły żandarmerii miały do czynienia z trzema rodzajami uczestników (zgromadzeń): klasycznymi demonstrantami, bardzo zorganizowanymi aktywistami, zwolennikami bezpośredniej i permanentnej przemocy, a następnie – z wandalami i złodziejami korzystającymi z okazji” – relacjonuje „Le Monde”. W Lyonie do godz. 1.30 w nocy z soboty na niedzielę splądrowano prawie 200 sklepów. W Bordeaux policjanci opisywali, że tak intensywnego obrzucania kamieniami nie przeżyli w całej karierze zawodowej, „poziom przemocy był bezprecedensowy” – podkreśla „Le Monde”.
Relacjonuje, że w Marsylii pierwszy atak, na sklep operatora telefonii komórkowej, nastąpił rano, a kilka minut później próbowano podpalić pobliski posterunek policji miejskiej. Nagrania z tych akcji były publikowane na żywo na portalach społecznościowych, co sprawiło, że do centrum ruszyli złodzieje korzystający z okazji. Był to „efekt kuli śniegowej” – powiedział „Le Monde” Rudy Manna, przedstawiciel policyjnych związków zawodowych UNSA.
Mer Marsylii Benoit Payan zadawał pytanie o stosowanie przez siły policyjne gazu łzawiącego przeciwko demonstrującym licealistom w czasie, gdy rabowane były sklepy. Według szacunków „Le Monde” policja użyła w Paryżu, Marsylii, Lyonie i Bordeaux ponad 19 tys. granatów z gazem łzawiącym.
Hiszpańskie media: Zamieszki we Francji są alarmem dla całej Europy
Zamieszki, do których doszło w minionych dniach we Francji, to alarm dla całej Europy; takie wydarzenia wiążą się z ryzykiem przejęcia władzy w krajach kontynentu przez ugrupowania skrajne, przyjazne Kremlowi – oceniły we wtorek hiszpańskie media.
Publicyści „ABC”, „La Vanguardii” czy „El Pais” zaznaczyli, że protesty we Francji wyrastają z uzasadnionego rozczarowania polityką, która nie rozwiązuje najważniejszych problemów obywateli. Podkreślili jednak, że na aktach wandalizmu, towarzyszących manifestacjom, korzystają ugrupowania skrajne, które zagrażają demokracji nie tylko we Francji, ale w całej Unii Europejskiej.
„Do kryzysu gospodarczego, politycznego i społecznego, którego doświadcza dziś Francja, dochodzi jeszcze brak umiarkowanej, reformatorskiej alternatywy, zdolnej przeciwstawić się skrajnościom i realnie walczyć o zwycięstwo” – zauważył dziennik „La Vanguardia” w komentarzu redakcyjnym.
Gazeta „ABC” zwróciła zaś uwagę na kalendarz wyborczy w USA, Izraelu i państwach Europy. „Zarówno w Waszyngtonie, jak i w Tel Awiwie w najbliższych tygodniach mają odbyć się wybory, przy czym coraz powszechniejsze jest przekonanie, że obywatele nie będą decydować wyłącznie o większości parlamentarnej czy rządzącej, lecz zostaną wezwani do potwierdzenia lub przedefiniowania podstawowych reguł swoich demokracji: od praworządności, przez wzmacnianie władzy wykonawczej, po zasadę trójpodziału władz” – czytamy w hiszpańskim dzienniku.
Jak przypomniano, w ciągu najbliższego roku mają odbyć się wybory w czterech z pięciu największych europejskich krajów: Hiszpanii, Francji, Włoszech i Polsce, a istnieje ryzyko, że także w Niemczech, gdzie wzrasta popularność skrajnej prawicy.
Zdaniem „ABC” dotychczasowe „zapory ogniowe” przeciwko ugrupowaniom skrajnej prawicy przestają działać, ponieważ - z jednej strony - wyborcy przesuwają się na prawo, a z drugiej - partie centroprawicowe zaczęły być gotowe do dzielenia się władzą ze skrajną prawicą. Dziennik zaznaczył, że w Polsce i we Włoszech skrajna prawica dodatkowo radykalizuje się dzięki wsparciu nowych ugrupowań.
„W tej apokaliptycznej wizji polityki skrajności, której główni bohaterowie podzielają zarówno ekscentryczne pomysły gospodarcze, jak i pewną pobłażliwość wobec Kremla, a także równie destrukcyjną wrogość wobec projektu europejskiego, płoną licea - rzekomo w obronie edukacji publicznej, a ulice stają w ogniu z korzyścią dla skrajnej prawicy i radykalnej lewicy” – podsumował „ABC”.
W minioną sobotę, 17 października, demonstracje w całej Francji, zwołane w proteście przeciwko rosnącym kosztom życia, przerodziły się w zamieszki. Ich sprawcy atakowali budynki publiczne, plądrowali sklepy i punkty handlowe. Do starć z policją i prób grabieży doszło następnie w niedzielę w Paryżu i Marsylii; oddziały policji nie wszędzie zdołały powstrzymać te ataki.
Minister sprawiedliwości Gerald Darmanin przekazał w poniedziałek wieczorem, że policja zatrzymała około 2500 osób.
Z Madrytu Justyna Wojteczek
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ akl/































































