Pracownicy branży tekstylnej ponownie demonstrowali w czwartek w Bangladeszu, zmuszając fabryki do wstrzymania pracy, mimo zapowiedzi zmiany siatki płac w sektorze.


Protesty, które rozpoczęły się w sobotę, zakłóciły produkcję w przemyśle tekstylnym i zrodziły obawy o opóźnienia w wywiązywaniu się z umów eksportowych w Bangladeszu, który jest drugim co do wielkości eksporterem odzieży po Chinach.
Komitet składający się z przedstawicieli rządu, pracodawców i pracowników ogłosił w środę osiągnięcie porozumienia płacowego, zgodnie z którym płace minimalne mają zostać poniesione od stycznia.
Mimo to pracownicy zakładów pod Dhaką zablokowali w czwartek ważną autostradę, domagając się jasnego przedstawienia propozycji podwyżek.
- Musieliśmy użyć gazu łzawiącego i granatów hukowych, gdy protestujący zaczęli rzucać cegłami w policjantów i zniszczyli wóz policyjny – powiedział agencji Reutera przedstawiciel policji Mohammad Mominul Islam Bhuiyan.
Z powodu protestu ponad 100 fabryk w okolicy Dhaki przerwało pracę.
Przedstawiciel Stowarzyszenia Producentów i Eksporterów Tekstyliów Bangladeszu ABM Shamsuddin powiedział w środę, że prace nad ustaleniem wysokości siatki płac mają zakończyć się w grudniu.
Pracownicy domagają się podniesienia ich płacy minimalnej, wynoszącej obecnie 12 500 tak (90 euro), do 33 tys. tak (220 euro) ze względu na wzrost kosztów życia.
Około 4 tys. przedsiębiorstw branży tekstylnej w Bangladeszu zatrudnia 4 mln robotników. 80 proc. dochodów dewizowych kraju przypada właśnie na ten sektor. (PAP)
mw/ kj/
































































