Na rynku budowlanym trwa zaciekła walka o kontrakty. Wiceprezes PZPB Damian Kaźmierczak ocenia, że rok 2025 był czasem oczekiwania na wyjście z głębokiego „dołka”, w którym rynek utknął po fatalnym 2024 roku. Nadal kurczyła się kubatura i infrastruktura, jednak wyraźnie przyspieszyły roboty specjalistyczne.


Kaźmierczak ocenia, że rok 2025 był czasem oczekiwania na wyjście z głębokiego „dołka”, w którym rynek utknął po fatalnym 2024 roku. Nadal kurczyła się kubatura i infrastruktura (odpowiednio o -2,1 proc. i -3,1 proc. rok do roku), jednak wyraźnie przyspieszyły roboty specjalistyczne (o +10,4 proc.), tj. prace przygotowawcze, roboty ziemne i część energetyki.
"Na pierwsze oznaki ożywienia w infrastrukturze trzeba było czekać aż do drugiej połowy roku. Niestety, wraz z nimi ujawniły się dwa niepokojące zjawiska. Po pierwsze, większość firm chce jak najszybciej wypełnić puste portfele zleceń, więc obniża ceny ofert bez względu na okoliczności. Po drugie, zaciekła walka o nowe zlecenia przenosi się do KIO, gdzie firmy niemiłosiernie kopią się po kostkach" - ocenia.
"Skończy się to dopiero wtedy, gdy wykonawcy zabezpieczą dla siebie satysfakcjonującą liczbę kontraktów, co – rzecz jasna – dla każdego oznacza coś innego. Warto przy tym pamiętać, że minie jeszcze wiele miesięcy, zanim firmy zaczną zamawiać większe ilości materiałów i wystawiać pierwsze faktury za prace budowlane" - dodał.
Według niego obecnie najwięcej dzieje się w budownictwie kolejowym, gdzie liczba nowych przetargów osiąga historyczne rekordy. Wkrótce dojdą do tego kontrakty w ramach Kolei Dużych Prędkości.
"Rynek kolejowy rośnie, a tort do podziału będzie naprawdę spory" - napisał.
Kaźmierczak ocenia, że dynamicznie rozwijają się projekty z zakresu energetyki konwencjonalnej oraz sieci przesyłowych i dystrybucyjnych.
"To bardzo trudny segment rynku, ale dla firm, które potrafią w nim działać nadchodzą lepsze czasy. Coraz więcej dzieje się również wokół energetyki jądrowej, choć większych prac budowlanych w Choczewie należy spodziewać się dopiero za 2-3 lata" - uważa.
Według niego w samorządach czeka boom inwestycyjny napędzany środkami z KPO i funduszami własnymi. Największym brakującym ogniwem pozostaje nowy program budowy dróg w regionach – aż 2/3 nakładów na drogi w Polsce to inwestycje samorządów.
Duże projekty drogowe idą w swoim tempie, ale na wysyp przetargów branża musiała czekać do końca ubiegłego roku.
Ocenia on, że umiarkowane ożywienie widać w inwestycjach wojskowych i coraz więcej mówi się o projektach z zakresu infrastruktury krytycznej na styku obrony cywilnej i wojska.
"To bardzo wymagający obszar rynku, oparty na współpracy z hermetycznymi zamawiającymi, którzy nie mają doświadczenia w prowadzeniu programów inwestycyjnych na taką skalę" - uważa.
Również dużo się dzieje w sektorze hydrotechnicznym, a w segmencie komercyjnym nie widać wyraźnych zmian ani na plus, ani na minus. Od 2026 r. sporą część zleceń będą kreowały spółki państwowe, np. z sektora obronnego. (PAP Biznes)
map/ ana/



























































