Eskalacja werbalnego konfliktu na linii Rzym-Bruksela wprowadziła niepokój na rynek długu. W poniedziałek rano rentowność włoskich obligacji 10-letnich przekroczyła 3,50%, osiągając najwyższy poziom od lutego 2014 roku.


Podczas weekendu odbyła się kolejna wymiana "uprzejmości" pomiędzy rządem Włoch a Komisją Europejską. "Powiedzmy prawdę - za pół roku obecna Europa będzie skończona" - obwieścił w sobotę Luigi Di Maio, włoski wicepremier i lider Ruchu Pięciu Gwiazd. Di Maio dodał, że UE z obecnymi władzami przetrwa "kilka miesięcy". Nie wiadomo, czy miał na myśli koniec kadencji obecnej Komisji Europejskiej, czy też rozpad Unii jako takiej.
Można przypuszczać, że była to reakcja na oświadczenie KE, która "z niepokojem" przyjęła wstępny projekt włoskiego budżetu. Rzym chciałby bowiem zwiększyć przyszłoroczny deficyt budżetowy do 2,4% produktu krajowego brutto, choć poprzednie uzgodnienia z Brukselą l zakładały uzyskanie zrównoważonego budżetu ww roku 2020.
Przy czym nie chodzi tu jedynie o spór proceduralny między różnymi ośrodkami władzy w Europie. Zwiększenie deficytu oznacza zwiększenie i tak już mocno nadmiernego długu publicznego Italii. Dla państwa zadłużonego na 132% PKB każdy wzrost kosztów obsługi może być niebezpieczny. Tym bardziej, że od stycznie Europejski Bank Centralny kończy zakupy obligacji krajów strefy euro (program QE).
Zobacz także
Odzwierciedleniem tych obaw są rosnące rentowności włoskich obligacji. W poniedziałek rano dochodowość papierów 10-letnich zwyżkowała o ponad 10 punktów bazowych, po raz pierwszy od lutego 2014 roku przekraczając poziom 3,50%. Za pożyczenie pieniędzy na trzy lata rząd Włoch musiałby dziś zapłacić ponad 2,1%, choć jeszcze w maju rentowność włoskich obligacji 3-letnich była ujemna! To szczególnie niebezpieczne w sytuacji państwa, które na koszty obsługi zadłużenia przeznacza ponad 4% PKB.
Krzysztof Kolany






























































