Złotówka jest stabilna... a wydarzyło się bardzo wiele.
Dotkliwe skutki pornografii politycznej zaprzeczają tezie, że to co ludzie oglądaja lub czytają, nie ma wpływu na ich świadomość i zachowania. Jeżeli ktoś sugeruje, że pornografia polityczna nie może wywierać na nas wpływu zaprzecza temu, co jest istotą edykacji w ogóle i sugeruje, że to co ludzie czytają i widzą nie pozostawia śladu. Książki i inne środki przekazu oddziaływują na swoich konsumentów. Inaczej reklama musiałaby być wolna od oddziaływania na widza - a taka opinia jest oczywistym nonsensem. Znający prawidła rynku przedsiębiorcy nie wydawaliby miliardów dolarów na kampanie reklamowe, gdyby te nie skłaniały ludzi do kupienia danego produktu.
Ostatnim, co możnaby przypisać pornografii politycznej jest edukacja. W większości jest zaprzeczeniem edukacji i dezinformuje, przedkładając wiele nieścisłych, fałszywych i wprowadzających w błąd informacji na tematy historyczno-polityczne. Część materiałów pornografii politycznej kreuje niezdrowe, nawet antyspołeczne rodzaje aktywności ludzkiej, takie jak sadomasochizm, napaść na polityków czy na autorytety lub ich poniżanie. Zawsze odczłowiecza politykę, odrywając nas od uznania, odpowiedzialności i więzi. Uderzające jest to, że „eksperci” mówią różnie na temat pornografii politycznej w zależności od tego do kogo mówią. Od kiedy zalegalizowanie pornografii politycznej łączone jest z liberalizacją życia, część „pomniejszych” wykroczeń przestała być kwalifikowana jako przestępstwa. Iluzorycznie, liberalizacja życia zmieniła sposób traktowania takich zjawisk przez policję i sądy, wzmacniając miraż o „poprawie” obyczajowości. Skutki pornografii politycznej sa tak oczywiste jak dane ze studiów nad przypadkami klinicznymi. Następuje efekt uzależnienia, efekt eskalacji, efekt tracenia wrażliwości i wzrastająca tendencja wcielania w życie. Niemal zawsze efektem społecznym tego stanu rzeczy jest zmniejszenie zdolności do wyrażania przyjaźni, do empatii do innych społeczności, a o wiele większe znaczenie odgrywa siła prymitywnej fantazji na tematy innych ludzi. Szokujące, nieprzyzwoite, odrażające materiały z czasem stają się możliwe do zaakceptowania. Wzrasta przeświadczenie, że ponieważ wszyscy tak robią, więc i oni mogą, nawet jeśli kłócołoby się to z ich dotychczasowymi przekonaniami. U pewnych osób powstaje „naturalna” potrzeba praktykowania zachowań typu niepohamowana swoboda ekspresji, grupowe demonstracje, zbliżanie się do obiektów publicznych i odwiedzanie obiektów urzędów publicznych w agresywnym nastroju. Tacy ludzie często popadają w stan zależności, z którego nie potrafią się wydostać, niezależnie od tego jak negatywne skutki wywiera na ich życie takie a nie inne postepowanie. Wszystkie dewiacje są zachowaniami wyuczonymi a nie dziedzicznymi. I tak jak w przypadku innych uzależnień ludzie wykazują się różną odpornością, to jak wszędzie, na pewien odsetek społeczeństwa, który silnie uzależni się od narkotyku politycznej pornografii, zawsze można liczyć. Powstaje pytanie, komu zależy na tym, aby rozpalać odruchy przemocy aż do poziomu epidemii. Aby gwałt się spodobał do tego stopnia, żebyśmy chcieli w końcu sami wziąć w nim udział. Niepokój, demonstracja, gwałt, agresja, rozruchy, wojna. Producenci pornografii politycznej prowadzą swoją działalność w wysublimowany sposób i na pewno nie robią tego bezmyślnie.
Po raz pierwszy w historii krajowe stopy są niższe od amerykańskich. Od niedawna podstawowa stopa wynosi 4.25%. W USA stopy są już o 25 punktów wyższe. Nadal jednak występuje duży dysparytet względem eurostrefy. Teoretycznie powinno to powodować osłabianie się złotówki w stosunku do dolara, gdyby nie brać pod uwagę innych czynników ekonomicznych. A te inne czynniki, to przede wszystkim spadki euro/dolara na rynku globalnym i atrakcyjność rynków wschodzących, do jakich Polskę się nadal zalicza.
Złoty jest mało wrażliwy na zmiany sentymentu na warszawskiej giełdzie i mantry dziennikarzy o sytuacji politycznej w kraju. Po męczarni z psychologicznym poziomem 3000 na WIG-u20 giełda runęła najpierw około 4.5% w dół i w piątek poprawiła dołek w sposób nie budzący wątpliwości. Spadki giełdowe są wynikiem bifurkacji Hopfa, o której pisałem 13 stycznia. Rekordowe poziomy indeksów WIG i WIG20 okupione zostały negatywnymi sygnałami systemu. Bifurkacja Hopfa wskazała, że mieliśmy do czynienia z dystrybucją akcji. Ten negatywny sentyment nie ma nic wspólnego z krajową sceną polityczną, chociaż wiele osób chciałoby takiej wrażliwości ponad wszelką miarę. Dzisiaj na giełdzie sentyment poprawił się i pojawiły się wzrosty.
Oczekiwania odnośnie roku 2005 były bardzo optymistyczne. Ten optymizm redukowany był stopniowo, w miarę jak się okazywało, że popyt wewnętrzny jest słaby a inwestycje wcale nie dwucyfrowe i wcale GUS nie oszukał społeczeństwa, ani nie ukrył prawdy. W nowym roku 2006 problem z popytem wewnętrznym będzie nadal poważny, o ile nie dowiemy się o ruszeniu inwestycji z kopyta. Osobnym problemem jest popyt zewnętrzny. Lokomotywa eksportu wyraźnie spowolniła pod koniec roku. W nowym roku spodziewam się, że nie będzie niestety poprawiać tempa wzrostu gospodarczego, a wręcz odwrotnie - eksport netto odejmie ze wskaźnika wzrostu PKB ponad -0.5%, a może nawet -1%. To się chyba na razie nie mieści w głowach obserwatorów przyzwyczajonych do słuchania o niezwykle pozytywnym wpływie eksportu na dochód narodowy brutto. Wielką szansą polskiego eksportu może być Rosja. Po jej wejściu na ścieżkę stabilnego wzrostu około 6% popyt wewnętrzny naszego wschodniego sąsiada można porównać jedynie z Chinami. Niestety, z wiadomych powodów, pojawiły się kłody pod nogami polskiego rolnictwa.
Miniony tydzień należał do bankierów centralnych i do dolara. Na pożegnanie Alana Greenspana dolar umocnił się do głównych walut. Spadły znacznie ceny ropy, wzrosły ceny złota. W minionym miesiącu gospodarka amerykańska stworzyła 193.000 nowych miejsc pracy poza rolnictwem. Stopa bezrobocia spadła do 4.7% zbliżając się do warunków „pełnego” zatrudnienia.
W nowym tygodniu szczególna uwaga skierowana będzie na piątkowe dane z USA dotyczące salda handlu zagranicznego. Poza tym z innych gospodarek poznamy wiele danych z UK, Niemiec i Francji: zamówienia fabryczne Niemiec, sprzedaż detaliczną UK, produkcję przemysłową Niemiec, produkcję przemysłową UK, CPI Niemiec, produkcję przemysłową Francji. Na dodatek poznamy decyzję Banku Anglii i Banku Australii w sprawie stóp procentowych.
EURUSD utrzymuje kierunek południowy przebijając figurę 1.2000. Sugerowałem wcześniej, rynek walutowy pełni teraz rolę stabilizatora przy wielkich nierównowagach widocznych przede wszystkim na rynku surowców. Ze względu na wysokie ceny ropy, wtedy ponad 67 dolarów za baryłkę, uważałem umocnienie dolara za krótkotrwałe. Ale ropa staniała umożliwiając dolarowi dalszą aprecjację. Dodatkowo, a może przede wszystkim, uważam, że Ameryce - po okresie kilkunastu kolejnych podwyżek stóp procentowych i przy obecnych cenach surowców, jest koniecznie potrzebny mocniejszy dolar.
O godzinie 13:00 USDPLN notowany był na poziomie 3.1850, EURPLN na poziomie 3.8148. W tym samym czasie EURUSD notowany był na poziomie 1.1976.
USDPLN tworząc dzisiaj świecę wzrostową odzwierciedla umocnienie dolara na rynku globalnym, nie pozwalając jednocześnie na wieksze spadki euro/złotego. Po silnym spadku ropy do 64.80 dzisiaj kosztuje trochę więcej, bo 66.31 i odzwierciedla obawy geopolityczne o Bliski Wschód, o Iran i Irak. Złoto notowane jest dzisiaj już na poziomie 576.10 dolarów za uncję wyraźnie pokazując, co sądzą o bieżącej i przyszłej inflacji.
Paweł Koszarny
Analityk FMA
ECM
6.02.06
Źródło:Euro Consulting & Management



























































