Odbywające się w czwartek wybory parlamentarne w Bangladeszu to przełomowy moment w najnowszej historii tego kraju. Są one postrzegane jako test dla procesu demokratyzacji po dekadach autorytaryzmu oraz szansa na nowe otwarcie po krwawej rewolucji z 2024 roku, wywołanej przez młode pokolenie.


Oprócz głosowania na 350 członków parlamentu, ponad 127 mln uprawnionych Banglijczyków weźmie udział w referendum w sprawie Karty Lipcowej 2025 – dokumentu definiującego nowe zasady rządzenia, w tym ograniczenie kadencji premiera i wprowadzenie dwuizbowego parlamentu.
Przez ostatnie 15 lat władzę w Bangladeszu sprawowała twardą ręką Hasina Wazed, znana też jako Szejk Hasina. Choć kraj odnotował w tym czasie znaczący wzrost gospodarczy, jej rządy obciążają zarzuty systemowej korupcji, łamania praw człowieka, egzekucji przeciwników politycznych oraz wyborów z lat 2014-2024, które według obserwatorów nie spełniały standardów demokratycznych.
Punktem zwrotnym stał się lipiec 2024 roku, kiedy to studenckie protesty przeciwko systemowi kwot zatrudnienia w administracji państwowej przerodziły się w ogólnokrajowe powstanie. Brutalna odpowiedź władz doprowadziła do śmierci co najmniej 1400 osób, a 5 sierpnia – pod naciskiem armii i tłumów maszerujących na jej rezydencję – Hasina uciekła do Indii, gdzie przebywa do dziś.
Od tego czasu krajem zarządza gabinet tymczasowy pod przewodnictwem laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Muhammada Yunusa, którego rząd tymczasowy postawił sobie za cel gruntowną reformę instytucji państwowych, by zapobiec powrotowi dyktatury.
Gospodarka Bangladeszu znajduje się w trudnym położeniu
Gospodarka Bangladeszu znajduje się w trudnym położeniu: tempo wzrostu spadło z 8 proc. przed pandemią do 4–5 proc., inflacja jest na poziomie ok. 9 proc., a bezrobocie wśród absolwentów szkół wyższych sięga 13,5 proc. Społeczeństwo jest bardzo młode – mediana wieku wynosi około 26 lat, co wpływa na dynamikę rynku pracy i nastroje społeczne. Utrzymuje się też głęboki brak zaufania do upolitycznionych za rządów Hasiny organów ścigania, co sprzyja rosnącej liczbie samosądów i linczów, także wobec mniejszości.
Z możliwości startowania w wyborach wykluczono partię Hasiny, Ligę Awami, za rolę w krwawym tłumieniu protestów. Liczą się dla największe bloki: Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu (BNP) i Jamaat-e-Islami (urdu islamska wspólnota), które prześcigają się w populistycznych hasłach.
BNP, kierowana przez syna Khaledy Zii – Tarique’a Rahmana, który po upadku Hasiny wrócił do kraju po 17 latach na emigracji – przedstawia się jako partia liberalno-demokratyczna, zapowiadając narodowe pojednanie i reformy gospodarcze. Według sondaży cieszy się poparciem około 33 proc. wyborców. Obiecuje m.in. zasiłki dla bezrobotnych absolwentów uczelni oraz program wsparcia dla 4 mln rodzin, oferujący miesięcznie 2000–2500 taka (60–70 zł) lub ich równowartość w produktach spożywczych, takich jak ryż czy olej.
Drugą siłą polityczną w kraju jest Jamaat-e-Islami, która po latach prześladowań za rządów Hasiny przeżywa polityczny renesans. Zyskuje poparcie zwłaszcza wśród młodych wyborców, którzy w mniejszym stopniu przywiązują wagę do jej roli podczas wojny o niepodległość w 1971 roku, gdy wspierała brutalną kampanię armii pakistańskiej, w której zginęło co najmniej kilkaset tysięcy banglijskich cywilów.
Stawką głosowania jest także przyszła tożsamość państwa
Jamaat zawarła sojusz z partią utworzoną przez liderów studenckiego powstania z 2024 roku. Blok ten startuje pod hasłami walki z korupcją i sprawiedliwości społecznej, przyciągając rozczarowaną młodzież. Bezrobotnym absolwentom obiecuje niskooprocentowane miesięczne pożyczki.
Waga tych wyborów wykracza poza zwykłą zmianę rządu. Mają one przywrócić konstytucyjny porządek i zapewnić nowej władzy mandat społeczny, którego przez ostatnie kilkanaście lat brakowało rządom Hasiny. Stawką głosowania jest także przyszła tożsamość państwa: czy Bangladesz pozostanie krajem świeckim, czy też przesunie się w stronę modelu opartego na wartościach islamskich – nawet jeśli Jamaat nie eksponuje ich w kampanii.
Stabilność po wyborach będzie kluczowa dla uniknięcia zapaści gospodarczej i rozwiązania kryzysu humanitarnego związanego z obecnością ponad miliona uchodźców Rohingya, którzy uciekli przed prześladowaniami w Brimie. Hinduska mniejszość, stanowiąca około 8 proc. populacji, czuje się zagrożona, bowiem po upadku Hasiny doszło do serii ataków na ich domy i miejsca kultu.
Po raz pierwszy w historii prawo do głosowania uzyskało ponad 7 mln Banglijczyków mieszkających za granicą. Choć wojsko, które 5 sierpnia 2024 roku odmówiło wykonania rozkazu otwarcia ognia do nieuzbrojonych protestujących, deklaruje wsparcie dla procesu demokratycznego, jego szef – generał Waker-Uz-Zaman – pozostaje wpływową postacią w cieniu. Bezpieczeństwo wyborów zależy od rozmieszczenia ponad 100 tys. żołnierzy.
Joanna Baczała (PAP)
baj/ san/




























































