W europejskim sektorze bankowym zawrzało. Włoski gigant UniCredit oficjalnie ogłosił zamiar przejęcia pełnej kontroli nad niemieckim Commerzbankiem. Transakcja, która mogłaby całkowicie przerysować mapę finansową Europy, budzi jednak ogromny opór w Niemczech – zarówno ze strony rządu, jak i samego zarządu Commerzbanku. Dla polskich klientów i inwestorów kluczowe jest jedno: stawką w tej grze jest przyszłość mBanku.


W poniedziałek, 16 marca 2026 r., UniCredit ogłosił ofertę wymiany akcji, wyceniając Commerzbank na około 35 miliardów euro. Włoski bank, który posiada już blisko 30% udziałów w niemieckiej instytucji, zaproponował akcjonariuszom 0,485 nowej akcji UniCredit za każdą akcję Commerzbanku. Przekłada się to na cenę około 30,80 euro za akcję.
Prezes UniCredit Andrea Orcel argumentuje, że połączenie obu banków stworzyłoby europejskiego lidera zdolnego konkurować z gigantami z USA i Chin.
ReklamaZobacz także
To oferta nie do przyjęcia – twarda odpowiedź Niemiec
Reakcja strony niemieckiej była natychmiastowa i zdecydowanie chłodna. Jak informuje Reuters, Bettina Orlopp, CEO Commerzbanku, we wtorek wprost określiła propozycję Włochów jako "bardzo niską cenę", która nie odzwierciedla realnej wartości banku, ani jego potencjału wzrostu po ostatnich restrukturyzacjach.
"Naszym najwyższym priorytetem jest tworzenie trwałej wartości dla naszych akcjonariuszy i wszystkich interesariuszy Commerzbanku. Jesteśmy przekonani o sile i potencjale naszej strategii, która koncentruje się na niezależności i rentownym wzroście. To podejście nie zostało z nami skoordynowane. Parytet wymiany przewidywany w ogłoszeniu w praktyce nie zawiera żadnej premii dla naszych akcjonariuszy" - przekazała z kolei w poniedziałkowym komunikacie banku.
Równie sceptyczny jest rząd w Berlinie. Kanclerz Friedrich Merz oraz Ministerstwo Finansów podkreślają strategiczne znaczenie Commerzbanku dla niemieckiej gospodarki (tzw. bank o znaczeniu systemowym). Berlin, posiadający około 12% akcji, zapowiedział, że nie zamierza ich sprzedawać i popiera niezależność instytucji. Niemieckie związki zawodowe (Verdi) ostrzegają z kolei przed masowymi zwolnieniami, przypominając restrukturyzację banku HVB po jego przejęciu przez UniCredit przed laty.
Co to oznacza dla mBanku?
Dla polskiego rynku finansowego ta transakcja ma znaczenie fundamentalne. Commerzbank posiada blisko 69% akcji mBanku, co czyni go inwestorem strategicznym piątego co do wielkości banku w Polsce.
Jeśli UniCredit doprowadzi do przejęcia, mBank zyska nowego właściciela. Oznaczałoby to wielki powrót Włochów do polskiej bankowości detalicznej na masową skalę (wcześniej UniCredit był właścicielem Pekao SA). Eksperci spekulują na temat przyszłości marki mBank – istnieje prawdopodobieństwo, że UniCredit dążyłby do pełnej integracji, co w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mogłoby skutkować połączeniem operacji mBanku z istniejącymi tam strukturami UniCredit (np. w Czechach czy na Słowacji).
Zgodnie z zapowiedziami, w maju 2026 r. UniCredit ma formalnie przedstawić ofertę i zwołać nadzwyczajne walne zgromadzenie swoich akcjonariuszy. W czerwcu miałby zakończyć się okres przyjmowania zapisów na akcje. Zaś I połowa 2027 r. to przewidywany termin finalnego rozliczenia transakcji, o ile organy nadzorcze wyrażą na nią zgodę.
Na ten moment rynek wchodzi w fazę "wojny pozycyjnej". Inwestorzy z uwagą śledzą kursy akcji, spodziewając się, że Andrea Orcel może zostać zmuszony do podbicia stawki, aby przełamać opór niemieckiego zarządu i rządu. Jedno jest pewne - los mBanku rozstrzyga się dziś w gabinetach w Mediolanie, Frankfurcie i Berlinie.
Oprac. JM



























































