Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego
RYNEK WALUTOWY
Rynek krajowy
Głównym katalizatorem zmian na naszym krajowym rynku walutowym w minionym tygodniu była bez wątpienia decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu podstawowych stóp procentowych o jeden punkt procentowy. Tak jak wspominałem kilka tygodni wcześniej, iż w przypadku słabej obniżki stóp, rynek nabierze pewności, że obniżka ta jest pierwszą z serii kolejnych obniżek stóp. Innymi słowy kapitał spekulacyjny upewni się, że Rada Polityki Pieniężnej wybierze strategię małych kroczków, tj. kilkukrotnie obniży stopy procentowe w tym roku o 1 punkt procentowy. Taka sytuacja jest jak wiemy z podręczników spekulacji wymarzoną pożywką dla tego typu operacji na rynku walutowym. Stąd też mieliśmy efekt spadek kursu dolara poniżej 4 złotych oraz kursu euro poniżej 3,7 złotego. Po raz kolejny okazało się, iż urzędnicy państwowi nie mają zbyt wielkich szans w walce z wielkim kapitałem spekulacyjnym. Na nic zdały się nawoływania członków Rady wskazujące na brak uzasadnienia ekonomicznego dla tak silnego złotego. Spekulanci jednak widzą to inaczej. Dla nich najważniejszy jest zysk, a nie troska o jakikolwiek kraj.
W jednym z komentarzy dziennych obiecałem podać tytuł książki oraz jej autora, w której to książce opisane zostały tego typu przypadki gry spekulacyjnej na rynkach walutowych. Spełniam obietnicę i podaję tytuł: Czas spekulacji Gregory J. Millman. Życzę miłej lektury. Warto to przeczytać, aby zrozumieć niektóre mechanizmy rządzące międzynarodowym przepływem kapitału przez rynki walutowe. Oczy naprawdę się otwierają a w ślad za nimi usta...
Tak więc wracając do naszej sprawy, urzędnicy chcieli osłabić złotego werbalnie (wypowiadając się publicznie na temat jej przewartościowanie) oraz manualnie (majstrując przy stopach procentowych), lecz jak zwykle wyszło im dokładnie na odwrót i w konsekwencji zaserwowali nam najdroższego złotego od kilku lat. Oczywiście są zarówno wygrani jak i przegrani. Wygranymi (oprócz wspomnianego kapitału spekulacyjnego) są na pewno firmy importujące towary do naszego kraju z zagranicy. Zwycięzcami są też zagraniczne firmy sprzedające na nasz polski rynek. Zwycięzcami są wreszcie osoby spłacające kredyt w walutach obcych (szczególnie ci, którzy mają kredyt nominowany w walucie obcej) oraz osoby wybierające się na wycieczki zagraniczne. Przegranymi są natomiast osoby oszczędzające w walutach obcych, importerzy z zagranicy sprowadzający nasz polskie towary oraz nasi eksporterzy wysyłający swe towary za granicę. Nie będę już dłużej krytykować decyzji Rady. Widocznie miała ona jakieś inne nieznane mi przesłanki, by nie obniżać skokowo mocniej stóp procentowych. Być może jej członkowie obawiali się nagłej ucieczki kapitału zagranicznego na wzór ucieczki z Turcji? Może za jakiś czas dowiemy się o kulisach tej środowej (28 lutego) decyzji.
ReklamaZobacz także
Pozostaje pytanie co teraz? Jeśli spojrzeć na kształt wykresu kursu koszyka złożonego po połowie z dolara i euro, to zauważymy, że kurs ten zatrzymał się na ważnej linii wsparcia na poziomie około 3,84 złotego. Jej przełamanie sprowadziłoby kurs niżej aż na poziom 3,71 złotego, czyli o dalsze 3,4%. I tak właśnie może się stać w najbliższej przyszłości. Nie zachęcam jednak do grania na kontraktach terminowych po krótkiej stronie rynku, gdyż stosunek potencjalnego zysku do straty jest bardzo niekorzystny. W każdym momencie grozi nam bowiem szybkie odwrócenie trendu i wzrost kursów walut nawet o 20%. Lepiej więc pozostać poza rynkiem i czekać cierpliwie na sygnały potwierdzające zmianę kierunku ruchu kursów walut. Tydzień temu byliśmy bliscy takiego scenariusza (patrz wykres dzienny koszyka). Niestety nie było wtedy potwierdzenia, wobec czego należało pozamykać spekulacyjne pozycje (myślę tutaj o osobach grających z dużym lewarem na rynkach terminowych) i teraz patrzeć na to wszystko ze spokojem. Zobaczmy jeszcze jak wyglądają obydwie największe waluty rozpatrywane oddzielnie.
Kurs euro spadł do najniższej wartości w swej historii względem złotego. Jeśli jednak przeliczyć jego kurs wstecz zgodnie ze stałymi parytetami wymiany poszczególnych walut europejskich (a tych kursy znamy wstecz na kilka kolejnych lat) na euro, to dowiemy się, iż ostatnio tak tanie euro było 12 sierpnia 1997 roku, czyli prawie 3 lata i 7 miesięcy temu. Ładnie....Jeśli spojrzeć na wykres w układzie dziennym, to zauważymy, że kilkukrotnie już w ciągu dnia kurs ten wybijał się w górę ze spadającego kanału trendowego. Jednak za każdym razem dzień kończył spadkiem do wnętrza tego kanału. Przydałoby się zamknięcie dnia z zieloną (wzrostową) świeczka ponad górną linia tego kanału. Wtedy mielibyśmy pierwszy sygnał możliwej zmiany trendu. Potwierdzeniem będzie dopiero pokonanie poziomu 3,81 złotego najlepiej na zamknięcie dnia.
Teraz pora na dolara. W długim okresie kurs ten wybił się w dół poniżej ważnego poziomu 4 złotych. Jeśli szybko nie wrócimy ponad ten poziom, to zgodnie z analizą techniczna czeka nas dalszy spadek kursu dolara, nawet do poziomu 3,76 złotego, który to poziom wynika z formacji podwójnego szczytu, która została zbudowana w 2000 roku. Co prawda w piątek pojawiła się długo wyczekiwana wzrostowa świeczka, na dodatek przypominająca swym wyglądem tzw. gwiazdę poranną zapowiadającą chwilowe odwrócenie tendencji, jednak dopóki nie wyjdziemy ponad poziom 4 złotych, to każdy wzrostowy dzień należy traktować jako ząbek w trendzie spadkowym.
Widzimy więc, że ostatni tydzień przyniósł nam kontynuację głównego trendu spadku kursów walut obcych, czyli umocnienia złotego. Jak sądzę tendencja taka może być utrzymana przez najbliższe 2-3 tygodnie. No chyba, że na rynek napłyną jakieś bardzo niekorzystne informacje z otoczenia (na przykład ogłoszenie upadłości ZUS .... hehe).
Rynek zagraniczny
Zobaczmy teraz jak wygląda sytuacja na najważniejszych rynkach międzynarodowych.
Tradycyjnie zacznę od największego rynku walutowego, jakim jest rynek EUR/USD. Na wykresie dziennym widać wyraźnie, że po okresie korekty trendu wzrostowego waluty europejskiej, zapoczątkowanego w listopadzie ubiegłego roku, kurs euro wybił się w górę z kanału spadkowego. Do potwierdzenia wejścia w trend rosnący brakuje jeszcze tylko wzrostu (najlepiej na zamknięcie dnia) ponad zaznaczoną niebieska poziomą linię umieszczoną na poziomie 0,9450 dolara za euro. Gdyby próba ta powiodła się, to kolejnym silnym oporem będzie poziom 0,9650 szczyt z ostatniej fali wzrostowej. Ewentualne pokonanie tej bariery potwierdzi wypełnienie się dużej odwróconej formacji RGR, co otworzy drogę na wysokie poziomy, nawet powyżej jednego dolara za euro. I taki scenariusz wydaje mi się w chwili obecnej najbardziej prawdopodobny. Zresztą za takim kierunkiem zmian na tym rynku optuje już od kilku tygodni.
W międzyczasie wylano na ma głowę wiele kubłów zimnej wody. Część osób pukała w czoło mówiąc, iż nie jest możliwy wzrost kursu euro powyżej kursu dolara. No zobaczymy kto ma rację. Dlatego jeszcze raz powtórzę. Jeśli ktoś już musi wziąć kredyt i chce wziąć go w walucie obcej, to najlepszym rozwiązaniem wydaje mi się zapożyczenie się w dolarze. Jego kurs będzie spadał szybciej lub rósł wolniej (w zależności od sytuacji na naszym podwórku) niż kurs euro. A to oznacza niższe raty kapitałowo odsetkowe niż w przypadku kredytu nominowanego w euro. Pamiętajcie jednak, aby zastrzec sobie w umowie kredytowej możliwość przewalutowania kredytu przynajmniej raz na rok. Za rok może się bowiem okazać, że lepiej mieć kredyt w europ. Wtedy zamienimy kredyt dolarowy na euro i znowu będziemy czekać rok. Może się też okazać, że za rok będzie korzystniej wziąć kredyt w złotówkach. Zobaczymy.
Na zakończenie parę zdań o mniej popularnym w naszym kraju rynku, jakim jest rynek USD/JPY oraz EUR/JPY. To dwa wielkie rynki walutowe, które tylko nieznacznie ustępują pola wcześniej omawianemu rynkowi EUR/USD pod względem wielkości obrotów.
Na rynku USD/JPY zakończyła się korekta wcześniej zapoczątkowanego trendu wzrostowego kursu dolara. O sile tego trendu zadecydował długi okres stabilizacji w 2000 roku. Teraz idziemy na poziom 122-125 jenów za dolara. Jeśli ten poziom zostanie pokonany, to droga na 140 jenów za dolara stanie otworem. I wszystko wskazuje, że tak faktycznie może się stać. Słabość gospodarki japońskiej nie podlega dyskusji. Za parę miesięcy pewnie znowu ujrzymy zerowe stopy procentowe Banku Centralnego Japonii. Myślę, że na niewiele się to jednak zda. Tam potrzebne są rewolucyjne zmiany, takie jak u nas w roku 1990.
Jeszcze większe szanse wzrostu widzę na rynku EUR/JPY. Jeśli bowiem kurs euro ma się umacniać względem dolara a ten względem jena, to euro względem jena powinno wystrzelić w górę jak rakieta. Jeśli prawdziwe są dwa pierwsze człony zdania (w sensie logicznym), wszystko powinno pójść właśnie takim torem. Może by tak zagrać na rynku terminowym EUR/JPY, kupując długie kontrakty na euro względem jena? Ciekawe czy jest jakaś możliwość dotarcia do tego rynku. Chyba najprościej za pośrednictwem któregoś z banków (biura maklerskie chyba nie udostępniają takiego asortymentu...).
I tym optymistycznym akcentem kończę i życzę bycia we właściwym czasie po właściwej stronie rynku.
RYNEK PIENIĘŻNY
Rynek krajowy
W minionym tygodniu Rada polityki Pieniężnej obniżyła podstawowe stopy procentowe o jeden punkt procentowy. Dokładnie takiej obniżki oczekiwali uczestnicy rynku lokat międzybankowych, czego wyrazem była prezentowana przeze mnie co dziennie krzywa FORWARD. Dokładnie na dzień przed 28 lutego oprocentowanie lokaty jednomiesięcznej na miesiąc naprzód było na tej krzywej o 1 punkt procentowy niższe niż bieżące oprocentowanie takiej samej lokaty. Tak więc prognoza rynkowa sprawdziła się w 100%. Zobaczmy wobec tego, czego oczekuje rynek w przyszłości. Spójrzmy na wykres krzywej FORWARD dla lokat jedno miesięcznych. Okazuje się, że rynek oczekuje dalszych obniżek stóp procentowych. W ciągu najbliższego miesiąca stopy powinny spaść (zdaniem rynku) o 50 pkt bazowych, w kolejnym drugim miesiącu znowu o 50 punktów, potem o 100 pkt bazowych i dwa razy po 50 pkt. W sumie do końca lipca bieżącego roku oprocentowanie lokat jednomiesięcznych powinno spaść z obecnych 18,51% do 15,75%, czyli o 2,75%. Myślę, że taki scenariusz małych kroczków jest jak najbardziej prawdopodobny.
Spójrzmy teraz jak kształtuje się oprocentowanie lokat na rynku międzybankowym w długim okresie. Dla zobrazowania tego wyliczyłem średnio miesięczne wartości dla indeksów WIBOR 1M oraz WIBOR 6M. W przypadku lokat jednomiesięcznych nie widać aż takiego spadku w lutym względem stycznia, jaki miał miejsce na rynku lokat sześciomiesięcznych. Odczuwam w kościach, iż jest to początek dłuższej tendencji spadkowej na tych rynkach. Średnio miesięczne wartości indeksów WIBOR mają kolosalne znaczenie. Od nich uzależnione jest oprocentowanie kredytów gospodarczych. Spadek linii pokazanych na wykresach powinien być ukojeniem dla zadłużonych przedsiębiorców. Koszt spłacanego kredytu zacznie maleć i to dość szybko moim zdaniem.
Kolej na rynek bonów skarbowych, który jest dość dobrym wyznacznikiem trendów na rynku papierów dłużnych. Celowo pomijam rynek wtórny koncentrując się na rynku pierwotnym przetargów, gdyż rentowności ustalane na przetargach są obrazem sytuacji popartym olbrzymimi kwotami pieniędzy. Na rynku wtórnym obroty są znacznie mniejsze. Oczywiście do celów spekulacyjnych ważne są dane z rynku wtórnego, jednak ja chciałbym się skoncentrować na dłuższych tendencjach. Do tego celu idealnym narzędziem jest dla mnie właśnie rynek przetargów na bony skarbowe. Przypomnę, że przetargi takie odbywają się w poniedziałki i startować w nich mogą uczestnicy, którzy złożą oferty nie mniejsze niż za jeden milion złotych. Tak więc zwykli ciułacze mogą jedynie odkupić od banku (jeśli wystartował on w przetargu i udało mu się kupić bony, co nie zawsze jest takie proste z uwagi na dużą przewagę popytu nad podażą) po nieco wyższej cenie niż ta ustalona na przetargu. Z wykresów wynika, że rentowności bonów 52 tygodniowych zaczynają systematycznie spadać. W przypadku bonów 13 tygodniowych spadek ten jest dużo wolniejszy. To w sumie dobra wiadomość dla posiadaczy obligacji trzyletnich o zmiennej stopie procentowej (TZ), gdyż już niedługo rentowności z przetargów bonów 13 tygodniowych posłużą do wyliczenia odsetek na następny okres odsetkowy zaczynający się na początku maja i kończący na początku sierpnia. Co ciekawe akurat w maju kończy się zwiększony wykup bonów skarbowych poprzednich emisji (patrz układ tabelaryczny). To może oznaczać mniejsza presje na zwiększenie podaży nowych bonów, a co za tym idzie obniżkę ich rentowności.
Oprócz wykupu bonów skarbowych, w dniu 18 kwietnia nastąpi wypłata odsetek od obligacji dziesięcioletnich o zmiennej stopie procentowej (DZ) w wysokości ponad 140 milionów złotych.
Dużo większe pieniądze będą potrzebne ministerstwu finansów na wypłatę odsetek i wykup obligacji skarbowych. Co prawda potrzeba ta nastąpi dopiero za kilka miesięcy, ale jest to dość wielki problem. Z wykresu wynika, iż w przyszłości na wykup starych obligacji potrzeba będzie coraz więcej nowego kapitału. W tym świetle zadziwiająco spokojnie brzmią słowa ministra Bauca o zwiększeniu (jeszcze większym zwiększeniu!!) emisji obligacji na finansowanie potrzeb budżetowych. Słowa te padły po informacji nadesłanej z France Telecom, iż koncern ten nie skorzysta z okazji i nie kupi kolejnej transzy akcji TPSA od Skarbu Państwa. To oczywiście było nie zamierzone. Skądś te pieniądze trzeba wziąć to jasne. Tylko czy rosnący dług publiczny nie przerośnie naszych możliwości płatniczych?
Myślę, iż na razie powinniśmy oczekiwać powolnej acz systematycznej obniżki rentowności papierów skarbowych, czyli wzrostu ich cen rynkowych. Prawdziwe problemy zaczną się za parę lat, gdy trzeba będzie wykupywać obligacje o wartości 5 miliardów złotych miesięcznie ale o tym innym razem. Przejdźmy teraz do rynku międzynarodowego.
Rynek międzynarodowy.
Proponuję spojrzeć na wykres przedstawiający różnicę w oprocentowaniu lokat dolarowych i nominowanych w euro na rynku międzybankowym. W przypadku lokat krótkich różnica ta jest jeszcze dość znaczna. W przypadku lokat dłuższych ustabilizowała się ona na poziomie 32 pkt bazowych. Jeśli tendencja na obydwu rynkach utrzyma się, to za parę tygodni możemy być świadkiem spadku oprocentowania lokat dolarowych (ale tych dłuższych) poniżej procentowania lokat nominowanych w euro. To by była istna rewolucja. Dawno, bardzo dawno nie było takiej sytuacji. Jak sądzę mogłoby to wręcz wpłynąć na olbrzymie gwałtowne przepływy kapitału na rynkach pieniężnych, kapitałowych i walutowych całego świata. Warto o tym pamiętać.
A jak wyglądają oczekiwania uczestników obydwu tych rynków? Musimy spojrzeć na wykresy krzywych FORWARD. W przypadku krzywej dla jednomiesięcznych lokat nominowanych w euro widzimy praktycznie brak oczekiwań na obniżkę stóp w ciągu 6 miesięcy (krzywa jest płaska). W przypadku lokat dolarowych o tym samym terminie sprawa wygląda inaczej. Tutaj rynek oczekuje szybkiej obniżki stóp o 50 pkt bazowych. Gdyby tak się stało, to doszłoby właśnie do spadku oprocentowania lokat dolarowych poniżej oprocentowania lokat w euro. Być może FED widzi to i będzie zwlekać z decyzją o obniżeniu stóp. Stąd też na krzywej FORWARD dla lokat dolarowych widać ten garb, który odzwierciedla silną dezorientację rynku w horyzoncie dłuższym niż 2 miesiące. To nie są dobre sygnały.
Warto jeszcze spojrzeć na tendencje oprocentowania lokat dolarowych w dłuższym horyzoncie. W tym celu podobnie jak dla lokat złotowych wyliczyłem średnie miesięczne wartości indeksów LIBOR USD 1M oraz LIBOR USD 12M.
Zaiste dawno nie było tak gwałtownej obniżki stóp procentowych w tym kraju. Widać, że grunt pali się pod nogami. Na potwierdzenie tego niech posłuży obraz spadającej na łeb na szyje rentowności obligacji 10 (w krótkim horyzoncie oraz w długim horyzoncie) i 30 letnich (w krótkim horyzoncie oraz w długim horyzoncie). Spadek rentowności oznacza wzrost ich cen. To skutek wzmożonego popytu na obligacje. Pieniądze uciekają z rynku akcji na rynek obligacji bez dwóch zdań.
Jacek Maliszewski



























































