Troszkę o kredytach
Dzisiejszy komentarz tygodniowy będzie nieco odmienny. Dość sporo napisałem w ostatnim komentarzu dziennym, w którym obszernie opisałem sytuację na rynku walutowym i pieniężnym.
Dziś obiecana symulacja porównująca spłaty kredytów nominowanych w złotówkach, oraz w walucie obcej (w moim przykładzie w EUR). Będzie można sobie samemu pobawić się z arkuszami, które dziś rano przygotowałem dla moich czytelników. Oczywiście założeń jest aż tak dużo, że każdy sam powinien wpisywać wartości do arkusza. W przyszłości zrobię coś podobnego z tym, że zamiast jednego scenariusza zastosuję metodę Monte-Carlo. W ten sposób zostaną wygenerowane setki tysięcy możliwych kombinacji zdarzeń. Następnie na podstawie tych setek tysięcy możliwości zostanie przedstawiony rozkład prawdopodobieństwa z zaznaczonymi wartościami oczekiwanymi, oraz innymi ważnymi parametrami takiego rozkładu. No ale to za jakiś czas. Ułożenie takiego programu zajmie mi parę tygodni.
Zanim przejdę do pokazania tych arkuszy, muszę podzielić się z wami moim oburzeniem. Otóż chodzi o Stocznie Szczecińską. W jednym z ostatnich numerów Rzeczpospolitej pojawił się artykuł, w którym prezes Zarządu Stoczni stwierdza, iż jedną z głównych przyczyn bardzo złej sytuacji ekonomicznej firmy jest zbyt mocny kurs złotego. Podobno gdy rok temu Stocznia kupowała surowce i materiały potrzebne do zbudowania zakontraktowanego statku, kurs dolara wynosił 4,60 złotego. W momencie, gdy statek zwodowano i otrzymano zapłatę ( w dolarach), kurs wynosił 3,95....
Coś mi się wydaje, że ktoś tutaj kręci. Czy aby ten przypadek ze spadkiem kursu dolara, to nie wymówka? Jeśli jednak prawdą jest, że różnice kursowe zabiły finanse firmy, to ja się pytam: "Czy szanowni szefowie firmy wiedzą, co to znaczy ubezpieczyć się przed nieoczekiwanymi zmianami kursów walut? Czy wiedzą, że każdy bank może z góry określić kurs waluty na 9-12 miesięcy naprzód, sprzedając usługę o nazwie FORWARD?"
Tak się składa, że akurat ja nie szukałem po studiach pracy w tej firmie. Ale wielu moich znajomych (pracowników naukowych Katedry Ekonometrii i Statystyki), świetnych fachowców (powiedziałby, że lepszych ode mnie w dziedzinie zarządzania ryzykiem) próbowało szczęścia. Ich aplikacje z CV wracały z odpowiedzią, iż firma nie widzi potrzeby tworzenia tego typu komórek organizacyjnych. Zaiste oszczędność godna podziwu. Tyle, że stworzenie fachowego zespołu zajmującego się zarządzaniem ryzykiem cenowym (3-4 osoby) mogło kosztować dużo mniej, niż straty powstałe w wyniku wspomnianych różnic kursowych.
Starczy na ten temat.
Zobaczmy jak wyglądają wspominane na wstępie arkusze obrazujące porównanie spłat kredytów w PLN i EUR. Na początku proponuję spojrzeć na arkusz nr1. Proszę ściągnąć sobie ten arkusz na dysk - będzie łatwiej go obsługiwać. W arkuszu tym pokazałem kredyt zaciągnięty na 10 lat w EURO przy kursie 3,45 złotego. Oznacza to, że otrzymaliśmy 345 tysięcy złotych. Wysokość stóp procentowych dla obydwu kredytów zaznaczyłem w arkuszu.
Po spodem podałem także wysokość stopy potrzebnej do zdyskontowania na okres bieżący wszystkich przyszłych płatności. Użyłem w tym celu rentowności obligacji 10-letniej o stałej stopie procentowej.
Oczywiste jest, że gdyby kurs złotego pozostawał wiecznie mocny, to niższa stopa procentowa przy kredycie w EUR da nam mniejsze raty do spłacenia. Jednak jak łatwo się przekonać na rynku walutowym trwa długoterminowy (wieloletni) trend osłabiania się złotego (ostatnie 9 miesięcy, podczas których złotówka się umacniała należy traktować jako korektę w trendzie wyższego rzędu). Zastanowiłem się, przy jakim granicznym rocznym tempie osłabiania złotego, suma zdyskontowanych płatności w obydwu kredytach będzie taka sama? Innymi słowy koszt spłaty obydwu kredytów będzie taki sam. Okazuje się, że przy założeniach przedstawionych na arkuszu, tym tempem granicznym jest 8,86% rocznie. Jeśli więc spodziewamy się w pewnym momencie, że przez najbliższe miesiące kurs złotego spadnie o więcej niż o tę wartość graniczną, to warto dokonać przewalutowania kredytu na złotówki. W ten sposób będziemy płacić przejściowo wyższe raty, ale nasz kapitał do spłacenia ulegnie sokowemu obniżeniu przy kolejnym przewalutowaniu.
Proszę spojrzeć na drugi arkusz. Tutaj pokazałem scenariusz, w którym co jakiś czas dokonujemy przewalutowania kredytu raz ze złotowego na euro, to znów na złotowy. Robimy to w sytuacji, gdy spodziewamy się zmiany trendy średniookresowego (6-12 miesięcy).
Nie będę się tutaj więcej rozwodził. Na samym dole arkusza opisałem, jak szybko zmniejsza się nasz kapitał pozostały do spłacenia w przypadku kilkukrotnego przewalutowania. Warto stosować ten system.
To tyle na dziś. Jutro już powrócę do klasycznego komentarz, w którym skoncentruję się na bieżących wydarzeniach.
Jacek Maliszewski
























































