

Czerwcowy, bardzo słaby wynik sprzedaży detalicznej to kolejny raport potwierdzający tezę o wyraźnym spowolnieniu polskiej gospodarki. W okresie od kwietnia do lipca najprawdopodobniej raz pierwszy od pięciu kwartałów doświadczyliśmy spadku rocznej dynamiki PKB. Zasadnicze pytanie dziś brzmi: czy okażę się ono przejściowe, czy też szczytowy moment cyklu koniunkturalnego już za nami? Na razie jest za wcześnie, aby o tym przesądzać, choć takie ryzyko trzeba brać pod uwagę.
W relacji rok do roku spadły wydatki na dobra trwałego użytku: samochody, meble, sprzęt RTV i AGD – to raczej nie świadczy o ile popytu konsumpcyjnego. Z drugiej strony niska nominalna dynamika sprzedaży jest też po części efektem stabilnych cen – w przeszłości wysoka inflacja potrafiła dodać nawet 4-5 punktów procentowych do dynamiki sprzedaży. Ponadto, w ostatnich latach spory wpływ na wzrost sprzedaży detalicznej miało przesunięcie handlu z małych sklepików do dużych sieci handlowych. Być może efekt ten już powoli zanika. I po trzecie, w pierwszym kwartale wyniki sprzedaży zawyżała sprzedaż aut z „kratką” i tego czynnika zabrakło w kolejnych miesiącach.




























































