Polskie Linie Lotnicze LOT zatrudniają blisko trzy razy więcej pracowników na kontraktach niż na etatach wśród personelu pokładowego. Co istotne, obowiązki wykonywane przez obie grupy pracowników niczym się nie różnią. Jak ustalił Bankier.pl, narodowy przewoźnik od lat nie widzi w tym jednak problemu.


Od blisko ośmiu lat PLL LOT zatrudnia głównie nowych pracowników personelu pokładowego w oparciu o kontrakty B2B. Na ten moment na takich zasadach z narodowym przewoźnikiem pracuje trzy razy więcej osób niż na etatach. Jak udało się ustalić redakcji Bankier.pl, w spółce skarbu państwa, będącej w większości w rękach Ministerstwa Aktywów Państwowych, cztery lata temu odbyła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która wskazała niejednoznaczny charakter tej formy współpracy z pracownikami, mogący świadczyć o ukrytym stosunku pracy. Potwierdziła to również nasza rozmówczyni, która przyznała, że osoby pracujące na umowach cywilno-prawnych wykonują te same obowiązki, co osoby na etacie.
Cieniem tej sytuacji jest sprawa sprzed miesiąca, o której pisaliśmy szerzej tutaj. Chodziło o zatrudnianie przez spółkę-córkę LOT-u pracowników na stanowiska personelu pokładowego, bez zastosowania się do przepisów prawa pracy, gwarantujących pierwszeństwo w ubieganiu się o stanowiska pracownikom objętym rok wcześniej zwolnieniami grupowymi. LOT Cabin Crew skierował ogłoszenie o pracę do osób chcących pracować w oparciu o kontrakt B2B, nie przyjmując do pracy zwolnionych przed rokiem „etatowców”.
Ukryty, lecz odnaleziony
PLL LOT zaczęły zatrudniać personel pokładowy w oparciu o kontrakt B2B w 2014 r. Z początku miało to być rozwiązanie tymczasowe, mające zapewnić płynność pracy podczas sezonu, czyli głównie latem, kiedy linie miały najwięcej pracy. Jednak ten sposób współpracy pozostał i z czasem zaczął wypierać etaty, jako najpopularniejszą formę zatrudnienia wśród pracowników personelu pokładowego. Z informacji uzyskanych od samych linii lotniczych, jako bieżący stan LOT wskazał zatrudnienie na poziome ok. 300 osób w oparciu o umowę o pracę i ok. 900 zatrudnionych na B2B.
– Mogę śmiało powiedzieć, że moja praca przez pięć lat na kontrakcie spełniała wszelkie przesłanki, abym mogła pracować w oparciu o umowę o pracę. Nawet, gdy chciałam iść na urlop, musiałam składać wniosek o dni powstrzymywania się od świadczenia usług. I zdarzało się, że pomimo złożenia wniosku z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, dostawałam odmowę – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl pani Patrycja*, stewardesa, która pracowała w PLL LOT przez kilka lat w oparciu o kontrakt B2B.
Osoby z personelu pokładowego zatrudnione zarówno w oparciu o umowę o pracę, jak i kontrakt B2B, noszą te same uniformy, odbywają wspólnie te same szkolenia, wykonują na pokładzie te same obowiązki. Różni je jedynie dokument podpisany z pracodawcą.
– Osoby lecące samolotem nie są w stanie stwierdzić, która osoba jest zatrudniona na etacie, a która na kontrakcie. Nasze obowiązki nie różniły się niczym – wyjaśnia nasza rozmówczyni, po czym dodaje – Nigdy nie było szansy, abym przeszła na umowę o pracę. Dwa razy byłam w Państwowej Inspekcji Pracy w związku z naszym B2B i ukrytym stosunkiem pracy. Kontrolerzy potwierdzili, że nasze kontrakty powinny być etatami, ale nic to nie zmieniło.
Biuro prasowe LOT zapytane o ukryty stosunek pracy w przypadku pracowników personelu pokładowego odpowiedziało, że „kontrola przeprowadzona przez Państwową Inspekcję Pracy nie stwierdziła uchybień ani nie nakazała wprowadzenia zmian w zakresie zamiany umów o współpracę na umowy o pracę”.
Jednak z dokumentu, do którego udało się dotrzeć redakcji Bankier.pl wynika, że w lipcu 2018 r. została zakończona kontrola PIP w PLL LOT. W głównych wnioskach zawartych w piśmie kontrolerzy wskazują, że z zeznań pracowników wynika, iż „nie ma żadnej różnicy w zakresie realizacji obowiązków osób wykonujących pracę na podstawie umowy o pracę a osób realizujących zadania […] w ramach umów o świadczenie usług zawartych z Lot Crew [pisownia oryginalna - red.]”. Jednocześnie inspektor wskazuje, że nie jest on organem, mogącym zmienić stosunek umowy. Może to zrobić jedynie sąd pracy i to do tej instytucji należy ostateczna decyzja stwierdzająca ukryty stosunek pracy. Lecz wystąpienie pokontrolne zawiera również wniosek o „nie zawieranie umów o świadczenie usług z członkami personelu pokładowego i lotniczego, w warunkach typowych dla stosunku pracy”.
Stanowisko PIP potwierdza Agnieszka Szelągowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, dodając, że to nie jedyna decyzja inspektorów, która potwierdziła naruszenie praw pracowniczych.
– Inna sprawa dotyczyła pracowników objętych ochroną przedemerytalną. Kodeks pracy mówi jasno, że takich osób nie można zwolnić i nie można zmniejszyć ich wynagrodzenia. A to się stało w przypadku osób, które zostały przesunięte na pół etatu i przekierowane do pracy na lotnisku – wyjawia w rozmowie z Bankier.pl Agnieszka Szelągowska.
Nieodpowiednia dieta, ale tania
Jak wskazuje nasza rozmówczyni, kontrakty zaczęły zastępować etaty, ponieważ są dla pracodawcy tańsze. Umowa B2B, którą proponuje LOT, zaczyna się od podstawy wynoszącej 4800 zł netto. Taką pensję otrzymują pracownicy personelu pokładowego za spędzenie w powietrzu 40 godzin w ciągu miesiąca. Każda kolejna godzina w powietrzu to dodatkowe 70 zł. Kwota podstawowa zawiera również zryczałtowaną dietę za delegacje, która wynosi 1000 zł. Co istotne, pracownikom pracującym w tej formie nie przysługuje możliwość negocjacji warunków.
– W przypadku podpisywania kontraktu nie było możliwości negocjacji. Był jeden wzór. Wybór polegał na tym, że albo się podpisało umowę, albo nie – wyjaśnia pani Patrycja.
Wysokość diety w przypadku osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę zależny od długości lotu i kraju, do którego pracownik został wysłany. Dodatkowo godziny spędzone w powietrzu przez osoby na etacie, a które są ponad pensum wynoszącym 40 godzin, traktowane są jako nadgodziny i płatne są 150 proc. A takich godzin w miesiącu potrafi być od kilku do kilkudziesięciu.
Dysproporcja pomiędzy umowami B2B a etatami to nie jedyny przejaw oszczędności narodowego przewoźnika. Gotowość do pracy w razie nagłych sytuacji jest standardowym obowiązkiem zawodowym personelu pokładowego, a jak wyjaśniają nasze rozmówczynie, częściej z dyżurów są wzywane osoby na kontraktach niż te pracujące w oparciu o umowę o pracę. Kiedy telefon osób na etacie milczał, osoby na kontraktach latały niemal z każdego dyżuru.
– Pracowaliśmy ze sobą, rozmawialiśmy. Nie trudno było więc podliczyć ile godzin w powietrzu mają osoby na B2B, a ile etatowcy. Osoby pracujące na kontraktach pracowały zdecydowanie więcej ponad to pensum niż osoby na etatach. Nasza wiedza o tych nierównościach pochodziła z rozmów. Mówię nasza, ponieważ większość moich koleżanek na etacie rozmawiała z koleżankami z kontraktów i wychodziło im, że pracują mniej. Nawet nasze koleżanki z długim stażem, których dzieci pracowały w Locie, ale już na kontraktach, mogły porównać jakie to były różnice – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl pani Zuzanna (imię zmienione), była pracownica PLL LOT zatrudniona w oparciu o umowę o pracę.
Z perspektywy osoby na etacie podobnie sprawę widziała pani Katarzyna*, która pracowała dla LOT-u, a która została objęta zwolnieniami grupowymi
– Nasze pensje i tak były w dużej mierze uzależnione, od tego, ile godzin wylatamy. Jeszcze przed zwolnieniami, gdy pracowałyśmy na pół etatu, były bardzo widoczne różnice w godzinach spędzonych w powietrzu przez osoby pracujące na kontrakcie i na etacie. Brak godzin ponad pensum przekładał się na wynagrodzenie niższe ostatecznie nawet o dwie trzecie – wyjaśnia pani Katarzyna.
Biuro prasowe PLL LOT na pytanie o przydzielanie większej liczby godzin osobom zatrudnionym na B2B odpowiada, że to nie prawda. Podkreśla jednocześnie, że liczby te w obu grupach są na porównywalnym poziomie.
– Dla pełnej przejrzystości porozumieliśmy się też ze związkami zawodowymi w tej sprawie. Będziemy przedstawiać personelowi kokpitowemu i personelowi pokładowemu porównania nalotów w danej grupie zawodowej – tłumaczą przedstawiciele PLL LOT.
Sytuacja z rozdzieleniem godzin nie zmieniła się nawet po przeniesieniu pracowników zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę na pół etatu. Jak wyjawiła nam pani Zuzanna, już po zmianie warunków zatrudnienia zdarzało się, że w miesiącu nie wylatywała 20 godzin zawartych w pensum. W tym samym czasie osobom zatrudnionym na B2B był odmawiany urlopu z uwagi na ilość pracy.
Bez happy endu
Pracownicy etatowi personelu pokładowego zostali przeniesieni na pół etatu pod koniec lata 2020 r. Wówczas zaczęły spływać do nich wiadomości z wypowiedzeniami zmieniających ich charakter zatrudnienia. Zarząd PLL LOT podjął tę decyzję po sprzeciwie Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego na propozycję pracodawcy, o zmniejszeniu wynagrodzenia o 40 proc. na okres trzech lat. Później jednak, już po przeniesieniu pracowników na pół etatu, powołując się na trudną sytuację ekonomiczną, narodowy przewoźnik zdecydował się na przeprowadzenie zwolnień grupowych.
– Oficjalnie powodem zwolnień grupowych była bardzo trudna sytuacja ekonomiczna spółki spowodowana pandemią koronawirusa, ale pracodawca poinformował mnie, że wytypowano mnie do zwolnienia ze względu na naruszenie polityki medialnej firmy. Pokazano mi screen mojego wpisu z Facebooka z 2018 roku, czyli z okresu strajku. Wpis o treści „Dzisiaj przyszedł czas mojej próby...Nie miałam wątpliwości, że muszę oficjalnie przystąpić do legalnego strajku...” – wspomina pani Zuzanna.
W przypadku pani Katarzyny został zastosowany wskaźnik Bradforda. Jest to jeden z kluczy, którymi pracodawca może posłużyć się przy ocenie pracownika, a który bierze pod uwagę częstotliwość i długość przebywania na zwolnieniu lekarskim.
– Pracodawca nie miał na mnie haków, którymi mógł się posłużyć. Wybrał zatem moje zwolnienie lekarskie z 2018 roku, kiedy byłam w ciąży i poroniłam. Po otrzymaniu zwolnienia zaczęłam drążyć temat w kadrach. Zapytałam, czy brano pod uwagę rodzaje zwolnień, ponieważ te wystawiane dla kobiet w ciąży są objęte innym kodem. Panie były bardzo ostrożne przy odpowiadaniu, aż w końcu pani dyrektor odpisała mi w mailu, że nie brano pod uwagę powodów zwolnień. Niezależnie czy to było zwolnienie na nowotwór, ciążę czy złamaną nogę – wspomina pani Katarzyna.
Biuro prasowe PLL LOT wyjaśnia decyzję o zwolnieniach grupowych kryzysem wywołanym pandemią oraz kilkudziesięcioprocentowym spadkiem liczby wykonywanych operacji. W pierwszej kolejności narodowy przewoźnik ustanowił możliwość „dobrowolnego zgłaszania się pracowników chcących odejść ze spółki, w tym osób, które w ciągu najbliższych dwóch lat osiągną wiek emerytalny”. W drugiej kolejności wytypowano osoby „na podstawie obiektywnych kryteriów uzgodnionych ze związkami zawodowymi”. Dla tych pracowników PLL LOT przewidziały dodatkowe świadczenia pieniężne oraz działania aktywizujące, które pomagają odnaleźć się na rynku pracy.
Jak udało się ustalić redakcji Bankier.pl, wśród osób wytypowanych do zwolnienia była również grupa pracowników objętych ochroną stosunku pracy. Głównie były to osoby przed emeryturą oraz związkowcy. Pracodawca nie mógł ich zwolnić, więc znalazł dla nich nowe miejsce.
– Większość osób przeniesionych na ziemie, to byłe szefowe pokładu oraz stewardessy mające doświadczenie po 20 i 30 lat. Teraz w praktyce mamy wspomagać kierowników zmian lotu w sytuacjach jak następują nieregularności, jak na przykład opóźnienia samolotów lub kiedy są bardzo krótkie terminy między przesiadkami – tłumaczy pani Weronika*, jedna z osób, które zostały przeniesione do pracy na lotnisku.
Jednocześnie PLL LOT podkreśla, że udało się uchronić grupę 30 osób przed zwolnieniami. Ci pracownicy zostali przeniesieni i „świetnie wykorzystują swoje doświadczenie z pokładu w pracy na lotnisku Chopina”.
– Nasz dzień wygląda tak, że przychodzimy na zmianę, siadamy w biurze i czekamy, aż będziemy ewentualnie potrzebne kierownikowi zmiany. Zdarzały się takie dni, że przez 12 godzin nie byłyśmy potrzebne, bo nie było dla nas obowiązków – wyjaśnia pani Weronika.
Komentarz prawników
O kroki prawne, które może podjąć pracownik chcący udowodnić łączący go ukryty stosunek pracy z pracodawcą, zapytaliśmy adwokat Dianę Duch. Zdaniem naszej ekspertki w tej sprawie należy zgłosić się do Sądu Rejonowego Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych o ustalenie istnienia stosunku pracy. Kluczowymi elementami wskazującymi, że pracownikowi należy się umowa o pracę, są:
- wykonywanie przez pracownika na rzecz pracodawcy pracy określonego rodzaju,
- wykonywanie pracy osobiście i pod kierownictwem pracodawcy,
- wyznaczenie przez pracodawcę miejsca i czasu pracy,
- zobowiązanie pracodawcy do zapłaty wynagrodzenia w ramach istniejącego stosunku pracy.
– Te elementy przemawiają za uznaniem danego stosunku prawnego za stosunek pracy i dają podstawę do wniesienia powództwa o ustalenie istnienia stosunku pracy. Wraz z tym żądaniem w pozwie równocześnie można dochodzić zapłaty niewypłaconego wynagrodzenia oraz wydania świadectwa pracy. Warto zaznaczyć, że w toku postępowania ciężar udowodnienia istnienia stosunku pracy, a w tym jego cech będzie leżał po stronie pracownika – wyjaśnia Diana Duch.
Osobom poczuwającym się do ubiegania się swoich praw z uwagi na bezpodstawne rozwiązanie stosunku pracy w zwolnieniach grupowych przypada prawo do uznania wypowiedzenia za bezskuteczne, przywrócenia do pracy lub nawet odszkodowania. Takie prawo zapewnia Kodeks pracy. Zasadność przywrócenia do pracy takie osoby leży w kompetencjach Sądu Pracy. Natomiast na wysokość odszkodowania wpływ na kilka czynników.
– Odszkodowanie przysługuje w wysokości wynagrodzenia za okres wypowiedzenia, a w przypadku rozwiązania umowy o pracę zawartej na czas określony odszkodowanie przysługuje w wysokości wynagrodzenia za czas, do którego umowa miała trwać, nie więcej jednak niż za okres wypowiedzenia. Jednocześnie warto zaznaczyć, że w przypadku dochodzenia odszkodowania za niesłuszne zwolnienie, pod pewnymi warunkami można uzyskać również odprawę pieniężną w wysokości od jednomiesięcznego do trzymiesięcznego wynagrodzenia w zależności od okresu w jakim pracownik był zatrudniony u danego pracodawcy – tłumaczy w rozmowie z Bankier.pl Magdalena Lipska, radca prawny i mediator.
*Pełne dane części rozmówców do wiadomości redakcji.
























































