Prezydent USA Donald Trump skonsolidował władzę i wchodzi w kompetencje Kongresu, ale potencjalnie niekorzystny dla niego wyrok Sądu Najwyższego ws. ceł może poważnie uderzyć w jego politykę - ocenił w rozmowie z PAP prof. Radosław Fiedler z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.


Kierownik Zakładu Pozaeuropejskich Studiów Politycznych UAM prof. dr hab. Radosław Fiedler powiedział PAP, że w porównaniu do pierwszej kadencji, pełnej „zamieszania, chaosu i problemów kadrowych w administracji”, miniony rok rządów Trumpa rozpoczął się od dobrze przygotowanej realizacji programu, powstałego m.in. dzięki wsparciu konserwatywnych think-tanków.
- Trump już dosyć dużo z tych punktów zrealizował. Chodzi tutaj np. o odejście od DEI, czyli programów promujących różnorodność, równość i inkluzyjność, także w armii. Mówimy tu np. o ograniczeniu departamentu edukacji i, co najważniejsze, konsolidacji władzy. Trump wykorzystuje pełnomocnictwa kryzysowe, czyli korzysta z rozporządzeń wykonawczych np. ogłaszając cła, a tym samym wchodzi w kompetencje Kongresu - powiedział badacz.
Sąd Najwyższy, czyli ostatnia twierdza
2 kwietnia 2025 r. Trump podpisał rozporządzenie nakładające co najmniej 10-procentowe cła na towary importowane z zagranicy, zaś w przypadku Unii Europejskiej - 20-procentowe. Kwestią legalności tych posunięć zajął się amerykański Sąd Najwyższy.
- Trump powinien się niepokoić Sądem Najwyższym. Jeżeli to będzie wyrok niekorzystny dla niego, to będzie bardzo poważne uderzenie w jego politykę i będzie to też miało określone skutki finansowe - zaznaczył prof. Fiedler.
Ogłaszając w ub. roku cła Trump działał na podstawie ustawy IEEPA uprawniającej prezydenta do nakładania sankcji gospodarczych. Polityk był pierwszym w historii prezydentem, który nałożył cła, opierając się na ustawie, która w katalogu dozwolonych działań nie wspomina wprost o cłach. Jak dotąd wszystkie sądy niższej instancji uznawały te cła za nielegalne, lecz wstrzymały egzekucję orzeczeń, by pozwolić wypowiedzieć się w sprawie Sądowi Najwyższemu. Według telewizji MS NOW w ramach ceł nałożonych na podstawie IEEPA państwo pobrało dotąd 133 mld dol.
Badacz zaznaczył, że wyrok Sądu Najwyższego, podważający legalność wprowadzonych przez prezydenta ceł, przywróci rolę Kongresu. Dodał, że niekorzystne dla Trumpa orzeczenie pokaże, iż prezydent działa chaotycznie i nie ma solidnego planu gospodarczego. Według prof. Fiedlera ewentualna próba zignorowania przez Trumpa decyzji sądu będzie mieć bardzo poważne skutki dla poparcia prezydenta.
- Republikanie nie będą chcieli wiązać się z osobą, która jest totalnie antysystemowa. Co innego wzmacnianie pozycji ustrojowej władzy prezydenckiej. Ale jednak, jeżeli dojdzie do ostrej konfrontacji prezydenta z Sądem Najwyższym lub z szefem Fed (Systemu Rezerwy Federalnej) to moim zdaniem w wyborach połówkowych Demokraci będą w stanie odzyskać Senat - ocenił badacz.
Partię Trumpa czeka przegrana w najbliższych wyborach?
Prof. Fiedler podkreślił jednak, że obecnie większość sondaży wskazuje, iż w wyborach połówkowych w listopadzie Demokratom uda się zdobyć większość w Izbie Reprezentantów, ale nie w Senacie. - Musiałaby się wydarzyć naprawdę jakaś katastrofa dla Trumpa, żeby Demokraci przejęli także Senat - zaznaczył.
- Po wyborach połówkowych, w przypadku narastającej frustracji w Partii Republikańskiej, Demokratom może uda się rozpocząć procedurę impeachmentu, czyli odwołania prezydenta z urzędu. Ale do tego trzeba byłoby mieć 67 głosów w 100-osobowym Senacie. Dziś jest to niemożliwe, a w przyszłości bardzo mało prawdopodobne. Mimo wszystko, mimo różnych ekscesów, Trump ma bardzo solidną bazę polityczną w Senacie, na tyle mocną, że na razie zupełnie ignoruje Kongres USA - zaznaczył naukowiec.
Jako przykład podał ustawę, która miała ograniczyć interwencje USA w Wenezueli. W połowie stycznia Senat zagłosował stosunkiem 51-50 za uznaniem projektu uchwały za niekwalifikujący się do przyspieszonej ścieżki legislacyjnej. Zablokowanie rezolucji, za którą w pierwszym czytaniu głosowało pięcioro polityków Republikanów, to efekt zmiany stanowiska dwóch z nich. - Trump nie znosi krytyki. I wywiera olbrzymią presję na Republikanów - podkreślił politolog.
Trump na kredycie zaufania. Ameryka wcale nie została wielka
Badacz dodał, że wprowadzane przez Trumpa cła nie przyniosły poprawy materialnej sytuacji większości obywateli. - Amerykański prekariat głosował na niego i pomimo zapowiedzi nie odczuwa poprawy. Ta ekonomiczna frustracja jest spora. Sondaże pokazują, że Amerykanie przestają ufać, iż Trump ma plan gospodarczy - zaznaczył badacz.
Politolog zwrócił uwagę na protesty przeciwko działaniom Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE).
- Jednym z pierwszych sukcesów prezydentury Trumpa, ale okupionym ogromnym kosztem społecznym, jest kwestia ograniczenia nielegalnej imigracji do USA. Jednak teraz, m.in. w Minnesocie, widać napięcia z tym związane. To jest bardzo brutalnie prowadzona polityka wyłapywania migrantów. Związana z tym frustracja społeczna rosła, i w Minnesocie iskra doprowadziła do zapłonu. To nie jest już jakiś kryzys powierzchowny, tylko taki, który osłabia notowania Trumpa w sondażach - powiedział.(PAP)
szk/ zm/




























































