Rollercoaster na rynku ropy naftowej trwa w najlepsze. Po gwałtownych spadkach i wyznaczeniu 12-letnich minimów, w ostatnich dniach surowiec mocno drożeje.


W czwartek po godzinie 15 za baryłkę ropy brent płacono 36,44 dolarów, za WTI o dwa dolary mniej. Oba surowce drożały względem wczorajszych poziomów o blisko 8%. To kontynuacja rajdu zapoczątkowanego w poniedziałek 25 stycznia. W ciągu ostatnich czterech dni brent podrożała o blisko 1/3. Jest ona obecnie najdroższa od trzech tygodni.
Za dzisiejszymi mocnymi wzrostami stoją przede wszystkim możliwe cięcia w podaży. Jak donosi Interfax rosyjski minister energii Alexander Novak zaproponował Arabii Saudyjskiej wspólne ograniczenie produkcji ropy. Podaż mogłaby spaść o 5%, Rosjanie proponują jednak, aby szczegóły dopracować na wspólnym spotkaniu.
Do propozycji szybko odnieśli się przedstawiciele naftowego kartelu OPEC, którego Arabia Saudyjska jest głównym graczem. Według nich póki co nie ma żadnych planów spotkania z Rosjanami. Wcześniej Saudyjczycy informowali, że zgodzą się na cięcia w produkcji tylko wtedy, gdy wezmą w nich udział główni producenci spoza kartelu, przede wszystkim Rosja.
Bessa na rynku ropy to m.in. konsekwencja rosnącej podaży. Kraje OPEC notorycznie przekraczają ustalane wspólnie limity, czym pchają ceny surowca w dół. Tania ropa ciąży gospodarkom uzależnionym od tego surowca. Z kryzysem mierzy się m.in. Wenezuela, straty liczy Norwegia, rekordowy deficyt przewiduje Arabia Saudyjska. Cierpi również Rosja, której waluta bije rekordy słabości, a gospodarka czeka na droższą ropę.

























































