Środowa sesja przyniosła największe od dwóch tygodni spadki na giełdzie w Tokio. Pod presją taniejącej ropy spadały także główne indeksy na innych azjatyckich giełdach.


Spadkiem o 3,15% zakończył dzień indeks Nikkei 225, który zszedł do czterosesyjnego minimum na poziomie 1719,25 pkt. Dzisiejsze osunięcie było największym spadkiem od 20 stycznia, kiedy główny indeks tokijskiej giełdy cofnął się o 3,71% i wszedł na terytorium bessy. W sumie od początku tego roku Nikkei traci już 9,7%, a od historycznych szczytów sprzed ponad26 lat dzieli go 55,8%.
Tym samym japońska giełda oddała niemal całość zwyżki wypracowanej po piątkowej, niespodziewanej decyzji Banku Japonii. Przypomnijmy – znane z niekonwencjonalnej polityki władze monetarne Kraju Kwitnącej Wiśni postanowiły obniżyć stopy procentowe poniżej zera.
Tymczasem dziś w nocy czasu polskiego prezes Banku Japonii Haruhiko Kuroda powtórzył, że kierowana przez niego instytucja jest gotowa obniżać stopy jeszcze mocniej oraz nie zawaha się dodać do swojego arsenału kolejnych niekonwencjonalnych środków prowadzenia polityki monetarnej, jeżeli stosowane obecnie okażą się niewystarczające.
Wpływ na azjatyckie giełdy, podobnie jak i na resztę świata, miała wczorajsza przecena ropy naftowej, która odbiła się także na przebiegu sesji na Wall Street.
Główny indeks giełdy w Szanghaju zanotował dziś spadek o 0,38%, koreański KOSPI o 0,84%, a australijski S&P/ASX200 o 2,33%. Zamykający się nieco później hongkoński Hang Seng traci ponad 2%.
Jedynymi istotnymi danymi makroekonomicznymi z regionu były indeksy PMI dla sektora usług. Na szczególną uwagę zasługuje wskaźnik dla Chin, który w styczniu wspiął się na sześciomiesięczne maksimum przyjmując wartość 52,4 pkt. wobec 50,2 pkt. w grudniu i oczekiwaniach na poziomie 50,5 pkt.


























































