Mamy winnego. Do zacnego grona odwiecznych „zagrożeń”, wszystkiego co złe w polskim życiu politycznym dołączyli specjaliści od public relations. Znaleźliśmy się w zacnym gronie Żydów, masonów i cyklistów a także dziennikarzy, którzy zarówno historycznie, jak i obecnie na ogół są winni. Puchniemy z dumy, iż zauważono nasz wkład w życie społeczne. To dowód na istnienie w naszym kraju demokracji, bowiem tylko w tym ustroju uprawianie sztuki public relations jest możliwe.
W sierpniu 2010 profesor Zdzisław Krasnodębski napisał w „Rzeczpospolitej”:
„Trzeci warunek powrotu do normalności jest zapewne najtrudniejszy. Należy przerwać rozkładającą Polskę grę pozorów, zwaną do niedawna postpolityką. Platon uznawał, że z państwa należy wygnać poetów. My na pewno powinniśmy wygnać specjalistów od PR, wizerunku i marketingu politycznego. Wygnać – to znaczy solidarnie zrezygnować z ich usług w polityce, niech raczej zajmują się sprzedawaniem pasty do zębów lub piwa. Przecież raz jeszcze okazało się, że kampania wyborcza nie ma nic wspólnego z działaniami podejmowanymi po wyborach.”
Kiedy 20 lat temu pionierzy nauki o komunikacji społecznej zakładali Polskie Stowarzyszenie Public Relations nie śniło im się zapewne w głowach, że doczekają takiej recenzji. Przez 50 poprzednich lat brak wolnych mediów uniemożliwiał rozwój public relations w Polsce. Fundamentem działań pr-owych jest dialog, w dobie propagandy niemożliwy do zrealizowania na płaszczyźnie społecznej, gdzie wszystko jest zadekretowane a media przekazują informacje tylko w jedną stronę, nie różniąc się w tym względzie między sobą.
Zastanawiający jest jednak fakt, jak to się stało, że nagle okazaliśmy się realnym zagrożeniem . Dla kogo i dlaczego? Czy wiedza o komunikacji społecznej jaką posiadają pr-owcy, wprowadzana do polskiej praktyki politycznej komuś zagraża?
Co potrafią PR-owcy
● znają mechanizmy perswazji, potrafią ocenić wiarygodność źródła
● potrafią poradzić sobie z emocjami wywołanymi przez komunikat (poczucie winy, zobowiązanie, poczucie gorszości wywołane niedostępnością itp.) i na chłodno je zanalizować
● zadają trudne pytania w stylu: Dlaczego on/a przekazuje mi tę informację?
Czy coś na tym zyska? Czy jest kompetentna i wiarygodna, czy to tylko sfabrykowany wizerunek?
● uczą ludzi, iż należy patrzeć , zwłaszcza politykom, na ręce, nie na usta
●potrafią wyizolować fakty od insynuacji i plotek
● mają wyczulone ucho na sytuację, gdy wszyscy mówią to samo i pytają – dlaczego?
● nie uzależniają się od jednego źródła informacji
●znają mowę ciała i potrafią ją zinterpretować
● znają mechanizm pierwszego wrażenia i potrafią go zastosować
●wspierają i upowszechniają dobre praktyki
● podejmują działania zawsze oparte na dialogu
●wspierają instytucje demokratyczne
Dlatego zadajmy sobie teraz powyższe pytania w kontekście wypowiedzi publicznej profesora Krasnodębskiego. Wniosek może być smutny. W systemie totalitarnym nie ma poetów i piarowców, nikt nie zadaje trudnych pytań, nie patrzy na ręce, nie każe się tłumaczyć z podjętych decyzji. Ma słuchać prawd jednie słusznych. I rzeczywiście, z parowcami mu nie po drodze.
» Tygrysi wizerunek w biznesie
» Hipokryzja w PR, czyli jak stosowane są kodeksy etyczne
» Rzecznik PRasowy




























































