Pracownicy Hebe wysłali do redakcji list, w którym informują o planowanych zwolnieniach i obniżeniu pensji niektórych pracowników. Sieć informuje, że zmiany dotyczące zatrudnienia wprowadziła jedynie w wybranych działach biura głównego.
Zatrudnieni w drogeriach Hebe, których właścicielem jest Jeronimo Martins, poinformowali redakcję, że w biurze głównym rozpoczęły się zwolnienia, a te osoby, które zostały w firmie, musiały pogodzić się z 20 proc. redukcją pensji. "Rozumiemy, że są to trudne i wymagające czasy, ale patrząc jak z wielkim wysiłkiem wiele mniejszych firm, które na czas pandemii zostało całkowicie zamkniętych, walczy o to, aby utrzymać zespół i nikogo nie zwalniać – jesteśmy zbulwersowani i rozczarowani działaniami naszej firmy" - czytamy w liście pracowników Hebe.
Zwróciliśmy się do biura prasowego drogerii. Sieć podała, że obecna sytuacja wywarła duży wpływ na działanie drogerii i spowodowała spadek liczby klientów odwiedzających, co przeniosło się na znaczący spadek obrotów w sklepach marki.
- W tym trudnym czasie robimy wszystko, aby obecna sytuacja ekonomiczna w jak najmniejszym stopniu wpłynęła na sieć i jej pracowników. Przede wszystkim utrzymujemy dotychczasowy poziom zatrudnienia w sklepach i w Centrum Dystrybucyjnym. Jedynie w wybranych działach Biura Głównego wprowadzone zostały zmiany, w wyniku których części pracowników zmniejszono wymiar czasu pracy. Umowy o pracę nie zostały przedłużone lub zostały wypowiedziane tylko w kilkunastu przypadkach, co stanowi mniej niż 0,5 proc. zatrudnionych osób - podało w rozmowie z Bankier.pl biuro prasowe Hebe.
Weronika Szkwarek


























































